Chińczycy stawiają fabryki

Rafał Białkowski
opublikowano: 24-01-2007, 00:00

Bliski Wschód, Ameryka Południowa i wschodnia Europa — takie lokalizacje upatrzył sobie producent, określany mianem chińskiej Toyoty.

Chery chce wybuduje jeden zakład w naszym regionie

Bliski Wschód, Ameryka Południowa i wschodnia Europa — takie lokalizacje upatrzył sobie producent, określany mianem chińskiej Toyoty.

Chery, największy chiński koncern samochodowy, ma w planach wybudowanie trzech fabryk za granicą. Rzeczniczka firmy poinformowała, że potencjalne lokalizacje obejmują Europę Wschodnią, Bliski Wschód oraz Amerykę Południową. Szczegółów na razie brakuje. Pewien trop podsuwa rosyjska prasa. Rok temu informowała, że fabryka ma powstać na terenie obwodu kaliningradzkiego. Nowy zakład, wybudowany kosztem 200 mln USD, miałby montować 150 tys. aut rocznie.

Kropla drąży skałę

Czy fabryka może powstać w Polsce?

— Kontaktowaliśmy się z Chery, ale obecnie nie prowadzimy z tą firmą rozmów — mówi Wojciech Szelągowski, wiceprezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

Chery już montuje auta poza Chinami. Jego samochody są składane w Malezji, Rosji, Brazylii, Egipcie i na Ukrainie. Dziennik „China Daily” napisał, że koncern chce sfinalizować inwestycję jeszcze w tym roku. Czasu więc zostało mu bardzo niewiele.

Do Polski samochody tej marki nie są sprowadzane, są już jednak importerzy chińskich aut.

— Działamy od kilku miesięcy. Zainteresowanie chińskimi autami ciągle się zwiększa, choć nie sprzedajemy wielkich ilości. Atutem jest cena i wyposażenie. Chińskie auta są nawet o połowę tańsze niż ich europejskie odpowiedniki — zachwala atuty chińskich aut Sławomir Woźniak z China Motors.

Oni nam, my im

Chińczycy tworzą zresztą jeden z największych rynków motoryzacyjnych na świecie. Większość ich modeli to wierne kopie aut produkowanych w Europie Zachodniej. Opanowali to do perfekcji. W wielu przypadkach nie można rozpoznać kraju pochodzenia danego modelu, a jedynym wyróżnikiem jest logo producenta. Chiński odpowiednik ma nawet Rolls-Royce’a. Chery jest nawet określany mianem chińskiej Toyoty.

To oczywiście nie cieszy tzw. markowych producentów. Nic dziwnego. Poświęcili czas i pieniądze na własne projekty, a teraz muszą patrzeć na chińskie kopie. Wcale jednak nie są skłonni do procesów. Powód jest prosty. Każdy z nich chce się dostać na chiński rynek. A łatwo nie jest, bo rząd Chin wymaga, żeby zagraniczne koncerny dokonywały aliansów z rodzimymi firmami. Na wyniki takiej współpracy nie trzeba było długo czekać. Chiński koncern Brilliance we współpracy z BMW wprowadza na europejski rynek model Zhonghua, BMW natomiast w kooperacji z Brilliance produkuje modele serii 3 i 5 na rynek chiński.

Okiem Eksperta

Wojciech Drzewiecki

prezes Samaru, firmy monitorującej rynek samochodowy

Niezłe perspektywy

Sprzedaż aut z Chin w naszym kraju jest na razie szczątkowa, ale na jej wzrost potrzeba czasu. Wybudowanie montowni w Europie na pewno to przyspieszy. Jednak istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że ceny nie będą już tak konkurencyjne. Głównie ze względu na wyższe niż w Chinach koszty montażu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Białkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu