Czarne złoto znów rozgrzewa

Mateusz Wojtala
opublikowano: 21-03-2019, 22:00

Geopolityka i spadek zapasów ropy naftowej w USA podnosi cenę ropy, która śrubuje tegoroczny rekord

Od grudnia 2018 r., kiedy notowania ropy osiągnęły dwuletnie minimum, baryłka podrożała o około jedną trzecią. W czwartek 21 marca kurs amerykańskiej ropy WTI przebił barierę 60 USD, a za odmianę Brent trzeba płacić 68 USD. Notowania obu gatunków są w trendzie wzrostowym od początku roku i znajdują się na najwyższych poziomach od listopada.

— Na cenę ropy naftowej wpływ ma cały szereg czynników. Jednak według mnie kluczowe są impulsy podażowe, w tym przede wszystkim decyzja państw OPEC+, czyli członków kartelu i kilku wspólników na czele z Rosją, o kontynuowaniu ograniczania wydobycia. W grudniu było ono większe niż wcześniej zakładano, głównie za sprawą Arabii Saudyjskiej. Do tego dochodzi kwestia pogrążonej w chaosie Wenezueli. Przerwy w dostawach prądu mocno uderzyły w wydobycie, które jest jedyną szansą tej gospodarki na wyjście z kryzysu. Również Libia i Nigeria mają problemy wewnętrzne i infrastrukturalne, co negatywnie odbija się na podaży surowca — uważa Bartosz Sawicki, kierownik departamentu analiz w DM TMS Brokers.

Kolejne czynniki, choć zdaniem analityka mniej istotne, napędzały ceny od strony popytowej — przede wszystkim pozytywne otoczenie rynkowe, lepsze nastroje inwestorów, których odbicie widać po zachowaniu indeksów giełdowych w Stanach Zjednoczonych i mniejsze obawy o globalny wzrost gospodarczy. Trwające negocjacje handlowe z Państwem Środka sugerują, że kraje wschodzące nie powinny popaść w tarapaty, co znacząco odbiłoby się na popycie na ropę.

Zaskakująca pustka

Wsparciem dla dalszego wzrostu cen był opublikowany 20 marca raport Departamentu Energii w Stanach Zjednoczonych, który pokazał duży spadek zapasów paliw za oceanem. Mimo że rynek oczekiwał symbolicznej zniżki, to ich skurczenie się aż o 9,6 mln baryłek było sporą niespodzianką. W nadchodzących tygodniach również spodziewany jest dalszy spadek z powodu zwiększonej aktywności rafinerii w Stanach Zjednoczonych, w których kończy się sezon prac konserwacyjnych. Jednak już dwa ostatnie raporty Departamentu Energii zaskoczyły obniżką, co napędzało dalszy wzrost notowań czarnego złota.

— Tak duży spadek zapasów ropy naftowej w Ameryce był dużym zaskoczeniem dla inwestorów, jednak znajduje on uzasadnienie w danych dotyczących eksportu ropy ze Stanów Zjednoczonych. W minionym tygodniu wzrósł on o ponad 800 tys. baryłek do poziomu 3,4 mln, zbliżonego do historycznego rekordu. Warto dodać, że według wyliczeń Departamentu Energii, również zapasy benzyny i destylatów w minionym tygodniu spadły mocniej od oczekiwań, odpowiednio o 4,6 mln baryłek i 4,1 mln baryłek — mówi Dorota Sierakowska, analityk surowcowy w DM BOŚ.

Drożej nie będzie

Spadek zapasów jest o tyle niepokojącym sygnałem, że historycznie w tym okresie roku powinny one raczej rosnąć, a nie drastycznie topnieć. Jednocześnie Departament Energii mówi o wolniejszym tempie wzrostu produkcji w Stanach Zjednoczonych. Choć dalej będzie on dwucyfrowy, to poziom 12 mln baryłek dziennie nie zostanie osiągnięty w tym roku, a bariera 13 mln zostanie przekroczona dopiero na koniec 2020 r.

— Uważam jednak, że ropa naftowa nie ma potencjału do dalszego wzrostu. Od początku marca i tak zwyżki są niewielkie, a patrząc na czynniki ryzyka, cena powinna bardziej dynamicznie iść w górę. Do tego dochodzi jeszcze niewielka zmienność. Pierwszy etap wybicia z dwuletniego dołka był rzeczywiście gwałtowny, ale teraz wszystkie czynniki ryzyka wydają się już uwzględnione w cenie. W nadchodzących tygodniach kluczem będą dane makroekonomiczne płynące z gospodarek — dodaje Bartosz Sawicki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Wojtala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu