Co kandydaci na prezydenta mówią o gospodarce

DI
opublikowano: 2025-04-28 18:25

Na debacie zorganizowanej przez „Super Express” stawiło się całe grono zarejestrowanych kandydatek i kandydatów na prezydenta. W relacji „Pulsu Biznesu” koncentrujemy się na najciekawszych wątkach gospodarczych.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Jest ich trzynaścioro, wszyscy formalnie zebrali co najmniej 100 tys. podpisów i 18 maja ich nazwiska pojawią się na arkuszu wyborczym - choć według sondaży realne szanse na drugą turę ma obecnie już tylko dwóch. W poniedziałek w redakcji Super Expressu po raz pierwszy w tej kampanii wszyscy zebrali się w jednym miejscu. Debata rozpoczęła się o 18:00.

Reguły debaty są specyficzne. Jak tłumaczy redakcja SE, kandydaci będą zadawać pytania sobie wzajemnie.

„Każdy kandydat kolejno zaprasza na słowny pojedynek trójkę różnych uczestników debaty. Każdej z wybranych przez siebie osób może zadać wyłącznie jedno pytanie, dwie osoby, do których skierowane jest pytanie wybiera pytający, trzeci pytany zostanie wybrany w drodze losowania. Każdy może być wylosowany tylko jeden raz” – wyjaśnia redakcja tabloidu.

Opinia
Gospodarcza ślepota
Marcel Zatoński
dziennikarz i wydawca Pulsu Biznesu

Jeśli z debaty prezydenckiej Super Expressu widz chciał dowiedzieć się czegoś o pomysłach polityków na gospodarkę, to srodze się rozczarował. Inflacja? Wzrost gospodarczy? Podatki? Dług publiczny? Energetyka - odnawialna i jądrowa? Strategiczna wizja inwestycji? Rynek pracy? Technologie? Branża zbrojeniowa? Te tematy niemal nie istniały w dyskusji polityków. Giełda? O niej oczywiście ani słowa, bo rynek kapitałowy (bijący ostatnio rekordy) nikogo w dużej polityce nie interesuje. Nawet na wojnę celną i politykę wobec USA miejsce się nie znalazło, a akurat w polityce zagranicznej i relacjach z Donaldem Trumpem prezydent powinien mieć coś do powiedzenia.

W debacie, w której kandydaci zadawali pytania sobie nawzajem, dużo było słownych przepychanek i mniej lub bardziej udanych prób wygłaszania bon motów, a jeszcze więcej było ogólników i populizmu. Były też antysemickie wypowiedzi Grzegorza Brauna i proputinowskie - Macieja Maciaka. To rzecz jasna nikogo nie powinno dziwić. Dziwić może jednak, że gospodarczy horyzont kandydatów sprowadza się do pytań i odpowiedzi o... przyjęcie euro, czyli temat w 2025 r. kompletnie poboczny i nieistotny. Poza tym było dużo krytyki upartyjniania spółek skarbu państwa, które wspólnie piętnują wszyscy przedstawiciele ugrupowań upartyjniających spółki teraz lub w przeszłości. Do tego odrobinka rozmowy o rynku mieszkaniowym, w ramach której Rafał Trzaskowski z dumą mówił o wybudowanych w jego kadencji mieszkaniach samorządowych, które są w skali zarządzanego przez niego miasta absolutną kroplą w morzu.

Jeśli po tej debacie miałbym mieć jakiś postulat, to chyba byłaby nim nowelizacja konstytucji, by skończyć cyrk z wybieraniem w wyborach powszechnych prezydenta, który poza wetem niewiele może i niezależnie od tego, kto nim jest, niewiele ma do powiedzenia.

Pytania kontrkandydatom jako pierwszy zadaje Adrian Zandberg. Wybrał Rafała Trzaskowskiego. Kandydat partii Razem mówi, że nic nie zmieniło się w traktowaniu państwowego majątku jak koryta. Pyta, czy kandydatowi Koalicji Obywatelskiej nie jest wstyd.

- Mógł pan wejść do rządu, realizować postulaty pańskiej partii w tych sprawach, które są dla wszystkich ważnych, jak np. mieszkalnictwo, tam moglibyśmy na pewno dojść do kompromisu - mówi Rafał Trzaskowski.

- Koryciarska orgia w spółkach skarbu państwa jest naprawdę nieprzyzwoita - ripostuje Adrian Zandberg. Krytykuje też mieszkaniową politykę Warszawy pod rządami Rafała Trzaskowskiego.

