Rośnie liczba komputerowych ataków oraz związany z nimi rynek — wynika z raportu firmy Symantec.
Czarny rynek, na którym kupuje się i sprzedaje wykradzione informacje, dojrzewa i lepiej się organizuje. Nabiera cech charakteryzujących inne rynki. Najbardziej chodliwy towar to informacje na temat kont bankowych — kosztują od 10 do 1000 dolarów. Adresy e-mailowe można kupić od 0,83 do 10 dolarów za jeden megabajt informacji. Cena hasła do kont pocztowych to 4-30 dolarów. Za dane z jednej karty kredytowej płaci się 0,4 dolara. Na czarnorynkową wartość karty wpływają takie czynniki, jak lokalizacja emitującego ją banku. Na przykład karty z krajów UE kosztują więcej niż te ze Stanów Zjednoczonych. Prawdopodobną przyczyną jest mniejsza podaż. W UE wydaje się mniej kart niż w USA, dlatego są cenniejsze dla przestępców.
Według ekspertów Symantec, cyberprzestępcy przenoszą swoją działalność w regiony, w których procedury bezpieczeństwa, ustawodawstwo i infrastruktura nie są jeszcze dobrze rozwinięte. Do takich rejonów zalicza się Polska.
— Zauważyliśmy, że tam, gdzie łącza szerokopasmowe stanowią nowość lub szybko się upowszechniają, usługodawcy internetowi skupiają się bardziej na zaspokojeniu rosnącego zapotrzebowania niż na zapewnieniu odpowiednich środków bezpieczeństwa — uważa Piotr Chrobot, dyrektor zarządzający Symantec Polska.
Dodaje, że użytkownicy internetu i administratorzy z tych rejonów mogą nie znać najlepszych wzorców postępowania w zakresie bezpieczeństwa.
— Ponieważ infrastruktura internetowa nie istniała albo jest nowa, może brakować przepisów lub procedur egzekwowania prawa — sumuje Piotr Chrobot.
