Nie ma się co łudzić: Islandią, Finlandią albo Norwegią to my nie jesteśmy. Właśnie te kraje od kilku lat zajmują niezmiennie trzy pierwsze miejsca w globalnym indeksie równowagi płci osiągając poziom najbardziej zbliżony do ideału równości w dostępie do różnych dziedzin życia społecznego.

World Economic Forum sprawdza w nim m.in. ile kobiety i mężczyźni zarabiają na podobnych stanowiskach, jakie funkcje w państwie i gospodarce reprezentują albo odpowiednio jaki procent siły roboczej stanowią.
57. miejsce dla naszego kraju oznacza dalsze pogłębianie nierówności między płciami w Polsce, z roku na rok wypadamy bowiem w tym rankingu coraz słabiej. W 2011 r. zajęliśmy tam 42. pozycję, rok później 53., w 2013 - 54.
Wyprzedzają nas nie tylko gospodarki większe i silniejsze, ale też takie kraje jak Łotwa (15. miejsce), Bułgaria (22.) a nawet Rwanda (7.), choć tę ostatnią zbadano w tym roku dopiero po raz pierwszy. Naszą pozycję zaniża niezmiennie od początku rankingu poziom równouprawnienia w zajmowaniu najwyższych stanowisk w państwie oraz w udziale we wzroście gospodarczym.
W dziedzinie ekonomicznej najgorzej jest u nas z płacami za tę samą pracę oraz z udziałem pań we władzach spółek i instytucji.
Niezmiennie dobrze wypadamy natomiast w sferach równości dostępu do edukacji i opieki zdrowotnej – wynik 0,999 i 0,979 oznacza, że w Polsce jest prawie idealnie równorzędny (wynik 1,000). Gdyby ranking opierał się wyłącznie na tych dwóch wskaźnikach zajęlibyśmy 36. lub 37. pozycję.
Światowe Forum Ekonomiczne przygotowuje swój ranking od 2006 r.
