Coraz ciemniejsze chmury nad gospodarką

JKW
opublikowano: 2008-12-11 00:00

Ekonomiści Banku BPH ścięli o połowę prognozy wzrostu gospodarczego w najbliższych dwóch latach.

Ekonomiści Banku BPH ścięli o połowę prognozy wzrostu gospodarczego w najbliższych dwóch latach.

Gospodarka ostro hamuje — uważają ekonomiści Banku BPH, którzy wczoraj zrewidowali w dół wszystkie najważniejsze prognozy gospodarcze dla Polski. Ich zdaniem, w przyszłym roku PKB wzrośnie o 1,8 proc., a w 2010 r. — o 1,6 proc. To jedne z najniższych szacunków przedstawianych przez bankowców. Dotychczas Bank BPH spodziewał się, że tempo wzrostu gospodarczego będzie prawie dwukrotnie wyższe — wyniesie odpowiednio 3,4 proc. i 2,9 proc.

— Perspektywy są coraz gorsze. Szczególnie złym prognostykiem były opublikowane niedawno dane pokazujące ostry spadek dynamiki inwestycji w trzecim kwartale 2008 r. To znaczy, że gospodarka zaczęła mocno hamować jeszcze przed wybuchem kryzysu finansowego — tłumaczy Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH.

Jej zdaniem, inwestycje będą lecieć w dół także w przyszłym roku: dynamika wyniesie -5,9 proc. (jeszcze miesiąc temu ekonomiści banku spodziewali się wzrostu o 5,4 proc.). Mocno pogorszyły się też prognozy dotyczące rynku pracy. W 2009 r. w sektorze przedsiębiorstw może zniknąć około 150 tys. etatów. Stopa bezrobocia wzrośnie przez to z 9 do 11,9 proc. Dotąd bank spodziewał się tylko lekkiego pogorszenia się sytuacji na rynku pracy.

— Spowolnią także płace. W sektorze przedsiębiorstw przeciętna pensja wzrośnie o 4-5 proc. Dynamika spadnie więc o połowę — twierdzi Maja Goettig.

Według niej, nie skończył się jeszcze zły czas dla złotego. Przez najbliższe pół roku nasza waluta będzie tanieć. Ekonomiści Banku BPH spodziewają się, że na koniec czerwca za euro będziemy płacić 4,17 zł, za dolara 3,57 zł, a za franka szwajcarskiego 2,80 zł.

— W drugim półroczu sytuacja zacznie się odwracać i na koniec roku kursy spadną do poziomów zbliżonych do obecnych — prognozuje Maja Goettig.