W kwietniu 2007 r. Bertrand Le Guern został głównym dyrektorem ds. operacyjnych Netii. A od zeszłego piątku wiadomo, że z początkiem stycznia obejmie stanowisko prezesa Canal+ Cyfrowy.

Trudne decyzje
Francuz lubi grać w I lidze, chociaż — zaznacza — nie za wszelką cenę. Jego zdaniem, kariera nie polega na przytakiwaniu zarządowi czy udziałowcom.
— Na początku 2004 r. uważałem, że TP rozwija się tak dobrze, że nie musi już kopiować wszystkich wzorców z centrali — twierdzi meneder.
Anegdota głosi, że pewnego dnia nie zobaczył swego nazwiska na liście uczestników ważnej konferencji. W taki "subtelny" sposób France Telecom (FT), właściciel TP, miał go poinformować, że nie zamierza przedłużyć z nim kontraktu. Wersja Francuza jest jednak inna: decyzję zakomunikował mu bezpośrednio członek rady nadzorczej. W TP się mówi, że położył głowę za kiepsko funkcjonującą Błękitną Linię, choć podobno nie on za to odpowiadał.
Młody (dziś ma 41 lat), energiczny menedżer został przeniesiony do paryskiej siedziby FT. Tam, zgodnie z oficjalnym komunikatem, czekało na niego "wysokie i odpowiedzialne stanowisko". Nie zagrzał tam długo miejsca, bo — jak mówi — zlecono mu przygotowywanie koncepcji biznesowych bez możliwości wprowadzania ich w życie. A on lepiej się czuje, realizując projekty od początku do końca. Rozstał się z pracodawcą. Wrócił do Polski.
Falowanie i spadanie
Latem 2005 r. Bertrand Le Guern na krótko stanął na czele TeleFoniki. Później kierował Almą, średniej wielkości spółką, zajmującą się informatyzacją przedsiębiorstw. Francuz zarzeka się, że tamten czas był jednym z najbardziej twórczych w jego karierze.
— Nie byliśmy rozpoznawalni, więc trudniej było zdobyć nowych klientów czy przekonać banki do kredytu. Nie mogliśmy sobie pozwolić na kosztowne i drobiazgowe badania rynkowe, bardziej musieliśmy się opierać na własnej intuicji — wspomina Bertrand Le Guern.
Gdy jednak Netia zaoferowała mu fotel wiceprezesa, z decyzją nie zwlekał. Teraz, po 1,5 roku, przyjął ofertę Canal+. A Netia? Konsoliduje rynek, znajomość jej marki jest coraz wyższa, a ostatnie miesiące to czas wzrostu przychodów.
Miłość nie wybiera
Bertrand Le Guern w Canal+. I co?
— Przez ostatnie dwa, trzy lata rynek bardzo się rozwijał. Jest na nim bardzo duża konkurencja. A najistotniejsze zmiany, w związku z procesem cyfryzacji, dopiero przed nami. Można sobie wyobrazić lepsze wyzwanie dla menedżera? — pyta retorycznie.
Choć żartuje, że o przejściu do spółki telewizyjnej zadecydowało jeszcze coś.
— Zakochałem się w pięknym brandzie Canal+. Choć mojej miłości musi też wystarczyć dla kobiety mojego życia i trzech wspaniałych córek — śmieje się Bertrand Le Guern.
