Cudze chwalimy

Monika Niewinowska
23-05-2005, 00:00

Jaki jest skuteczny i szybki sposób na zdobycie szacunku, zaufania i życzliwości osób mających w naszym kraju sporo do powiedzenia? Dobrze jest być obcokrajowcem bądź też Polakiem wracającym z emigracji. W drugim przypadku bardzo pomocny okazuje się obcy akcent, mieszanie języka polskiego z obcym i… rozsiewanie wokół siebie propagandy sukcesu. Najbardziej znany przykład to Stan Tymiński. Człowiek z teczką, który swego czasu zdobył zaufanie i poparcie sporej części naszego społeczeństwa...

Kilka lat później miałam okazję przekonać się o sile „magii Zachodu” osobiście. Jeszcze jako studentka pracowałam na zasadzie wolontariatu u „światowej sławy autorytetu” w dziedzinie franczyzy rodem ze Szwajcarii. Autorytet ów okręcił sobie wokół palca kilku pracowników naukowych pewnego uniwersytetu, spotykał się z wielkim poszanowaniem ze strony władz miasta, zarządu strefy ekonomicznej i innych osób, o spotkaniu z którymi zwykły polski przedsiębiorca może tylko pomarzyć. Jednakże wszyscy ci, którym dane było odbyć choćby krótką, ale rzeczową rozmowę z autorytetem, tracili entuzjazm i chęć do jakiejkolwiek współpracy.

Można by przypuszczać, że po kilkunastu latach funkcjonowania w międzynarodowej rzeczywistości Polacy stali się odporni na takie tanie triki. Nic podobnego. Rok temu do oceny wniosków o unijne dotacje został dopuszczony człowiek, który powrócił z Australii. Chwalił się rzekomym doświadczeniem zdobytym podczas piastowania wysokich stanowisk w państwowych instytucjach Włoch i Australii oraz wykształceniem zdobytym po drugiej stronie globu. A co robił w Polsce? Brał łapówki w zamian za załatwienie dotacji…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Niewinowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu