Do tej pory słowo, które trudno przetłumaczyć na język polski, było określeniem ignorowania (olewania) osoby, z którą umówiło się na randkę. Używało go się wówczas, kiedy potencjalny partner nagle, bez uprzedzenia, urywał kontakt, a ślad po nim ginął. Zapadała grobowa cisza na wieki, a jedna z osób mogła mieć wrażenie, że widziała ducha — prawdopodobnie stąd angielskie określenie „ghosting”, które wywodzi się od słowa „duch”. Określenie jest też adekwatne w przypadku dłuższych związków. Niektóre media pisały o tym, że jest to trend 2018 r. Problem w tym, że nieodpowiedzialny nawyk pokolenie milenialsów stosuje również w… miejscach pracy. Coraz więcej firm obawia się, że „ghosting” stanie się powszechnym zjawiskiem — napisał portal.
Pracownicy z dania na dzień po prostu przestają chodzić do pracy, nie informując pracodawcy. Bez żadnego oficjalnego wypowiedzenia ani „niepotrzebnych” tłumaczeń urywają kontakt z firmą. To samo — zdaniem „The Telegrah” — zdarza się podczas rozmów kwalifikacyjnych. Kandydaci umawiają się na spotkanie, po czym na nim się nie pojawiają, a ci, którzy dostaną pracę, nie przychodzą do niej pierwszego dnia. Na razie nie ma na ten temat oficjalnych raportów, choć o problemie pisały już różne media w Wielkiej Brytanii i USA.
