Chińskie huty ściągają polski złom

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2012-08-24 00:00

Armatorzy nie chcą mieć pustych przebiegów. Znaleźli surowiec, na który w Azji jest zapotrzebowanie

Z Chin importujemy maszyny, elektronikę, ubrania, zabawki, metale, tworzywa sztuczne i chemikalia. Statki płynące do Państwa Środka wracają puste. Armatorzy głowią się więc, czym je zapełnić. I znaleźli chodliwy towar: złom. O tym, że nie jest to zły biznes, świadczy fakt, że jedna z firm złomowych chce kupić gdyńskie tereny z nabrzeżem po Stoczni Nauta, by tam składować odpady, ładować na statki i wysyłać do Chin. Jak twierdzi nasze źródło, z transakcji raczej nic nie wyjdzie, bo miasto jest bardziej zainteresowane zmianą statusu tego terenu — z przemysłowego na budowlane. Niemniej przedsiębiorcy podkreślają, że ten nietypowy projekt to dowód rosnącego zainteresowania eksportem złomu do Azji.

— W ostatnich miesiącach mieliśmy dwie podwyżki cen złomu. Tona dziś kosztuje około 1,2 tys. zł. Surowca na rynku brakuje, a Chiny chętnie go kupują. Armatorzy, nie chcąc wracać „na pusto”, są gotowi ładować złom do kontenerów i zawozić go z Polski do Chin za kilka dolarów od tony — mówi Przemysław Sztuczkowski, prezes Cognoru, którego huty są zasilane złomem.

Menedżer spodziewa się, że jeśli coraz więcej statków z Chin będzie zawijać do polskich portów, złom będzie cieszyć się u armatorów powodzeniem. — Jednak spustoszenia na naszym rynku ten eksport raczej nie uczyni — uważa Przemysław Sztuczkowski.

Hub w Rotterdamie

Statystycznie rzecz biorąc, wartość eksportu złomu z Polski do Chin nie jest duża, bo w 2011 r. sięgnęła 18,67 mln EUR. Faktycznie jednak kwota może być wyższa, bo sporo polskiego złomu trafia do Państwa Środka za pośrednictwem innych portów europejskich.

— Obecnie głównym hubem, z którego złom wypływa do Azji, jest Rotterdam. Część złomu z Polski jest transportowana tym kanałem. W sumie w Europie roczny rynek złomu aluminiowego to około 6 mln ton, z czego około 1 mln ton trafia do Azji, głównie do Chin — mówi Grzegorz Stulgis, właściciel Alumetalu, który przetwarza złom aluminiowy. Tona złomu aluminiowego kosztuje aż 6 tys. zł, a mimo to cieszy się coraz większym wzięciem.

— Głównie dlatego, że w Europie, ze względu na wysokie koszty energii, zamykane są zakłady produkujące tzw. pierwotne aluminium [z boksytów — przyp. red.] — mówi Grzegorz Stulgis. Przykładów nie trzeba daleko szukać — należący do Romana Karkosika Impexmetal zamknął wydział elektrolizy Huty Aluminium Konin właśnie z powodu drogiej energii.

Cena czyni złodzieja

Kazimierz Poznański, prezes Izby Gospodarczej Metali Nieżelaznych i Recyklingu, podkreśla, że polskie przedsiębiorstwa nie tylko eksportują złom, ale przymierzają się także do importu, i to z dalekich zakątków świata — na przykład z obu Ameryk.

Duże zapotrzebowanie na złom miedziowy sygnalizuje KGHM Polska Miedź, który już w ubiegłym roku ponad jedną piątą wyrobów miedziowych wyprodukował ze złomu. Prezes Herbert Wirth zapowiada budowę instalacji, które będą przetwarzać ten cenny surowiec. Można więc założyć, że zapotrzebowanie spółki będzie rosnąć — mimo że złom miedziowy nie jest tani i trzeba za niego zapłacić nawet 20 tys. zł za tonę.

O tym, jak cenny jest złom, świadczą niechlubne rekordy jego kradzieży. Energa Operator podaje, że liczba przypadków kradzieży infrastruktury energetycznej zwiększyła się ze 130 w 2009 r. do 579 w 2011 r. Orange Polska podaje, że w 2009 r. doszło do 3 tys. incydentów związanych z kradzieżą i dewastacją kabli telekomunikacyjnych, a w ubiegłym roku było to już 10 tys.

— Dlatego też zostało podpisane porozumienie o przeciwdziałaniu kradzieżom i dewastacji infrastruktury — podkreśla Kazimierz Poznański.

Jego sygnatariuszami są także Urząd Transportu Kolejowego, Urząd Komunikacji Elektronicznej i Urząd Regulacji Energetyki. Instytucje będą zabiegać o zmiany prawne, m.in. po to, by kradzieże infrastruktury nie były określane mianem „niskiej szkodliwości czynu” i w efekcie łagodnie karane.