Ciągną się, ale nie w ogonie sprzedaży

Jan Kaliński
opublikowano: 2007-05-31 00:00

Branża dobrze ocenia ostatni rok. Wzrosła sprzedaż naczep i przyczep — jak nieoficjalnie mówią producenci — o blisko

50 proc. A perspektywy wciąż są obiecujące.

Na polskim rynku jest duża oferta naczep i przyczep. U producentów lub dystrybutorów można zamówić niemal każdy typ naczepy, może tylko z wyjątkiem tych najbardziej specjalistycznych.

— W ofercie firmy Krone są naczepy skrzyniowe, kurtynowe, furgonowe, chłodnicze, izotermiczne, do przewozu papieru, stali lub kontenerów. W przypadku chłodni mamy dalsze zróżnicowanie na wyposażenie do przewozu tusz — tzw. hakówki, a także do przewozu kwiatów, warzyw oraz innych produktów wymagających transportu w kontrolowanej temperaturze — mówi Maciej Michalski, członek zarządu firmy Pozkrone, generalnego importera pojazdów Krone.

Największym polskim producentem jest Wielton, liderzy na krajowym rynku to grupa importerów z markami Schmitz, Koegel i Krone. Z dużych firm jest na rynku polskim obecny również Schwarzmüller. Pozostali producenci i importerzy skupili się na wyspecjalizowanych produktach.

Plandeka zmian

Największe zmiany na rynku dotyczą naczep plandekowych.

— Najpopularniejsze pojazdy w naszej firmie to naczepy kurtynowe, typu Mega i chłodnie. Popularność tego typu pojazdów wynika z ich uniwersalności, a w przypadku naczep typu Mega z objętości naczepy umożliwiającej transport 100 metrów sześciennych ładunku — opisuje Maciej Michalski.

Po wejściu Polski do Unii Europejskiej nastąpił znaczący odwrót od naczep burtowych, z opuszczanymi plandekami, na rzecz naczep kurtynowych, w których plandeki są odsuwane. To rozwiązanie pozwala na szybszy załadunek, a także kontrolę.

— Jest to oczywiście związane z bezcłowym przepływem towarów w Unii i większą elastycznością takiego rozwiązania. Jednocześnie w naczepach kurtynowych dynamicznie rozwija się specjalizacja i przystosowywanie naczep do konkretnych ładunków, jak np. wyroby AGD, części motoryzacyjne lub papier czy walce. Naczepy burtowe pozostały popularne we wschodnich rejonach naszego kraju, które tradycyjnie nastawione są na rynki wschodnie — mówi Krzysztof Adamiuk, prezes zarządu Koegel Polska.

Lideremi w naczepach plandekowych są na polskim rynku Koegel i Krone.

Zwiększa się także sprzedaż naczep chłodniczych (liderem jest tu Schmitz).

— Wynika to zarówno ze zwiększonych wymagań w transporcie żywności i dystrybucji, jak też ze wzrostu obrotów w tym segmencie rynku — dodaje Krzysztof Adamiuk.

Dużą część rynku stanowią naczepy samowyładowcze — tu prym wiodą producenci polscy, w tym Wielton.

— Zwiększa się na rynku udział sprzętu specjalistycznego i dedykowanego. Nabywcy coraz częściej wybierają naczepy nowe dostosowane do specyfiki wykonywanych przez nich przewozów — zaznacza Krzysztof Adamiuk.

Pamiętać o zabezpieczeniu

W drugiej połowie 2006 r. i na początku 2007 r. nastąpił nagły wzrost zapotrzebowania na sprzęt transportowy w całej Europie. Zwiększony popyt zaowocował problemami z dostarczeniem przez poddostawców na czas podzespołów i materiałów.

— Skutkiem są niestety problemy z terminowymi dostawami sprzętu, co wydłuża czas oczekiwania na dostawy — dodaje Krzysztof Adamiuk.

Klient zwykle stara się zakupić pojazd uniwersalny i gwarantujący bezpieczeństwo w transporcie.

— Nasza firma oferuje wiele rozwiązań dotyczących zabezpieczenia ładunku w postaci szyn Multi Lock, belek Multi Block czy ścianek Multi Wall. W ofercie są też dedykowane systemy zabezpieczenia ładunku stali — Multi Fix, kwiatów — Vario Lock, czy system przesuwnych belek Multi Switch — mówi Michał Michalski.

Na rynku pojawiło się wiele nowości. Dostawcy komponentów opracowują je z myślą o jak najdłuższej żywotności i trwałości pojazdów przy niskich kosztach eksploatacji. Na to przede wszystkim zwracają uwagę klienci.

— W ofercie Koegel nowością są chłodnia Cool-Maxx i naczepa podkontenerowa Port-Maxx. Bardzo ciekawą propozycją jest naczepa Kögel-Foxx, dostępna w sprzedaży internetowej, jak również u polskich dystrybutorów marki Kögel — mówi Krzysztof Adamiuk.

Coraz częściej producenci wprowadzają na rynek własne osie do naczep, obok popularnych marek SAF i BPW.

A co dalej?

Eksperci twierdzą, że w kolejnych latach wzrośnie ilość samochodów ciężarowych na polskich drogach i towarów nimi przewożonych. Już dziś w Europie Zachodniej trwają testy tzw. pociągów drogowych.

— Są to zestawy o długości do 25,25 m i dopuszczalnej masie całkowitej 60 ton, które mają być odpowiedzią producentów pojazdów użytkowych na kilkudziesięcioprocentowy wzrost ruchu towarów do 2015 r. Tego typu zestawy już od dłuższego czasu jeżdżą po Skandynawii — zaznacza Michał Michalski.

Polski rynek w przyszłości będzie się rozwijał w kierunku specjalizacji sprzętu transportowego.

— Branża szybko się zmienia. Środowisko transportowe ma coraz większe wymagania co do wyposażenia i przystosowania środków transportowych do wąskich, ściśle określonych, wymagań. Z drugiej strony, wymusza to niejako stosowanie specyficznych rozwiązań przy zachowaniu uniwersalności sprzętu. Należy również oczekiwać konstrukcji związanych ze zmianą przepisów dotyczących wymiarów pojazdów — zwiększenia pojemności ładunkowej pojazdów przy zachowaniu tej samej masy, co korzystnie wpływa na środowisko, lub równoczesnego zwiększenia masy wraz ze zwiększeniem liczby osi zestawu. Prace przygotowawcze są obecnie prowadzone w wielu krajach i na forum Komisji Europejskiej. Jednocześnie powinniśmy zaobserwować rozwój ilościowy postępujący wraz z prognozowanym wzrostem gospodarczym — tłumaczy Krzysztof Adamiuk.

W ciągu najbliższych kliku lat nastąpi stabilizacja rynku na odpowiednio wyższym poziomie. Za cztery lata produkcja nowych naczep powinna wynieść 22-25 tysięcy rocznie. Dla porównania: w zeszłym roku — według portalu Auto Firmowe — sprzedano 11-12 tys. sztuk.