Czytasz dzięki

Co medyczny inwestor wiedzieć powinien

opublikowano: 26-07-2020, 22:00

Dostawcy technologii medycznych są modni i rozbudzają nadzieje, ale przed podjęciem decyzji inwestycyjnej trzeba dobrze sprawdzić ich model biznesowy — mówi Piotr Żółkiewicz, zarządzający funduszem Zolkiewicz & Partners.

Posłuchaj rozmowy w formie podcastu:

„PB”: Mamy koronawirusowy boom na inwestycje w technologie medyczne?

Piotr Żółkiewicz: Możemy mówić o boomie na tzw. spółki medtechowe — i on trwa od kilkunastu lat. Na polskiej giełdzie ten boom pojawiał się i znikał. Był taki moment, gdy w USA niepewne były losy refundacji medycznej, więc na około rok nastąpił odwrót od takich spółek, ale boom trwa. W kontekście tego, co dzieje się w czasie pandemii, nie chcę używać określenia „bańka”, bo bańki mogą rosnąć przez wiele lat. Jest na pewno grupa spółek bardzo modnych, które zajmują się świadczeniem usług zdalnie. Na rynku polskim ich praktycznie ich nie ma, ale w USA to np. Teladoc, zajmujący się udostępnianiem usług medycznych przez internet, który rośnie jak na drożdżach, czy stabilnie rosnące od kilkunastu lat Intuitive Surgical, które produkuje roboty chirurgiczne pod marką da Vinci, dystrybuowane również w Polsce.

W Polsce dystrybutorem jest giełdowy Synektik...

Tak, roboty są już w kilkunastu szpitalach. Ktoś, kto zainwestował w Intuitive Surgical kilkanaście lat temu, mógł liczyć na średnioroczną stopę zwrotu na poziomie 20 proc. Ta spółka zawsze wydaje się droga — i zawsze rośnie. Z drugiej strony mamy w branży spółki mniej modne, choć też zajmują się zaawansowanymi technologiami medycznymi — teraz, w związku ze spadkiem liczby procedur medycznych wykonywanych w szpitalach, to producenci protez czy różnych rozwiązań kardiologicznych.

W Polsce wdrożone w praktyce technologie telemedyczne są najczęściej bardzo proste — to telekonsultacje, do których wystarczy telefon czy wideoczat. Z drugiej strony na giełdzie mamy producentów urządzeń, np. do zdalnej diagnostyki. I te spółki nie radzą sobie najlepiej.

Nie mamy w Polsce spółki medtechowej, która w ostatnich latach odniosła duży sukces. Mamy oczywiście Medicalgorithmics, w którym byłem piątym pracownikiem, i gdy z niego odchodziłem, kapitalizacja przekraczała 1 mld zł. Teraz to inne rejony. Na giełdzie sukces odniosła też dawniej HTL Strefa, która miała bardzo prosty produkt. Poza tym mamy spółki, które w ostatnich latach bywały bardzo modne, takie jak Braster, Infoscan, Blirt, Biomaxima itd. — a często albo nie miały nigdy działającego produktu, albo nie były zarządzane w sposób międzynarodowy.

Produkty za to świetnie wyglądały na prezentacjach w PowerPoincie.

Nie trzeba mieć produktu, żeby prezentacja świetnie wyglądała. Oczywiście wiele z tych spółek przychodziło do mnie, często jeszcze w etapie przedgiełdowym, szukając finansowania. Ja widziałem, że produkt nie działa, tłumaczyłem dlaczego, mijało kilka miesięcy i spółki szły na giełdę. Rozbudzanie nadziei w mediach i wśród inwestorów może trwać wiele lat, ale zawsze kończy się tak samo: upadłością, wegetacją, niekończącymi się emisjami...

To czemu trzeba się przyjrzeć w spółce z branży, nim podejmie się decyzję inwestycyjną?

Zawsze patrzę — już na etapie start-upu — na to, czy spółka myśli międzynarodowo. Polska spółka może oczywiście korzystać z tego, że ma wykształconych inżynierów i programistów przy niższych kosztach pracy niż w USA czy Skandynawii, gdzie jest dużo takich start-upów, ale z drugiej strony w Polsce rynek i klienci dla takich produktów właściwie nie istnieją. Jeśli nie myśli się o tym, by pierwszym rynkiem było USA czy kraje Europy Zachodniej, to coś się robi nie tak — traci się pieniądze i zasoby, by robić coś lokalnie, by po kilku kwartałach jeden szpital kupił kilka urządzeń.

Co jeszcze trzeba sprawdzić?

Trzeba rozumieć to, że każdy rynek ma inny system finansowania w ochronie zdrowia i inny obieg pieniądza. W Polsce mamy NFZ i w miarę podobnie jest w Wielkiej Brytanii, z kolei w USA mamy zupełnie inny obieg pieniądza, bo tam rządzą firmy ubezpieczeniowe. W Niemczech czy krajach arabskich często bazuje się na płatnościach z kieszeni pacjenta. Jeśli firma nawet nie próbuje rozgryźć tych różnic i nie tworzy kompletnie innych ofert dla każdego z tych rynków, to w zasadzie nie ma szans i można sobie ją odpuścić. Jak ktoś ma taki sam cennik i model biznesowy na całą Europę czy świat, to jest to nieporozumienie.

Wywiad jest skróconym zapisem rozmowy z odcinka podcastu „Puls Biznesu do słuchania” pt. „Jak pandemia napędzi medycynę”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Marcel Zatoński

Polecane