Cuda w Sheratonie

Z hotelami tej sieci w Polsce nie zawsze było nam po drodze. Niedawno jednak zajrzeliśmy.

Z hotelami tej sieci w Polsce nie zawsze było nam po drodze. Zarówno z warszawskim, jak i poznańskim. W tym drugim sugerowaliśmy nawet swego czasu, by dla wspólnego dobra dziczyznę przepędzić z menu prosto do lasu. Długo omijaliśmy go łukiem. Niedawno jednak zajrzeliśmy.

Maliny, pistacje, biała czekolada - doskonały deser w poznańskim Sheratonie (FOT. W Robakowski)
Wyświetl galerię [1/4]

Maliny, pistacje, biała czekolada - doskonały deser w poznańskim Sheratonie (FOT. W Robakowski)

Ku naszemu zaskoczeniu zmienił się nie tylko wystrój lokalu, ale także i kuchnia. W zdominowanym przez kaczki i gziki Poznaniu to prawdziwa amerykańska oaza. I to w dobrym wydaniu.

KAŻDEMU WEDLE SMAKU

Odwiedzając Stany Zjednoczone, z założenia stronimy od restauracji o europejskim rodowodzie. Także chińskim czy japońskim, których w Europie jest zatrzęsienie. Za Wielką Wodą zawsze nas rajcują perfekcyjne steki i oczywiście kuchnia meksykańska. A tej drugiej to zwłaszcza u nas jest jak na lekarstwo. Pod tym względem dzisiejszy poznański Sheraton to miłe zaskoczenie. Są steki, meksykańskie smaki i oczywiście kuchnia fusion. Wnętrza też możemy sobie dobrać według smaku i nastroju. Od luzackiej restauracji SomePlace Else (bez obrusów — Amerykanie ponoć tak lubią) po bardziej elegancką Fusion.

Każda ma swoje menu. Ale niezależnie, gdzie zapadniemy, zamawiać można z każdej. To samo dotyczy win. Oczywiście skorzystaliśmy z okazji, zwłaszcza że towarzyszyła nam pani ekspert. Najpierw może o winach. Dlaczego? Zaskoczyła nas w Sheratonie nowatorska koncepcja autorstwa Marcina Lachowicza łączenia potraw z dostępnymi w restauracjach winami. W skrócie polega to na tym, że każda potrawa jest skatalogowana pod względem smaków i tekstury. Wina także (roczników niestety nie uwzględniono). Trzeba tylko jedno nałożyć na drugie i teoretycznie powinno być bingo. Ale czy rzeczywiście?

STRZELANINA Z PAPRYCZKAMI

Pierwsze pojawiły się przegrzebki (dla poliglotów scallops) z szalotką i warzywami. Mile przyduszone w białym winie z tymiankiem i solą szafranową. Dobór wina to w pewnym sensie wyzwanie. Padło na białe z Południowej Afryki. Przyjemna harmonia smakowa, nawet nie uwzględnione w kodach 13,5 proc. alkoholu nie przeszkadzało. Druga przystawka, meksykański sizzler (plastry grillowanej wołowiny), miała z „wylosowanym” winem już bardzo pod górkę. Krzepki (14,5proc.) Montes Kaiken Reserva, C. Sauvignon, Mendoza z Argentyny z samą wołowiną jeszcze sobie jakoś radził, ale z towarzyszącymi jej pikantnymi faszerowanymi serem papryczkami doszło do strzelaniny. Sytuację załagodziła zupa. Świetny smakowo krem z parmezanu w powiewach czosnku z dodatkiem limonki i ziołowymi grzankami (koniecznie spróbować!). Gorzej było z towarzystwem w kieliszku. Likier orzechowy wyraźnie wywołał u pani ekspert grymas niezadowolenia. Szeptała, że to dwa różne smakowe światy i może kody się komuś pomieszały. Łagodziłem, że podanie trunków do zupy to sam w sobie duży akt odwagi i trzeba go uszanować.

ARGENTYŃSKA TAJEMNICA

Jako danie główne najpierw sprawdziliśmy ryby — konkretnie dorsza. Był z patelni, na ostro, z salsą z zielonych pomidorów i kolendry. Z boku czaiły się pieczarki podkręcone chili. Trudny temat dla wina. A tu zaskoczenie — wylosowany dostępny tam Sancerre okazał się świetnym trafieniem. Zawyliśmy z radości. Wreszcie podano stek, czekaliśmy na niego z drżeniem serca, bo w większości polskich restauracji to duży ryzyk fizyk. Ten akurat był świetny, rozpływał się w ustach (koniecznie żądać półkrwisty). Na pewno tajemnicą jego wybornego smaku była odpowiednio starzona wołowina z Argentyny. Jej wersja półkrwista polubiła czerwonego kolegę z Urugwaju (pewnie ze względu na odmianę winogron Tannat), zaś ta bardziej wysmażona zdecydowanie optowała za wcześniej odrzuconym przez sizzla Argentyńczykiem.

 

DESER MUSOWO

Poprosiliśmyo chwilę przerwy, by ochłonąćpo tych smakowych wrażeniach. I bardzo dobrze, bo deser był grzechu warty. Mus malinowy z pistacjami w szalu z białej czekolady od razu zawojował nasze podniebienia. Z napięciem czekaliśmy, co wylosuje dla niego Marcin Lachowicz. Zaproponował Montes Late Harvest, Gewurztraminner/Riesling, Curico Valley Chile — tym razem ponownie strzał w dziesiątkę. Ludzie, cuda w tej budzie! &

 

Restauracja hotelu Sheraton Poznań

Poznań ul. Bukowska 3/9

Ogólne wrażenie 5,0

Karta win 5,5

Potrawy 5,0

Wystrój wnętrza 5,0

Obsługa 5,0

Na biznes lunch 5,0

Na obiad z rodziną 3,0

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław M. Majcherczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Cuda w Sheratonie