W pytaniu do Karola Nawrockiego Adrian Zandberg mówi o opodatkowaniu dziedziczenia majątku i krytykuje pomysły podatkowego kandydata wspieranego przez PiS jako skierowane do bogatych.

- Wyraźnie sprzeciwiam się podatkowi katastralnemu. Moje propozycje są skierowane nie do najbogatszych, ale np. aspirujących, którzy chcą m.in. wyższego drugiego progu podatkowego - mówi Karol Nawrocki.

- Nie chodzi mi o podatek katastralny, tylko o chronienie Kulczyków i innych oligarchów przed opodatkowaniem - mówi Adrian Zandberg.

Szymon Hołownia też w rundzie, w której może wybrać pytanego, zwraca się (per "ty") do Rafała Trzaskowskiego.

- Czy podpisałbyś, będąc prezydentem, ustawę regulującą sytuację w spółkach skarbu państwa, żeby nie były upartyjniane i nie zatrudniały hejterów? - pyta Szymon Hołownia.

- Bardzo łatwo jest atakować rząd, ale jako druga osoba w koalicji rządzącej ponosisz dużo większą odpowiedzialność za to, co się dzieje w spółkach skarbu państwa niż ja - mówi Rafał Trzaskowski.

Sławomir Mentzen również zaczyna od Rafała Trzaskowskiego, pytając go o kwestię nielegalnej migracji. Podobne pytanie zadaje wylosowanemu mu kandydatowi Bezpartyjnych Samorządowców Markowi Wochowi. O kwestię okołogospodarcze pyta wreszcie Szymona Hołowni. Przywołuje jego wypowiedzi o konieczności przyjęcia euro i odejściu gotówki.

- Czasy się zmieniły, nie jesteśmy w stanie teraz przyjąć euro i nie zdarzy się to w perspektywie najbliższej kadencji prezydenta. A gotówka? Gotówka powinna zostać, powtarzałem to tysiąc razy, nikt Polakom gotówki nie weźmie. Proszę wymyślić inne strachy, jeśli chce pan na strachu wejść do pałacu prezydenckiego - odpowiada marszałek Sejmu.

- Ciągle zmienia pan zdanie, mówił pan, że nie chce upartyjniania spółek skarbu państwa, a teraz pani ludzie są w tych spółkach - kontruje Sławomir Mentzen.

Joanna Senyszyn zaczyna od pytania do lidera Konfederacji.

- Podkreśla pan, że chce państwa minimalnego i nie chce rozdawać pieniędzy. A ma pan jakiś plan, żeby ukrócić sprzedawanie kościołowi katolickiemu ziemi za ułamek wartości? Jaki jest pański stosunek do zwolnień podatkowych związków wyznaniowych?

- Chciałbym, żeby były traktowane jak inne organizacje pozarządowe. Jeśli te organizacje mają prawo do ulg, to związki wyznaniowe też powinny mieć prawo. Jestem oczywiście przeciwny sprzedawaniu ziemi za procent wartości. Natomiast chciałem sprostować kwestię Funduszu Kościelnego - to jest rekompensata za ziemię, którą komuniści zabrali kościołowi za Bieruta - mówi Sławomir Mentzen.

Wylosowanego do pytania Arturowi Bartoszewiczowi Joanna Senyszyn zadaje pytanie o wydatki na obronność, które jej zdaniem są wydawane bez sensu i mogłyby iść na bardziej pożyteczne rzeczy.

- Czasy się zmieniły, ale SLD nigdy - specjalizujecie się w dzieleniu biedy. Nie potraficie zbudować państwa silnego, które będzie miało z czego dzielić pieniądze dla obywateli - mówi Artur Bartoszewicz.

Artur Bartoszewicz to doktor nauk ekonomicznych, zatrudniony w Szkole Głównej Handlowej. Joanna Senyszyn jest profesorką nauk ekonomicznych.

Krzysztof Stanowski w pytaniach do Rafała Trzaskowskiego i Adriana Zandberga nie porusza wątków gospodarczych - pierwszego pyta o wojnę hybrydową, drugiego o sondaże. Na koniec pyta w końcu Szymona Hołownię o przyjęcie euro oraz o wypowiedzi marszałka Sejmu i jego kolegów partyjnych na ten temat.

- Bardzo jasno i wyraźnie zawsze mówiłem, że euro nie jest dogmatem, ale jest naszym zobowiązaniem, podjętym w momencie wchodzenia do Unii Europejskiej. Po rządach PiS i pandemii jesteśmy w procedurze nadmiernego deficytu, więc nie opłacałoby się teraz tego robić. Euro należy wstrzymać do momentu, kiedy nasza gospodarka i otoczenie będą na to pozwalały. I tyle, koniec historii - mówi Szymon Hołownia.

