Z cyfrowych mediów korzystamy prawie osiem godzin dziennie – godzinę więcej niż w roku 2019. To największy skok od 2012 r. – wynika z najnowszych badań agencji eMarketer i Insider Intelligence. Tymczasem według Światowej Organizacji Zdrowia czas spędzany przed ekranem nie powinien przekraczać godziny dziennie.

Oddziel sygnał od szumu
Brak umiarkowania w korzystaniu z technologii brytyjski „The Guardian” nazywa cyfrowym obżarstwem. Michał Bąk, współzałożyciel platformy społecznościowej Founders.pl, uważa ten termin za niezwykle trafny. Korzystanie z internetu porównuje do nawyków żywieniowych. Treści w mediach elektronicznych są takie jak jedzenie – niskiej jakości, mało odżywcze, serwowane szybko i byle jak. Typowy junk food, śmieciowe żarcie – nie przebiera w słowach ekspert, który wierzy, że nie wszystko stracone.
– Rośnie liczba użytkowników sieci, którzy decydują się na cyfrową dietę. Coraz większą popularnością cieszą się wśród nich targetowane platformy społecznościowe, które łączą z sobą przedstawicieli danej branży lub osoby o podobnych zainteresowaniach – mówi Michał Bąk.
To nie jest dobry czas na obwinianie social mediów, komunikatorów internetowych czy aplikacji mobilnych. W okresie totalnej izolacji bez tych rozwiązań praca byłaby niemożliwa, podobnie jak kontakty z klientami, zawieranie transakcji. Potrzebujemy elektronicznych narzędzi, by organizować wspólne działania, wymieniać się danymi i podtrzymywać komunikację w zespole. One rozszerzają nam świat na niespotykaną wcześniej skalę, z czego zdaliśmy sobie sprawę dopiero w czasie pandemii. Jednocześnie wszystkie te dobrodziejstwa przynoszą ze sobą nowe wyzwania, związane np. z zaangażowaniem czy koncentracją. Pozostając w terminologii dietetycznej, nie sposób działać szybciej, zwinniej, pozwalając sobie na nadmierną konsumpcję cyfrowych bodźców i wrażeń. Ratunkiem jest selekcja, umiejętność oddzielenia sygnału od szumu – i sięgnięcie po to, co wartościowe.
Szukaj jakościowych treści
„W wielu innych obszarach życia nauczyliśmy się filtrować świadomie to, co do nas dociera. W naszym cyfrowym życiu jednak ciągle jesteśmy młodzi i niedoświadczeni – szczególnie jeśli chodzi o nasze fizyczne związki z technologią” – pisze Linda Stone, amerykańska konsultantka ds. IT, w książce „Zarządzanie codziennością” pod redakcją Jocelyn K. Glei. Ukuła ona pojęcie „ciągle częściowej uwagi” na określenie umysłu rozchwianego przez multimedia. Pal licho, jeśli stan permanentnego rozkojarzenia dotyczy księgowego, najwyżej zrobi błąd w tabelce Excela. Gorzej, gdy chodzi o kierowcę tira, operatora koparki lub kontrolera ruchu lotniczego – ukradkowe spojrzenie na smartfon może wystarczyć, by doszło do tragedii. Problem dotyczy głównie iGen – pokolenia, które przyszło na świat w czasach, gdy internet stał się powszechny, także dla dzieci. Osoby te połowę swojego życia spędzają w sieci. A wkrótce wkroczą na rynek pracy wraz ze swoimi niezdrowymi (ba! – groźnymi) nawykami.
– Nie wiem, czy osoby w średnim wieku i przed emeryturą mniej są zagrożone cyfrowym obżarstwem. Jestem jednak przekonana, że i one pracują zbyt długo przy komputerach. Brak dystansu do nowinek cyfrowych jest zjawiskiem powszechnym, a pandemia je nasiliła – uważa Aleksandra Knecht, psycholog biznesu.
Jak powiedział kiedyś Aaron Digman, prezes firmy Undercurrent specjalizującej się w transformacji cyfrowej: „Niezależnie od tego, czym się dokładnie zajmujesz, przeglądanie mejli zabiera ci zbyt dużo energii”. Dlatego warto przejąć się radą Marcina Bąka: poszukuj w sieci jakościowych treści, które będą jak menu diety pudełkowej.