Co dalej z rynkiem obligacji?

KONRAD AUGUSTYŃSKI, zarządzający TFI PZU, komentarz partnera
23-11-2016, 22:00

Jeszcze zanim świat poznał przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, najbliższe miesiące dla rynku obligacji jawiły się w ciemnych barwach.

Stymulacja monetarna na świecie zaczyna dochodzić do granic możliwości, inflacja, wprawdzie na efektach statystycznych, ale szybko w najbliższych dwóch kwartałach będzie rosnąć, a na dodatek Stany po słabym początku roku zaczynają przyspieszać i Fed nie będzie miał już wymówek dla kolejnej podwyżki.

Jedyne, co ograniczało skalę potencjalnych zwyżek rentowności, to brak wiary w to, że zobaczymy na świecie stymulację fiskalną z prawdziwego zdarzenia. To ona w oczach wielu ekspertów rynkowych była nadzieją na trwałe podniesienie ścieżki wzrostu gospodarczego i pojawienie się wreszcie presji inflacyjnej. I nagle, 8 listopada, światu objawił się „mesjasz”.

Tak bowiem rynki finansowe w pierwszych dniach od wyborów prezydenckich postrzegają Donalda Trumpa. Kupują jedynie jego prorynkową twarz, wierzą w cięcia podatków i ogromne wydatki infrastrukturalne, oczekują, że w najbliższych czterech latach będziemy mieć nowego Ronalda Reagana. Oczekują, że ta stymulacja fiskalna wyprowadzi świat z sekularnej stagnacji, z efektami której rynek zmaga się od kilku lat. Rynki finansowe, a w szczególności rynki obligacji szybko się do tych nowych oczekiwań dostosowują. Rentowności na rynkach bazowych rosną, umacniający się dolar dodatkowo napędza też zwyżki rentowności na rynkach rozwijających się. Do tego wszystko dzieje się bardzo szybko. Niektóre fundusze obligacyjne w Polsce w niespełna miesiąc straciły po 2-3 proc. Jak duże powinno być to dostosowanie? Czy to już koniec spadków cen?

Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna.

Nie da się bowiem dokładnie policzyć, ile propozycji prezydenta-elekta ma szanse na realizację. Czy republikański Kongres poprze bez zastanowienia proponowane wydatki kosztem zwiększania zadłużenia państwa? Czy Trump nie zrealizuje też tych postulatów, które rynkom się nie podobają, które najpewniej zahamują procesy globalizacyjne i zarazem będą wpływać na wzrost gospodarczy negatywnie. No i najważniejsze, czy ten nowy lek zadziała.

Czy procesy demograficzne, nierówności społeczne, nadmierny poziom zadłużenia itp., które odpowiadały za obniżony wzrost w ostatnim dziesięcioleciu, i które przecież nie znikną z dnia na dzień, nie okażą się potężniejsze i po chwilowym odbiciu wrócimy na ścieżkę obniżonego wzrostu, a być może nawet kolejnej recesji? Łatwiej nam będzie ocenić to wszystko, gdy prezydent-elekt obejmie już stanowisko, dobierze sobie współpracowników, zaprezentuje pierwsze propozycje ustaw. A na to trzeba jeszcze poczekać.

Możemy w tym czasie skupić się na tym, co już wiemy, na perspektywach dla wzrostu gospodarczego i inflacji w najbliższych miesiącach, a ta, jak już wspomniałem na wstępie, rynkom obligacji za bardzo nie sprzyja. Rozsądne wydaje się więc wstrzymać z zakupami obligacji, być może za 3-4 miesiące ceny będą atrakcyjniejsze, albo powierzyć pieniądze specjalistom, którzy podobną do przedstawionej analizy przeprowadzają codziennie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KONRAD AUGUSTYŃSKI, zarządzający TFI PZU, komentarz partnera

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obligacje / Co dalej z rynkiem obligacji?