Artur Bartoszewicz mówi o dystrybucji przez polityków pieniędzy z budżetu do partii za pomocą subwencji. Pyta Karola Nawrockiego, czy zaakceptowałby model finansowania partii nie z budżetu, tylko z odpisu w PIT.

- Partia, która mnie popiera, ma niezgodnie z prawem odebraną subwencję, moja kampania odbywa się dzięki wpłatom obywateli. Pana propozycja jest ciekawa, ja teraz się nie zdeklaruję. Patologie w spółkach skarbu państwa czy finansowaniu partii, a także zaangażowanie polityczne telewizji publicznej to oczywiście sprawy, którymi trzeba się zająć - mówi Karol Nawrocki.

Sławomira Mentzena Artur Bartoszewicz pyta o patologię w spółkach skarbu państwa i czy poparłby zakaz pracy członków partii politycznych i ich rodzin w zarządach i radach nadzorczych państwowych spółek.

- My jeszcze nie rządziliśmy i nie mieliśmy okazji zmienić Polski na lepsze. Jestem oczywiście przeciwnikiem zasiadania przez polityków w spółkach skarbu państwa. Spółek takich powinno być znacznie mniej i powinny być odpolitycznione. Zatrudniać trzeba menedżerów i ekspertów z doświadczeniem w dużych prywatnych biznesach. A samych spółek, powtarzam, powinno być znacznie mniej, bo państwo nie ma interesu, by prowadzić gazetki czy tartaki - mówi kandydat Konfederacji.

Rafałowi Trzaskowskiemu zadaje pytanie o AMLA, czyli rozwiązania dotyczące m.in. przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy, które mają obowiązywać od 2028 r. - i które nazywa metodą inwigilacji.

- Przepisy dotyczące walki z praniem brudnych pieniędzy trzeba wspierać, bo w ten sposób skutecznie walczymy z mafią - i, co więcej, z Putinem - mówi Rafał Trzaskowski.

Artur Bartoszewicz ripostuje, że AMLA to "system stworzony po to, by inwigilować każdego z nas". O AMLA można przeczytać pod tym linkiem.

W pytaniach od Marka Wocha i Macieja Maciaka nie było wątków gospodarczych. Takie pytania nie padły też ze strony Marka Jakubiaka.

Gdy przyszedł czas na bezpośrednią rozmowę dwóch liderów sondażowych - Rafał Trzaskowski pyta Karola Nawrockiego o Antoniego Macierewicza. O ich poglądach gospodarczych niczego się więc przy tej okazji nie dowiedzieliśmy.

Prezydent Warszawy pyta Magdalenę Biejat o programy mieszkaniowe, chwaląc się jednocześnie, że w Warszawie zbudowano 14 tys. mieszkań samorządowych. Chce wiedzieć, czy będzie wraz z nim wspierać samorządowe budownictwo.

- My walczymy, by mieszkanie stało się prawem, a nie towarem, i by ludzie mogli wybierać, czy chcą mieszkać we własnym mieszkaniu, czy wynajmowanym. Dzięki ustawie o finansowaniu samorządów podniesiemy limit na budownictwie czynszowe. Cieszę się, że tu nie ma sporu. Mam nadzieję, że przekonamy też ciebie, byś nie podpisywał ustaw o programach dopłat do kredytów, które będą szły do kieszeni deweloperów i banków - mówi Magdalena Biejat.

W pytaniu do Sławomira Mentzena Rafał Trzaskowski również nie poruszył wątków gospodarczych.

Tymczasem Grzegorz Braun - w specyficzny sposób jako klimatyczny denialista - pyta Rafała Trzaskowskiego o jego stosunek do polityki klimatycznej.

- Klimat się zmienia, każdy to wie. Ale też Zielony Ład w starej formie nie istnieje, teraz walczymy o konkurencyjność. Moim celem jest czyste powietrze, zielone ulice, odnawialne źródła energii - i pozyskiwanie olbrzymich pieniędzy z Unii Europejskiej na te cele. Musimy robić absolutnie wszystko, żeby walczyć o czyste powietrze - mówi prezydent Warszawy.

Magdalena Biejat pyta Karola Nawrockiego o jego stosunek do podatku katastralnego.

- Czy pan w ogóle rozumie, na czym polega program mieszkaniowy w Polsce? - pyta senatorka.

