Zbigniew Niemczycki współwłaściciel linii lotniczej White Eagle Aviation
- Mówi pani, że kilka osób odmówiło rozmowy? Cóż, ludzie czasami wstydzą się marzeń czy wspomnień z dzieciństwa. A ja uważam, że trzeba o nich pamiętać, bo sporo o nas mówią. Zawsze marzyłem, by być lotnikiem i mieć własny samolot. Przygoda z lotnictwem zaczęła się od sekcji modelarskiej, gdzie zaprowadził mnie przyjaciel, późniejszy medalista mistrzostw świata w szybownictwie, Staszek Kluk. Potem na lotnisku po raz pierwszy wzbiłem się w niebo na kukuruźniku. Kiedy już mogłem sobie na to pozwolić, zaraz go kupiłem, zrekonstruowałem i z niekłamaną przyjemnością go pilotuję.
To także miłość do samolotów sprawiła, że jestem współwłaścicielem linii lotniczej. Prócz maszyn obsługujących loty pasażerskie i towarowe mam jeszcze kilka starych maszyn w tworzonym muzeum: Jak 18, samolot Bies, An2, czyli Antonowa, śmigłowiec SM2, jeden z pierwszych odrzutowców w polskiej armii — Lin 5 oraz Messerschmitt 109 G6. Wszystkie zdolne do lotu! Sam je pilotuję...
Marta Oziemska dyrektor Lego Polska
- W dzieciństwie i w czasie szkolnym miałam dwa wielkie marzenia. Uwielbiałam tańczyć, dlatego 2-3 razy w tygodniu uczęszczałam na lekcje baletu. W dorosłym życiu bardzo chciałam zostać baletnicą, wirować po scenie... W liceum postanowiłam być archeologiem. Mieszkałam wówczas w Grecji, znałam tam każde wykopalisko, uczyłam się łaciny i greki. Niestety zdecydowana perswazja rodziców — którzy uważali, że jedynym zajęciem, na jakie może liczyć polski archeolog, jest czyszczenie pędzelkiem zakurzonych czaszek w muzeum — położyła kres marzeniom o życiu w stylu Indiany Jonesa... Moja obecna praca jest niekoniecznie „wymarzona”, ale za to dobrze płatna i pozwala mi realizować konsekwentnie ostatnie wielkie marzenie z dzieciństwa: zobaczyć cały świat! Tego nikt mi już nie wyperswaduje.
Leszek Waliszewski dyrektor operacyjny na Europę Północną działu Delphi Energy & Chassis Systems
- Za młodu nie byłem oryginalny: chciałem mieć pieniądze i w życiu zrobić coś naprawdę ważnego, osiągnąć sukces. Nęciły mnie też podróże. Miałem 18 lat, gdy kupiłem stary rower i z kolegą pojechaliśmy na pierwszą wyprawę. Nie zapomnę, jakże byłem z siebie dumny, gdy odjechałem aż 300 km od rodzinnego Gdańska. Na rowerze zwiedziłem potem prawie wszystkie europejskie kraje socjalistyczne, teraz podróżuję po całym świecie już niekoniecznie na dwóch kółkach. Ale najmocniej pamiętam ówczesną radość i to, jak robiliśmy sobie zdjęcia pod znakiem drogowym, informującym o odległości do Gdańska. Z marzeń czysto materialnych: jeansy wranglery... Wychowywałem się w dość skromnych warunkach materialnych i rodziców nie było stać, by kupić mi za dolary spodnie w Peweksie. Kiedy zacząłem zarabiać, kupiłem je natychmiast. Może było drobne, ale wtedy naprawdę się cieszyłem! Trzeba pamiętać, by takie wspomnienia przekazywać dzieciom, które — tak naprawdę — są spełnieniem mego największego marzenia o dużej i kochającej się rodzinie...
Maurice Delbar prezes firmy Creyf’s Connexio
- W dzieciństwie najpierw chciałem być papieżem, potem gwiazdą rocka, wreszcie pisarzem. Gwiazdą rocka byłem przez chwilę. Mój dziesięciominutowy występ przed dwudziestotysięczną publicznością pamiętam do dziś. Aby pisać książki, potrzebuję czasu, którego ciągle brak — ze względu na moją pracę. Po 12 latach pobytu w Polsce zgromadziłem mnóstwo pomysłów na oryginalne — mam nadzieję — powieści.
Sławomir Majman dyrektor naczelny Biura Reklamy Zarządu Targów Warszawskich
- W dzieciństwie bardzo chciałem dostać kolejkę piko. Niestety, za każdym razem w prezencie otrzymywałem książki. Dziś bez trudu mógłbym spełnić dawne marzenie, ale tej kolejki nikt już dziś nie produkuje... Po lekturze „Kajtusia Czarodzieja” Janusza Korczaka zapragnąłem zostać czarodziejem. I nie udało się. Nie zostałem też policjantem, o czym również myślałem. Właściwie teraz uświadamiam sobie, że żadne moje marzenie z dzieciństwa się nie spełniło...
Sławomir Chłoń prezes Computerlandu
- Odkąd pamiętam, fascynowały mnie rajdy samochodowe. Startuję w profesjonalnych rajdach Polski samochodów terenowych, więc nikogo pewnie nie zaskoczy, że jednym z moich największych marzeń było Mitsubishi Pajero. To samochód legenda, wygrywał rajdy Paryż-Dakar! Ktoś, kto kocha ten sport, musi, no po prostu musi! — o nim marzyć. Właśnie sukces zawodowy umożliwił mi zrealizowanie tego marzenia. Skłamałbym, gdybym powiedział, że pracowałem tylko po to, aby go zdobyć — ale myśl, że może uda się zostać jego właścicielem towarzyszyła mi w pracy. Stale.
Pierwsze Mitsubishi kupiłem dziesięć lat temu, w Wiedniu, bo w Polsce nie było to jeszcze możliwe. W grudniu — w towarzystwie żony — wracałem do Polski. Śnieg, bardzo zimno i ślisko. Tuż po przekroczeniu granicy państwa w Łysej Polanie samochód zakręcił na lodzie i zarył w olbrzymiej zaspie. Myślałem gorączkowo: kto nas teraz wyciągnie? I nagle olśnienie — ja nas stąd wyciągnę, przecież prowadzę terenówkę! Gdy wyjechałem z zaspy i zobaczyłem podziw w oczach żony, pomyślałem szczęśliwy, że warto było na nią pracować. Ten samochód mnie nie zawiódł i do dziś pamiętam tamto uczucie radości. Nadal to moja ulubiona marka.
Cristiano Pinzauti prezes Getronics Polska, szef Włoskiej Izby Handlowo-Przemysłowej w Polsce
- Podróże. Już jako czternastolatek chciałem mieć zawód, który umożliwi mi zwiedzanie świata, bez ponoszenia z tego tytułu kosztów. Spełniło się. W wieku 24 lat zostałem dyrektorem eksportu, a gdy miałem 30 lat — dyrektorem handlowym. I często wyjeżdżałem służbowo. Zwiedziłem kilkanaście krajów na pięciu kontynentach. Do wielu z tych miejsc powracałem już jako turysta. Po czterdziestce uznałem, że jeżdżę za dużo. Teraz służbowo staram się wyjeżdżać najwyżej 2-3 razy w roku, turystycznie — 3-4 razy. Innym marzeniem stało się dla mnie zarządzanie firmą. I co? W wieku 41 lat zostałem prezesem filii firmy Olivetti Office w Belgii. Chciałem także znaleźć miłość, mieć dzieci. Udało się.