Szybkie wyłonienie nowego wykonawcy jednak będzie graniczyć z cudem
Tuzy budowlanki chcą przejąć budowę A2. Ale nie obiecują, że wykonają trasę na Euro 2012...
Cztery pytania zadała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wykonawcom, którzy mogą przejąć dwa odcinki autostrady Łódź-Warszawa, które opuścił chiński COVEC: za ile dokończą budowę, jakimi materiałami i technologią oraz czy dadzą gwarancję wykonania inwestycji przed Euro 2012.
— Odpowiedzieliśmy, że jesteśmy zainteresowani wykonaniem któregoś z odcinków. Konsultowałem się z niemieckimi właścicielami i są skłonni pomóc nam i dostarczyć dodatkowy sprzęt. Podaliśmy też szacunkową cenę, ale jej nie ujawnię, bo GDDKiA nie określiła zakresu rzeczowego robót i harmonogramu, więc w negocjacjach kwoty mogą się zmienić — mówi Piotr Kledzik, prezes Bilfinger Berger Budownictwo.
Dodaje, że rekomendował dyrekcji podzielenie odcinków — w sumie liczących 50 km —na kilka mniejszych, by łatwiej i sprawniej wykonać prace.
(Bez) cenna autostrada
Większość wykonawców, którzy odpowiedzieli dyrekcji, że chcą wziąć kontrakty po Chińczykach, nie zaryzykowała jednak podania ceny.
— Budimex nie odpowiedział na dwa kluczowe pytania, czyli nie podał ceny i nie dał gwarancji wykonania kontraktu przed Euro 2012 — dowiedzieliśmy się ze źródeł zbliżonych do spółki.
Krzysztof Kozioł, rzecznik Budimeksu, poinformował jedynie, że giełdowy holding zgłosił wczoraj dyrekcji zainteresowanie kontraktami po COVEC-u.
Co ciekawe, na "oczekiwania" dyrekcji odpowiedzieli też wykonawcy, od których GDDKiA takiej odpowiedzi nie oczekiwała.
— Nie pytani odpowiedzieliśmy, że jesteśmy zainteresowani wejściem w kontrakty po COVEC-u — mówi Konrad Jaskóła, prezes Polimeksu Mostostalu.
Ceny jednak nie podał.
— Nie ma na razie czego wyceniać, bo nie zinwentaryzowano robót wykonanych przez COVEC, więc nie wiadomo, jakie jeszcze prace zostały do wykonania — mówi Konrad Jaskóła.
Przetarg albo Chińczycy
Firmy nie chcą podawać ceny dokończenia robót za Chińczyków, bo uważają, że określając kwotę wpadną w pułapkę.
— My podamy cenę po to, by GDDKiA mogła pokazać, jak drogie w stosunku do Chińczyków są polskie firmy. Nic z tego —zżyma się jeden z wykonawców.
Przypuszcza, że skoro wielu graczy nie zdecydowało się wycenić prac na A2, drogowa dyrekcja będzie musiała zapomnieć o dokończeniu budowy trasy przed Euro 2012 i wybierze nowych wykonawców w przetargu. Potrwa on jednak wiele miesięcy.
Możliwy jest też inny scenariusz: dyrekcja porówna oferty tych wykonawców, którzy zdecydowali się podać stawki, z chińskimi propozycjami podwyższenia ceny (pierwotnie COVEC obiecał zbudować A2 za 1,3 mld zł) i — jeśli Chińczycy okażą się tańsi — wróci z nimi do negocjacji. Na decyzję dyrekcja ma czas do północy do 27 czerwca, bo wówczas uprawomocni się zerwanie przez nią kontraktu z Chińczykami.
— I do tego czasu czekamy też na propozycje ze strony innych niż COVEC wykonawców — mówi Artur Mrugasiewicz, rzecznik GDDKiA.
— Dziś nie podajemy, ile propozycji otrzymaliśmy, bo firmy mają jeszcze czas i liczymy, że w kolejnych dniach będą napływać nowe — wtóruje Andrzej Maciejewski, zastępca szefa dyrekcji.