- Jestem przeciwnikiem podatku katastralnego. Polacy są przerażeni, że będą musieli go płacić - a koalicja rządowa tak zniszczyła budżet, że pewnie pod presją międzynarodowych organizacji i REIT-ów będzie chciała takim podatkiem dziurę zasypać. Ja będę Polaków przed tym bronił - mówi Karol Nawrocki. Jednocześnie mówi o konieczności "zablokowania patologii" w inwestycyjnym kupowaniu mieszkań na wynajem.

Potem nie pyta już o tematy gospodarcze - z Joanną Senyszyn rozmawia o rozdziale Kościoła od państwa, a ze Sławomirem Mentzenem o aborcji.

Na koniec pytania zadawał Karol Nawrocki. Z Magdaleną Biejat dyskutował o miejscu Lewicy w koalicji rządowej, która według niego nie realizuje polityki lewicowej. Następnie spytał Szymona Hołownię m.in. o wymiar sprawiedliwości, a Rafała Trzaskowskiego - o jego głosowania w sprawie wieku emerytalnego dla kobiet (był przeciw skracaniu) i ogólnie o politykę wobec kobiet.

- Zna pan moje stanowisko jeśli chodzi o wiek emerytalny - powiedział Rafał Trzaskowski, a potem wyliczył realizowane w Warszawie programy samorządowe na rzecz kobiet.

Opinia
Wyjątkowe starcie każdy na każdego
Jacek Zalewski
felietonista Pulsu Biznesu

Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) opublikowała 23 kwietnia przewidziane kodeksem oficjalne obwieszczenie z trzynastką kandydatów na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Standardowo zawiera ono wiek, wykształcenie (doktoratów nie odnotowuje), wykonywany zawód, miejscowość zamieszkania oraz formalną przynależność do partii politycznej. Na kartach do głosowania 18 maja kandydaci zostaną wydrukowani alfabetycznie według nazwisk, ze wszystkimi imionami (po dwa nosi dziewięcioro), ale bez jakichkolwiek dodatkowych danych z obwieszczenia. Zawiera ono pewne ciekawostki, na przykład zróżnicowali się dwaj kandydaci przodujący w sondażach – Rafał Trzaskowski to pracownik samorządowy, zaś Karol Nawrocki to nie jakiś zwyczajny, lecz… wyższy pracownik państwowy. Ciekawsze są zapisy o partiach politycznych, otóż nie tylko Karol Nawrocki, lecz również Magdalena Biejat formalnie nie należą do – odpowiednio – Prawa i Sprawiedliwości oraz Nowej Lewicy, są tylko do nich politycznie i organizacyjnie przyklejeni. Z kolei Rafał Trzaskowski odciął się od Koalicji Obywatelskiej, która nie jest stricte partią, reprezentuje Platformę Obywatelską RP. Oczywiście wszystko to są tylko wizerunkowe drobiazgi, obwieszczenia przecież prawie nikt nie czyta (chociaż 18 maja będzie wisiało przy wejściu do każdego lokalu), wyborcy realnie pamiętają kto jest kto z kampanii medialnej.

Bez względu na sondaże wszyscy zarejestrowani kandydaci pozostają równi stanem aż do godziny 21 w niedzielę, 18 maja. Liczba 13 chętnych do zdobycia prezydentury to wyrównany rekord III Rzeczypospolitej z 1995 r., czyli sprzed trzech dekad. We wszystkich późniejszych wyborach liczba kandydatów w pierwszej turze zawsze była dwucyfrowa, ale w przedziale 10-12. Ostatnio, w latach 2015 i 2020, mieliśmy na kartach wyborczych po 11 – a zatem tegoroczna stawka uczestników wyścigu do pałacu nie odbiega od arytmetycznej normy.

Poniedziałek, 28 kwietnia, na pewno był wizerunkową nowalijką w tegorocznej kampanii. Oto redakcji „Super Expressu”, uznanej przez sztaby za neutralną, zdumiewająco udało się zgromadzić na debacie komplet kandydatów. Cała trzynastka odłożyła na bok wszelkie dąsy, obrażalstwo czy taktyczne nieobecności, co wypaczało wszystkie wcześniejsze debaty telewizyjne. Był to event wyprzedający oficjalną, kodeksową debatę także całej trzynastki, która w studiu Telewizji Polskiej wystąpi w poniedziałek, 12 maja. Notabene wyborcze starcie 28 kwietnia było inne niż wszystkie poprzednie, albowiem organizatorzy w ogóle nie konstruowali neutralnych pytań jednakowych dla wszystkich, lecz postawili na polityczną wolnoamerykankę – sami kandydaci pytali innych, o co tylko chcieli. A zatem efekt wizerunkowy, który za kilka dni zapewne zauważalny będzie w sondażach, to zbiorowa wypadkowa starcia w trybie – każdy na każdego.