City brexitu się nie boi

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2017-06-29 22:00
zaktualizowano: 2017-06-29 20:07

Wyjście z UE może kosztować centrum Londynu 35 tys. etatów, ale netto do 2030 r. przybędzie ich 125 tys. Polscy bankowcy są mile widziani.

Najczarniejsze prognozy mówią, że brexit będzie kosztować londyńskie City 75 tys. miejsc pracy. Dr Andrew Parmley, Lord Mayor, czyli burmistrz londyńskiego City, który w ostatnią środę odwiedził Warszawę, żeby zachęcać do współpracy firmy z sektora finansowego i fintechy, jest jednak optymistą.

ZACIEŚNIANIE WIĘZI: Chcemy, by relacje polskich firm ze spółkami z City z dobrych zmieniły się w świetne. Zaprosiliśmy do współpracy banki, pomożemy firmom w ekspansji, np. w finansowaniu projektów PPP — wymienia Andrew Parmley, Lord Mayor, czyli burmistrz londyńskiego City.
Fot. Marek Wiśniewski

— JP Morgan podawał, że przeniesie z Londynu tysiąc miejsc pracy, ale przecież pozostawi 14 tys. Lloyds zapowiadał przeniesienie tysięcy etatów, a potem ogłosił, że otwiera biuro w Brukseli, w którym zatrudni… 100 osób. Na pewno na brexit będzie się zrzucać winę za spadek zatrudnienia, podczas gdy prawdziwą przyczyną będzie automatyzacja — uważa Lord Mayor.

Wyjdą na plus

Przewiduje, że bilans City i tak będzie dodatni. — Do 2030 r. liczba miejsc pracy wzrośnie z 450 tys. do 575 tys. W budowie jest ponad 1 mln mkw. powierzchni biurowej. Motorami wzrostu będą m.in.: sektor fintech, zapobieganie cyberprzestępstwom, do którego rocznie będziemy potrzebować 75 tys. osób, a także zielone obligacje [dług pod ekologiczne projekty — red.] i bankowość islamska, w której mamy 20 instytucji, oferujących usługi nie tylko w krajach muzułmańskich, lecz także w Ameryce Południowej — mówi Andrew Parmley.

Przewiduje, że Polska będzie jednym z trzech kluczowych unijnych rynków w usługach finansowych, po Niemczech i Francji, dlatego zależy mu na współpracy z Warszawą.

— Zaprosiliśmy przedstawicieli Związku Banków Polskich do Londynu, nasi bankierzy przyjadą do Polski. Jest wiele wspólnych tematów: od fintechu po cyberprzestępczość. Im silniejsze będą inne rynki finansowe, tym lepiej dla Londynu, który jest oknem na świat. Mówi się, że jeśli ktoś inwestuje przez Nowy Jork, zyskuje dostęp do amerykańskich rynków, a jeśli przez London — do światowych — mówi Lord Mayor.

Niemiła niespodzianka

Burmistrz nie ujawnia, czy głosował „za”, czy „przeciw” brexitowi.Ujawnia natomiast, co jeszcze przed referendum, które odbyło się w czerwcu 2016 r., zrobiła Korporacja Londynu, której szefuje.

— Choć to ciało apolityczne, uznaliśmy, że sprawa jest poważna. Najpierw przez dwie godziny debatowaliśmy, czy możemy mieć swoje zdanie, potem przez 90 minut obradowaliśmy, jakie powinno być to zdanie. 86 proc. z 16 tys. firm, które reprezentujemy, było za pozostaniem w UE i taka była nasza rekomendacja. Byliśmy zaskoczeni wynikiem głosowania. Musieliśmy znaleźć biznesowe rozwiązanie politycznych problemów — wspomina Andrew Parmley. To rozwiązanie korporacja zawarła w trzech punktach przekazanych premier Theresie May.

— Na szczycie listy priorytetów są ludzie. Chcemy przyciągać najlepszych pracowników z najlepszymi pomysłami. Chcemy też, by Brytyjczycy mogli pracować wszędzie i wszędzie byli mile widziani. W City mieszka 8 tys. osób, ale pracuje 450 tys. z 270 krajów. Mówią 300 językami. Kolejna sprawa to dostęp do wspólnego rynku. Londyn chce handlować z Europą, Europa chce handlować ze światem przez Londyn. Trzecia sprawa to okres przejściowy. Dwa lata przewidziane przez UE nie wystarczą, by zmieniły się przepisy w usługach finansowych. Nie prosimy o dużo, wystarczą 2-3 lata plus okres wdrożeniowy. Theresa May włączyła te kwestie do 12 punktów przedstawionych liderom UE w styczniu — mówi Lord Mayor.