Zwolnienia grupowe, cięcia pensji i wyprzedaż majątku — to recepta Huty Cynku Miasteczko Śląskie na przetrwanie. Czy to wystarczy?
Huta Cynku Miasteczko Śląskie (HCM), która walczy o przetrwanie po tym, jak banki wypowiedziały jej umowy kredytowe, wykonała pierwszy ruch na drodze do ratunku. Porozumiała się ze związkami zawodowymi w sprawie drastycznych zwolnień.
— Wczoraj rano przedstawiciele pracowników podpisali z zarządem porozumienie, którego treść zaproponowało wcześniej Ministerstwo Skarbu Państwa. Dokument zakłada, że w ramach zwolnień grupowych z huty odejdzie około 200 osób, czyli 20 proc. załogi — mówi Krzysztof Kurko, szef Związku Zawodowego Pracowników HCM.
To niejedyne ustępstwo załogi. Zgodziła się również na rezygnację ze zbiorowego układu pracy.
— W praktyce oznacza to, że płace w firmie spadną średnio o jedną trzecią. Tracimy też wszystkie przywileje. To pokazuje skalę zrozumienia załogi dla trudnej sytuacji w firmie — wyjaśnia Krzysztof Kurko.
Władze huty liczą na spore oszczędności.
— Układ kosztował hutę prawie 13 mln zł rocznie. Z kolei łączna pula wynagrodzeń 200 zwalnianych osób to około 6,5 mln zł — szacuje Grzegorz Ziora, członek rady HCM.
To jednak nie wystarczy.
— Zamierzamy też sprzedać m.in. dom wczasowy, ośrodek rekreacyjny i stołówkę. Nie będą to jednak oszałamiające kwoty — ocenia Grzegorz Ziora.
Czy te ustępstwa skłonią Zakłady Górniczo-Hutnicze Bolesław i Towarzystwo Finansowe Silesia do sięgnięcia do kieszeni? Nie wiadomo. Tymczasem rola tych państwowych firm jest kluczowa. HCM potrzebuje bowiem gotówki jak kania dżdżu, a jeśli jej nie dostanie — w ciągu kilku dni straci płynność. Wcześniejsze plany zakładały, że ZGH Bolesław zaoferuje HCM wsparcie produkcyjne, a TF Silesia — finansowe.
— Wciąż pracujemy nad ostatecznym kształtem umowy — twierdzi Bogusław Ochab, prezes ZGH Bolesław.
— Czekamy na propozycje ZGH — ucina Wojciech Bańkowski, prezes TF Silesia.