Polska wymiana handlowa rośnie jak szalona. Dynamika polskiego eksportu bije na głowę średnią światową. Z importem też nie najgorzej. Przełożyło się to na wzrost udziału Polski w światowym eksporcie. W 2005 r. udział ten wyniósł 0,82 proc., podczas gdy w roku 2003 było to 0,71 proc. Polska — licząc eksport wartościowo — przesunęła się na 30 miejsce w rankingu największych światowych eksporterów.
Rosnąca dynamika eksportu sprawiła, że jego udział w tworzeniu PKB wzrósł w 2004 r. do 39 proc. Dla porównania — w roku 2002 było to 30 proc., w 2003 r. — 34 proc. Generalnie rzecz można ująć bardzo prosto: eksport w ostatnim pięcioleciu był, obok inwestycji, kołem zamachowym polskiej gospodarki i nic nie wskazuje na to, by ów mechanizm napędzający miał się wkrótce zatrzeć. Jeżeli sprawdzą się prognozy specjalistów, średnioroczne tempo wzrostu eksportu w najbliższych latach może rosnąć nawet o 20 proc. Z kolei w ostatnich pięciu latach średnioroczne tempo wzrostu importu wyniosło prawie 16 proc. Wzrostowi obrotów towarowych towarzyszyło jednocześnie znaczne zmniejszenie deficytu wymiany liczonego w USD.
I nie jest to tylko zasługa polskiej akcesji do Unii Europejskiej. Rodzimi przedsiębiorcy coraz częściej wyciągają ręce ku partnerom handlowym z Azji. Azjatyckie tygrysy starają się ugryźć coraz większe kąski z naszego rynku, ale my nie pozostajemy bierni. Jednym słowem — handel kwitnie. Przynajmniej kwitnąć powinien.
Jak zwykle — na drodze świetlanych perspektyw stoi rzeczywistość, a ta polega w tym przypadku na konieczności dokonania błyskawicznych rozliczeń międzynarodowych. Najlepiej, gdyby owe rozliczenia nie wiązały się ani z ryzykiem walutowym, ani z opóźnieniami płatności, ani z ryzykiem kursu wymiany, a na dodatek były przeprowadzane w lokalnej, egzotycznej walucie partnera. I jak zwykle — nie można mieć wszystkiego.
Można jednak zrobić wiele, by rozliczenia międzynarodowe możliwie ułatwić. Oto obowiązujący na rynku usług finansowy trend. Kto jak kto, ale rodzime banki doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak ogromne polskie firmy mają zapotrzebowanie na proste w obsłudze, klarowne, a zarazem bezpieczne narzędzia umożliwiające im w miarę nieskrępowaną wymianę handlową. Nieskrępowaną czasem oczekiwania na wykonanie przelewu, nieskrępowaną dodatkowymi nieoczekiwanymi kosztami transakcji czy prowizją — niespodzianką za kolejne przewalutowanie. Generalnie tak się dzieje, chociaż z zawartego wewnątrz przeglądu ofert bankowych dla firm handlujących z zagranicznymi partnerami wynika, że w wielu przypadkach idzie to dość opornie.
Wszystkie poważne polskie banki, poważnie myślące o klientach firmowych, posiadają w ofercie produkty do rozliczania transakcji zagranicznych. Produkty te są jednak prawie identyczne, różnią się detalami. Przedsiębiorcy, który szuka czegoś dla siebie, może zakręcić się w głowie i bardzo często wybór oferty skazany jest na przypadek. Warto przyjrzeć się, które elementy oferty wyróżniają każdą z instytucji spośród konkurencyjnych propozycji. Warto zarazem zwrócić większą uwagę na nowości na rynku — m.in. produkty oferowane przez partnera dzisiejszego dodatku, czyli Citibank.
Bez jakichkolwiek podatków reklamowych — Citibank, kiedyś pionier na rynku kart kredytowych, znów rości sobie prawo do miana pioniera — tym razem na rynku rozliczeń transgranicznych. Nie ma się co łudzić — to jedyny (ciekawe jak długo?) bank, który — przynajmniej teoretycznie — umożliwia dokonanie płatności w jednej z 70 walut z pojemnego koszyka NBP. Czyni to, zdejmując na dodatek z klienta jedno z dwóch ryzyk związanych z wymianą waluty.
To jednak tylko wycinek zarówno propozycji partnera, jak i jego konkurentów. Klientom najbardziej zależy, by ich pieniądze były bezpieczne. A to już domena nie tylko banków. Te oferują produkty zabezpieczające transakcje, których konstrukcja przyprawia o zawrót głowy, ale się sprawdza. Dodatkowo międzynarodową wymianę handlową i ogromne pieniądze, które jej towarzyszą, można ubezpieczyć. Ba — powinno sie ubezpieczyć. Ryzyk, które jej towarzyszą, jest wiele, ale jedno jest szczególnie oryginalne — to ryzyko polityczne. Jakże często wola wyborców na drugim końcu świata albo przerost ambicji lokalnych polityków sprawia, że ten czy inny rynek z dnia na dzień może zamknąć się dla naszych firm. Na rzeczy, których przewidzieć się nie da, można się jednak przygotować. Najpierw jednak należy uświadomić sobie, czym tak naprawdę jest ryzyko polityczne, co i też czynimy.
Zapraszamy do lektury!