Emancypacja za naszą zachodnią granicą postępuje. Dowodem na to są nie tylko sukcesy polityczne kanclerz Angeli Merkel, ale także coraz większy odsetek kobiet z tytułem profesora zwyczajnego.
Pod koniec zeszłego roku niemieckie uczelnie, w tym kliniki uniwersyteckie, zatrudniały w sumie prawie 565 tys. osób, o 5 proc. więcej niż w 2008 roku – podaje Federalny Urząd Statystyczny z Wiesbaden. Wśród pracowników naukowych było aż 39 800 profesorów – o 1200 więcej niż jeszcze przed rokiem. 18 proc. ogólnej liczby profesorów stanowiły kobiety. Podczas gdy ogólna liczba profesorów zwiększyła się ostatniej dekadzie o 5 proc., to aż o 8 proc. zwiększyła się liczba kobiet z tym stopniem naukowym.
Panie profesor szturmują głównie kierunki filologiczne i kulturoznawcze (32 proc.) oraz artystyczne (28 proc.). Rzadziej można je spotkać na wydziałach nauk ścisłych, takich jak inżynieria (9 proc.) czy matematyka (12 proc.). Choć także tam ich odsetek wzrósł w ostatnich 10 latach – o niebagatelne 7 proc.
