Cisza rekomendacyjna pomogłaby wielu emisjom

Artur Szymański
opublikowano: 2003-07-31 00:00

Startująca dzisiaj emisja akcji Hoop obarczona jest ryzykiem ponownego storpedowania przez „niezależnego” analityka. To nie pierwszy taki przypadek na polskim rynku. Proceder ten mogłaby ukrócić „cisza rekomendacyjna”, która obowiązuje już w USA, a którą chce wprowadzić Unia Europejska.

Pierwsze podejście Hoopa do sprzedaż swoich akcji zakończyło się fiaskiem po publikacji nieprzychylnego spółce raportu przez kontrowersyjnego analityka — Jarosława Supłacza. Mimo zainteresowania swoimi akcjami, firma zmuszona została przesunąć termin subskrypcji. Sprawą zajmie się sąd i KPWiG.

Odmienne tło towarzyszyło subskrypcji Areny (2001 r.) i ITI (2002 r.), ale w obu przypadkach działania podmiotów zewnętrznych doprowadziły do klapy emisji. W polskim prawie brakuje rozwiązań, które mogłyby przeciwdziałać takim procederom. Co prawda odpowiednie zapisy znalazły się w projekcie nowej ustawy „Prawo o organizacji obrotu papierami wartościowymi”, ale nie wiadomo kiedy i, czy w ogóle, zaczną obowiązywać.

Eksperci Forum Group, grupy powołanej przez Komisję Europejską do opracowania zasad uczciwości sektora inwestycyjnego, postulują, by na 40 dni przed debiutem spółki na giełdzie obowiązywał okres ciszy rekomendacyjnej w zakresie pojawiających się raportów domów maklerskich. W przypadku kolejnych ofert sprzedaży akcji ten okres miałby wynosić 10 dni. Podobne rozwiązanie obowiązuje już w USA.

Uczestnicy polskiego rynku kapitałowego uważają, że jest to słuszna koncepcja i warto ją wprowadzić także u nas.

— Idea ciszy przed emisją jest słuszna i potrzebna. Uważam, że rozwiązanie takie zapobiegłoby próbom zniszczenia emisji, co ostatnio obserwujemy na przykładzie spółki Hoop. Z punktu widzenia inwestorów indywidualnych, 40-dniowy okres trwania ciszy jest trochę za długi — ocenia Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Cisza służyłaby inwestorom dla spokojnego przemyślenia wszystkich „za” i „przeciw” zawartych w rekomendacjach.

Nie może być bowiem tak jak obecnie, że tuż przed emisją ukazuje się analiza, której jedynym celem jest wyrządzenie spółce szkody. Taka regulacja powinna mieć przy tym powszechny charakter.

— Mechanizmem powinny zostać objęte nie tylko domy maklerskie, ale i niezależni analitycy. Zamknięcie ust tylko licencjonowanym brokerom byłoby niesprawiedliwe — dodaje Jarosław Dominiak.

Komisja Papierów Wartościowych i Giełd na razie nie chce jednoznacznie oceniać, czy pomysł zachodnich ekspertów jest dobry.

— Mamy zbyt ogólną wiedzę na ten temat. Myślę, że będziemy mogli powiedzieć coś więcej, po tym jak pomysł przybierze bardziej sformalizowany charakter — powiedział Piotr Biernacki z KPWiG.

Z Ameryki do Europy nie zostanie przeniesione całkowite wydzielenie ze struktur banków inwestycyjnych ich części analitycznych i utworzenie z nich odrębnych podmiotów gospodarczych. Proponuje się natomiast wzmocnienie „chińskiego muru” pomiędzy częściami inwestycyjną i analityczną w bankach. Ma to zapobiec przeciekom analiz do pionu inwestycyjnego. Eksperci Komisji Europejskiej postulują także ograniczenie możliwości kontaktowania się analityków z przedstawicielami badanych przez siebie przedsiębiorstw. W USA to już standard.