Chłodzenie to jest sztuka

Kamil Kosiński
opublikowano: 08-02-2011, 02:23

Serwerownię łatwiej zasilać niż zapewnić w niej właściwą temperaturę Problemy z zasilaniem awaryjnym serwerowni łatwo rozwiązać. Gorzej z chłodzeniem.

Przygotowując serwerownię trzeba przede wszystkim być świadomym ile kosztuje wstrzymanie jej pracy. Inne rozwiązania stosuje się w bankach czy telekomach, które nie mogą sobie pozwolić na jakikolwiek nieplanowany przestój w pracy infrastruktury informatycznej, a inne w firmach, które właściwie nic nie tracą jeśli serwerownia stanie raz na jakiś czas.

Za niezawodnością idą koszty. W przygotowaniu serwerowni coraz większą rolę odgrywa rachunek uwzględniający zarówno koszty jej wyposażenia, jak też późniejszej eksploatacji w pewnym okresie czasu. Bierze się przy tym pod uwagę tzw. efektywność energetyczną obiektu.

— Efektywność energetyczna to stosunek całej zużywanej przez serwerownię energii do energii pobieranej wyłącznie przez sprzęt IT. Idealnie byłoby gdyby ta wartość wynosiła 1, czyli cała zużywana energia była absorbowana przez serwery, pamięci masowe i sprzęt sieciowy. Obecnie standardem jest jednak 1,5, a najlepsze serwerownie dążą do 1,2. To i tak duży postęp, bo jeszcze kilka lat temu ten współczynnik wynosił w Polsce 2 — mówi Maciej Mączyński, dyrektor generalny Schneider Electric IT Poland, spółki będącej właścicielem marki APC.

Tania nadmiarowość
Gdzie się podziewa energia nieużywana przez urządzenia typowo informatyczne? Pochłaniają ją głównie systemy zasilania i chłodzenia. Im więc są efektywniejsze, tym lepiej. Problem tylko w tym, że serwerownie projektuje się z pewnym wyprzedzeniem w stosunku do jej uruchomienia.

W przypadku systemów zasilania awaryjnego, konsekwencją projektowania serwerowni z wyprzedzeniem bywa kupowanie UPS-ów większych niż niezbędne do bieżącej pracy.

— Załóżmy, że firma potrzebuje dla serwerów 80 kW mocy i jednocześnie zakłada, że w 2-3 lata to zapotrzebowanie wzrośnie do 100 kW. W związku z tym planuje kupić dwa UPS-y po 120 kW. Po 120 kW, bo chce mieć jeszcze rezerwę mocy, a dwa, bo tak jest bezpieczniej gdyby jeden się popsuł. I co się dzieje po 2-3 latach? Albo firma jest wielkim szczęściarzem, bo trafiła w swoje potrzeby, albo nie. Jeśli ich niedoszacowała, bo jej zapotrzebowanie na moc wzrosło do 150 kW, to musi kupić nowe UPS-y. Jeśli przeszacowała swoje potrzeby, bo zapotrzebowanie spadło do 60 kW, to ma dwa bardzo drogie urządzania zasilające — opowiada Maciej Mączyński.

I proponuje, by kupować UPS-y modułowe, czyli takie, w których moduły mocy dodaje się lub usuwa jak klocki.

— Zdublowanie tradycyjnych UPS-ów powoduje, że ich teoretyczne obciążenie jest na poziomie 50 proc. Jeśli zastosujemy UPS modułowy, to przy serwerach wykorzystujących 10 jakichkolwiek modułów mocy dołożenie do UPS 11. sprawia, że firma ma rezerwę na wypadek awarii, któregoś z modułów, a jednocześnie za tę nadmiarowość płaci nie 50, ale tylko 9 proc. więcej — zapewnia Maciej Mączyński.

— Modułowość UPS-ów ułatwia rozbudowę, ale nawet modułowe rozwiązania wymagają przemyślenia tego co się chce osiągnąć na starcie i na etapach pośrednich. Często jest zaś tak, że na początku i na końcu wszystko jest w porządku, ale po drodze coś nie gra — przestrzega Bartosz Biernacki, dyrektor działu sprzedaży systemów klimatyzacji precyzyjnej w polskim oddziale Emerson Network Power.

Dodaje, że obecne systemy modułowe pozwalają na zbudowanie prawie 10MW systemu zasilania z modułów po 200kW, co przede wszystkim daje ogromne możliwości elastycznego podejścia do budowy dużych centrów danych.

Podłogę podnosić czy nie
W przypadku klimatyzacji, Maciej Mączyński sugeruje rezygnację z tradycyjnych systemów opartych na cyrkulacji powietrza pod podłogą przemysłową przez serwery do klimatyzatorów, które z powrotem tłoczą powietrze pod podłogę. W miejsce takich systemów chłodzenia proponuje klimatyzatory rzędowe wstawiane między szafy serwerowe.

— Tłoczenie powietrza nie jest darmowe, lecz odbywa się za pomocą urządzeń zużywających prąd. Jeśli zbliżymy je do serwerów, to droga obiegu powietrza stacje się dużo krótsza, a co za tym idzie, wprawienie powietrza w ruch jest tańsze. Poza tym, podłoga podniesiona jest systemem skończonym. Nie da się jej obniżyć, ani podwyższyć w trakcie eksploatacji serwerowni. Z doświadczenia wiem także, że pod podłogą jest wszystko, tylko nie pustka niezbędna do właściwej cyrkulacji powietrza — zaznacza Maciej Mączyński.

Bartosz Biernacki nie skazuje podłogi podniesionej na zagładę.

— Koncepcja chłodzenia z wykorzystaniem podłogi podniesionej przeżywa renesans. Pojawiły się nowe konstrukcje szaf klimatyzacyjnych, które minimalizują efekty problemów z przepływem powietrza pod podłogą. Dzięki tego typu szafom, nawet istniejące obiekty mogą zostać zmodernizowane i spokojnie obsługiwać aplikacje wysokiej gęstości. A klimatyzacja rzędowa też ma swoje ograniczenia — twierdzi Bartosz Biernacki.

Podstawową wadą klimatyzatorów rzędowych jest miejsce, które zajmują w serwerowni. Im więcej klimatyzatorów, tym mniej miejsca na szafy z serwerami. Przygotowując serwerownię myśli się zaś przede wszystkim o miejscu na serwery. Klimatyzacja jest w niej złem koniecznym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane