Chiny nareszcie zjedzą polskie jabłka

Owoce Appolonii gotowe do wycieczki za Wielki Mur. Jeden z największych dystrybutorów pomoże im zbudować markę

Trudno znaleźć drugi produkt z kategorii żywności, o którym byłoby tak głośno w ostatnich kilkudziesięciu miesiącach jak o polskim jabłku. To ono stało się symbolem wszystkich spożywczych ofiar rosyjskiego embarga, a producenci, urzędnicy i politycy przystąpili do walki o nowe rynki zbytu. Właśnie otwiera się potencjalnie największy z nich — pierwsza dostawa polskich jabłek wyruszy w środę do Chin, a ich odbiorca zapewnia o niebagatelnych ilościach.

HISTORYCZNY KROK: Pierwsza, a więc historyczna, wysyłka polskich jabłek 
do Chin została przygotowana, a wszystkiego chciał dopilnować osobiście 
ich odbiorca (w pierwszym rzędzie) — Sang Tianhua, zastępca general 
managera, i Zhi Gang Huang, prezes Chongqing Jinguoyuan Trading. Ta 
dostawa jabłek Appolonii, zarządzanej przez (w drugim rzędzie) Michała 
Lachowicza, Przemysława Błądka i Andrzeja Pajewskiego, poleci. Kolejne 
mają płynąć.
Zobacz więcej

HISTORYCZNY KROK: Pierwsza, a więc historyczna, wysyłka polskich jabłek do Chin została przygotowana, a wszystkiego chciał dopilnować osobiście ich odbiorca (w pierwszym rzędzie) — Sang Tianhua, zastępca general managera, i Zhi Gang Huang, prezes Chongqing Jinguoyuan Trading. Ta dostawa jabłek Appolonii, zarządzanej przez (w drugim rzędzie) Michała Lachowicza, Przemysława Błądka i Andrzeja Pajewskiego, poleci. Kolejne mają płynąć. Marek Wiśniewski

— Najwcześniej na chińskim rynku pojawiły się jabłka amerykańskie, sześć lat temu dołączyły do nich nowozelandzkie, a polskim przyglądaliśmy się już od dłuższego czasu. Z dostawcą, czyli Appolonią, znamy się od czterech lat — mówi Sang Tianhua, zastępca general managera w Chongqing Jinguoyuan Trading, firmie specjalizującej się w imporcie owoców. Dystrybutor chwali się, że jest największym graczem w południowo-zachodnich Chinach i w pierwszej dziesiątce w kraju. Jego roczne obroty pochodzące stricte z handlu owocami spoza Chin to 395 mln USD.

Polski smak

— Importowane jabłka są wyższej jakości niż lokalna produkcja, a Chińczycy przykładają coraz większą wagę do jakości, stąd rosnące zainteresowanie owocami importowanymi. Polskie jabłka wyróżniają się smakiem, co jako specjaliści jesteśmy w stanie ocenić. Uważamy, że mają szanse na zrobienie tu kariery. Na nowozelandzkie Chińczycy wydadzą w tym roku, czyli po sześciu latach od ich debiutu na rynku, około 50 mln USD — twierdzi Sang Tianhua. Jego zdaniem, realne są zamówienia polskich jabłek na poziomie kilkuset kontenerów rocznie (kontener to 20 ton). To drugi chiński klient Appolonii, ale pierwszy, który już dokonał zakupów. W czerwcu Appolonia podpisała list intencyjny z firmą dystrybucyjną China Poland Trading Platform na dostawę 40 tys. ton jabłek.

— W przypadku części owoców sprzedajemy ich rocznie nawet 80 tys. ton. Poprzedziły je jednak lata ciężkiej pracy nad ich promocją — dodaje Sang Tianhua.

Owocowy wyścig

Zdaniem Chongqing Jinguoyuan Trading, jabłko to ósmy pod względem popularnościimportowany owoc w Chinach. W czołówce są banany i winogrona.

— Za zagraniczne jabłka Chińczycy płacą w sklepie nie mniej niż 40 zł za kg, a widziałem również takie po 180 zł. Cena krajowych to 10 zł i więcej, różnica jest więc ogromna. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy nieznaną marką, a zdobycie chińskiego rynku wymaga czasu, ale jesteśmy cierpliwi i zdecydowani inwestować w promocję — mówi Przemysław Błądek, wiceprezes Appolonii. Deserowe owoce importowane mają potencjalnych odbiorców wśród około 800 mln lepiej zarabiających Chińczyków (z 1,4 mld wszystkich). Do owocowego wyścigu dołączamy dość późno — jest tu cały świat. Tylko Chongqing Jinguoyuan Trading zaopatruje się m.in. w Australii, Nowej Zelandii, USA, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Peru, Chile i Kanadzie.

Nowe i stare

Chiny to ostatni, ale niejedyny rynek otwarty dla polskich jabłek. Niedawno na nasze owoce otworzył się Wietnam, i to Azję nasi sadownicy postrzegają jako najbardziej perspektywiczny rynek. Nie zmienia to faktu, że sentyment do Rosji nie gaśnie. Odmiany, które od lat uprawiamy, były akceptowane właśnie na tamtym rynku i sprzedanie ich gdzie indziej stwarza duży problem.

Kierunek: wschód (najwięksiodbiorcy polskich jabłek, wartościowo,dane za I półrocze 2016, w mln zł)Białoruś 436,5Rumunia 51,7Kazachstan 50,1Serbia 37,3Ukraina 30,3Egipt 29,0Litwa 24,3

Źródło: GUS

 

OKIEM EKSPERTA
O powodzeniu może zdecydować geopolityka

BARTOSZ ZIÓŁEK, prezes Amber Foods International, firmy zajmującej się doradztwem biznesowym na chińskim rynku

Miejsca na rynku jest dużo. W Chinach jest ogromna przepaść między owocami lokalnymi a importowanymi — przede wszystkim cenowa, ale też marketingowa. Marki mają głównie owoce importowane i bez niej trudno tu osiągnąć sukces. Za Polską przemawia m.in. to, że jest czołowym światowym eksporterem, więc może dostarczyć większe wolumeny, ale o faktycznym powodzeniu może zdecydować geopolityka, czyli przewóz towaru pociągiem przez terytorium Rosji, gdzie przecież obowiązuje embargo. Istnieje ryzyko, że transport zostanie zatrzymany, natomiast odpowiednio chłodzone wagony to duża inwestycja. Oczywiście jabłka mogą lecieć samolotem, ale wtedy są to inne koszty. Mogą też płynąć statkiem, lecz podczas długiego transportu tracą na jakości.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Chiny nareszcie zjedzą polskie jabłka