Zaledwie wczoraj pisałem o tym, że prezes Narodowego Banku Polskiego niespecjalnie przejmuje się ryzykiem recesji w związku z wojną w Ukrainie i zapowiada dalsze podwyżki stóp procentowych. W czwartek dokładnie taką samą perspektywę przyjął Europejski Bank Centralny, prowadzący politykę pieniężną strefy euro. Jego prezes Christine Lagarde przewiduje relatywnie niewielki wpływ wojny na koniunkturę, zapowiedziała ograniczanie skupu aktywów i walkę z inflacją. Ton jej wypowiedzi był dużo bardziej jastrzębi, niż oczekiwał rynek.
Prezes EBC na comiesięcznej konferencji po posiedzeniu decyzyjnym Rady Gubernatorów banku zapowiedziała, że program skupu aktywów będzie niższy od wcześniejszych zapowiedzi, i zasugerowała, że może skończyć się w trzecim kwartale. Nie wykluczyła, że bank będzie w tym roku podnosił stopy procentowe. Oczywiście EBC na razie jeszcze trzyma stopy na ekstremalnie niskim poziomie (stopa depozytowa wynosi -0,5 proc., a referencyjna 0 proc.), podczas gdy polski bank centralny już je wielokrotnie podnosił, ale trzeba pamiętać, że zarówno inflacja jak też wzrost gospodarczy są w strefie euro dużo niższe niż w Polsce. EBC jest więc w innym punkcie startowym niż Polska.
Po konferencji doszło do wyraźnego wzrostu rentowności obligacji skarbowych, które odzwierciedlają oczekiwania związane ze stopami banku centralnego. Rentowności niemieckich obligacji wzrosły w ciągu dnia o ok. 0,1 pkt proc., a włoskich o 0,2 pkt proc. Umocniło się też euro w stosunku do dolara.
Ruchy rynkowe nie są może bardzo duże, ale w zapowiedziach EBC widać jeden bardzo istotny sygnał – bank naprawdę boi się inflacji. Boi się, że wzrost cen będzie wyższy od dotychczasowych oczekiwań, a jego opanowanie będzie trudniejsze. Te obawy zdecydowanie dominują nad wszelkim ryzykiem związanym ze spowolnieniem gospodarki w związku z wojną w Ukrainie.
Niektórzy ekonomiści uważają, że to błędne podejście, że EBC za bardzo akcentuje ryzyko związane z inflacją, która powinna być przejściowa, a za mało dostrzega ryzyko związane z trwale niskim wzrostem gospodarczym w strefie euro. Eric Nielsen np. główny ekonomista UniCredit, napisał na Twitterze: „Zaczynam się martwić o politykę EBC. Z wojną za granicą, bezprecedensowymi sankcjami, perspektywą ogromnego szoku podażowego, inflacją napędzaną podażą, która obniża realne dochody ludności, oni zaostrzają politykę pieniężną”.
Ale EBC ewidentnie boi się, że straci kontrolę nad inflacją. Bank opiera się w dużej mierze na niemieckiej kulturze ekonomicznej, w której niska inflacja jest świętością. Nawet jeżeli w ostatnich latach wzrosło w Niemczech przyzwolenie na wyższą inflację i luźniejszą politykę makroekonomiczną, to pięcioprocentowa inflacja jest już jednym krokiem za daleko.
