Czarny z czarnej linii

Jacek Zalewski
22-07-2005, 00:00

Dokładnie dwa tygodnie po czarnym czwartku 7 lipca wczoraj w Londynie ponownie uderzyli terroryści — czy raczej imitatorzy terrorystów. Ponownie trzy wybuchy miały miejsce w metrze, a jeden w autobusie. Ta okoliczność wydaje się bardzo czytelnym, symbolicznym nawiązaniem do tragedii z 7 lipca, chociaż tym razem na szczęście skutki okazały się niemal żadne.

Policja chłodno nazwała wczorajsze niewielkie eksplozje „poważnymi incydentami”. Czwartek 21 lipca zostanie zapisany w kronikach co najwyżej jako „bursztynowy”, albowiem do takiego poziomu podwyższony został w brytyjskiej stolicy alert w środkach komunikacji. Gdy jednak pozna się szczegóły, terrorystyczna demonstracja zyskuje wydźwięk jak najbardziej czarny.

Zupełnie przypadkowo uzyskałem wczoraj relację z absolutnie pierwszej ręki — od młodej Polki siedzącej tuż koło sprawcy wybuchu! Było to na linii Northern, oznaczonej w sieci metra kolorem czarnym. Również czarny pasażer z plecakiem nie siedział, lecz stał przy drzwiach — i nagle ów plecak z hukiem eksplodował, między stacjami Kennington a Oval w drugiej strefie metra. To zupełnie inny rejon Londynu niż tamten objęty zamachami 7 lipca — znajduje się na południowym brzegu Tamizy. Po rozerwaniu się plecaka wydobywał się z niego jakiś siwy dym. Według późniejszych ustaleń policji wybuchły same detonatory lub atrapy bomb.

Reakcja pasażerów okazała się porażająco naturalna — bez krzyków, wszyscy natychmiast odsunęli się jak najdalej, obawiając się w każdej sekundzie najgorszego. Po wjeździe na stację czarny sprawca rzucił się do drzwi i błyskawicznie uciekł mimo podjętych przez podróżnych prób zatrzymania go. Efekt na szczęście był tylko hukowy, ale absolutnie wystarczył do utrwalenia w mieście atmosfery wszechogarniającego zagrożenia, tym bardziej że wydarzyło się to poza ścisłym centrum.

Wygląda na to, że następuje eskalacja wojny terrorystów z Londynem. Wczoraj jedynie grali role morderców, ale bardzo chcieli spowodować, aby dosłownie nikt, w żadnym momencie nie mógł czuć się bezpiecznie. I takich ataków można spodziewać się coraz więcej. Na tym polega najważniejsza różnica między sytuacją dzisiejszego Londynu, a Nowego Jorku po 11 września 2001 r. Zamachy na World Trade Center oraz na Pentagon (o którym często zapominamy) były tak straszliwe, że aż... niepowtarzalne. Natomiast Londyn najprawdopodobniej czeka powtórka wieloletniej bombowej wojny z IRA, tyle że ze znacznie groźniejszym przeciwnikiem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Czarny z czarnej linii