Chiny są już za drogie

  • Anna Pronińska
opublikowano: 15-02-2012, 00:00

Produkcja odzieży wraca do Europy. Polskie firmy najbardziej martwi brak szwaczek. Ratunku szukają w Mołdawii

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), w ubiegłym roku produkcja odzieży wyniosła (przy stałych cenach) 6,91 mld zł. To o blisko 9 proc. więcej niż w 2010 r. Co to oznacza? — Produkcja wyższej jakości wraca z Azji do Europy, w tym też do Polski. Wymuszają to krótkie terminy dostaw i wysoka jakość odzieży — mówi Bogusław Słaby, prezes Związku Przedsiębiorców Przemysłu Mody Lewiatan.

Spodziewa się, że w 2012 r. produkcja w Polsce nadal będzie rosła. Przemawia za tym m.in. tendencja do spadku konkurencyjności cenowej Chin.

— Chiny są już za drogie. Tania produkcja ucieka do Wietnamu, Indii, Bangladeszu, zaś ta najprostsza (np. T-shirtów) do Afryki. W branży coraz częściej mówi się, że za dwa-trzy lata w ogóle nie będzie miał kto szyć w Państwie Środka. Pracownicy przesuwają się do lepiej płatnych zawodów — dodaje Bogusław Słaby.

Potrzebne szwaczki

Okazuje się, że ten problem nie dotyczy tylko Chin. Brak szwaczek coraz boleśniej odczuwają także polscy producenci. — Nie szkoli się pracowników, ponieważ jest małe zainteresowanie tym zawodem, głównie przez niskie zarobki — przyznaje Elżbieta Sankowska, prezes kętrzyńskiej Warmii, jednego z największych w Polsce producentów odzieży.

Potwierdza to prezes Związku Przedsiębiorców Przemysłu Mody Lewiatan.

— W branży mówi się nawet o przypadkach zatrudniania emerytów. Ale w pewnym momencie dojdziemy do granicy. Dlatego już teraz chcemy coś z tym zrobić — mówi Bogusław Słaby. Związek pracuje nad stworzeniem zapasowej bazy mocy. Ma ona się znaleźć w Mołdawii. — Nawiązaliśmy kontakty, np. dotyczące szycia garniturów. Są już dopinane pierwsze umowy. Traktujemy to jako rynek rezerwowy dla tzw. firm przerobowych [nie wytwarzają pod własną marką, lecz produkują dla zewnętrznych producentów — przyp. red.] — mówi prezes Lewiatana Mody. Przekonuje, że Mołdawia, gdzie przemysł odzieżowy stanowi kilkanaście procent PKB, jest dobrym rynkiem dla tego typu firm.

— Daje możliwość szybkiego zwiększenia liczby zatrudnionych. A dla firm chcących sprzedawać wyroby do Rosji to też okazja do skorzystania z ulg podatkowych wynikających z umowy stowarzyszeniowej pomiędzy Mołdawią i Rosją –mówi Bogusław Słaby.

Króluje eksport

Stworzenie rezerwowego rynku mocy wydaje się dobrym pomysłem, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że obecnie w branży odzieżowej w Polsce działa ponad 30 tys. producentów, którzy zatrudniają do 9 pracowników, oraz 4 tys. firm, gdzie pracuje więcej niż 9 osób. — Na tym rynku 30 proc. to firmy szyjące pod własną marką. Reszta zajmuje się zleceniami dla zewnętrznych kontrahentów. Ich produkty trafiają głównie na eksport — mówi Bogusław Słaby.

Tak jest w przypadku Warmii, której 70 proc. sprzedaży pochodzi z zewnętrznych kontraktów. Prezes Elżbieta Sankowska uważa, że wzrost produkcji za 2011 r. dotyczy właśnie kontraktów dla zewnętrznych firm.

— Producenci nie zwiększają produkcji na rynek krajowy, bo nie chcą zostać z zapasami — mówi Elżbieta Sankowska. Na razie Warmia też nie planuje zwiększać mocy, ponieważ prezes nie widzi oznak ożywienia na krajowym rynku. — Nastroje w branży są zróżnicowane. Brakuje symptomów wskazujących na poprawę sytuacji na rynku. Jeśli obserwujemy wzrost popytu, to raczej na tanią odzież produkowaną w Azji. W zakresie kontraktów dla zleceniodawców zagranicznych również nie widać poprawy koniunktury — uważa prezes Warmii. Jej zdaniem, na tę sytuację wpłynęło m.in. zaciskanie pasa przez konsumentów.

— Z tym boryka się branża w całej Europie. A w Polsce produkuje się odzież głównie na rynki europejskie, zwłaszcza niemiecki. Natomiast w 2011 r. korzystny efekt przyniosło eksporterom osłabienie złotego — dodaje Elżbieta Sankowska. Warmia też na tym skorzystała. Na koniec 2011 r. wyszła na plus, a jej sprzedaż była wyższa w stosunku do poziomu z 2010 r. i wyniosła 29 mln zł.

70 proc. Taki odsetek firm z branży odzieżowej jest uzależnionych od zamówień zewnętrznych kontrahentów.

30 tys. Tyle krajowych firm odzieżowych zatrudnia od jednego do dziewięciu pracowników.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane