Czas na egzamin

Anna Bytniewska
07-11-2008, 00:00

Nadchodzi czas próby dla firm chemicznych. Pokaże on, kto wyciągnął wnioski z kryzysu sprzed kilku lat. Ale tak źle jak wówczas być nie powinno.

Dekoniunktura przetestuje potencjał chemii

Nadchodzi czas próby dla firm chemicznych. Pokaże on, kto wyciągnął wnioski z kryzysu sprzed kilku lat. Ale tak źle jak wówczas być nie powinno.

Spadek cen ropy oraz krach na rynku finansowym sprawia, że producenci chemikaliów i tworzyw przygotowują się na najgorsze, bo obecnie nikt nie wie jak mocno tąpnie rynek. Niepewność pogłębia wahający się kurs złotego.

Szukanie dna

— Sytuacja jest bardzo płynna. Gdy ceny tworzyw spadają, wszyscy wstrzymują się z zakupami. Tym bardziej, że kontrakty zawiera się przeważnie kwartalnie, a więc obecnie ceny tworzyw uwzględniają jeszcze wysokie notowania ropy naftowej z początku września — mówi Krzysztof Kamiński, członek zarządu Anwilu, należącego do giełdowego PKN Orlen.

Trend spadkowy pogłębiają jeszcze kłopoty przetwórców tworzyw z uzyskaniem w bankach bieżącego finansowania działalności, bo koszty kredytów wzrosły.

— Rynek szuka dna. Za miesiąc lub dwa będzie wiadomo, na jakim poziomie się ono znajduje. Biorąc pod uwagę jednak, że ceny ropy spadły ze 140 USD za baryłkę do 60-70 USD , ceny PCW czy kaprolaktamu mogą być z początkiem roku niższe nawet o 30-40 proc. — mówi Krzysztof Kamiński.

Anwil już ograniczył produkcję tworzyw.

— Pod koniec roku robiliśmy zapasy na potrzeby sprzedaży w sezonie, który zaczyna się wiosną. W tym roku gromadzenia zapasów nie przewidujemy — podkreśla Krzysztof Kamiński.

Zawiniła motoryzacja

Ciech jeszcze w drugim kwartale 2008 r. mógł cieszyć się hossą na rynku produktów organicznych, które stanowią 31 proc. jego przychodów Należą do nich komponenty do produkcji tworzyw sztucznych TDI, EPI oraz żywice epoksydowe, wytwarzane przez Zachem i Sarzynę. Ich deficyt na rynku, spowodowany światowym wzrostem gospodarczym oraz awariami niektórych instalacji, wywindował ceny. Przyczyniły się do tego również wysokie notowania ropy naftowej w minionych miesiącach. Produkty organiczne Ciechu wykorzystywane są w przemyśle tworzyw sztucznych oraz farb lakierów, a także w przemyśle meblarskim i motoryzacyjnym. Wraz z osłabieniem koniunktury w budownictwie i przemyśle samochodowym rentowność także tych segmentów produkcji Ciechu będzie spadać.

— Obserwujemy już znaczące spadki cen TDI na rynku chińskim. To efekt bardzo trudnej sytuacji w przemyśle motoryzacyjnym i meblarskim. Nasza instalacja TDI w Zachemie pracuje. Nie planujemy na razie ograniczenia jej produkcji, ale sytuacja na rynku szybko się zmienia — mówi Ryszard Kunicki, prezes Ciechu.

Dodatkowo spadki cen może pogłębić nadprodukcja powstała w wyniku dużego zapotrzebowania na produkty organiczne w minionych kwartałach. Również wytwórcy innego komponentu do produkcji tworzyw — kaprolaktamu przeżywają trudne chwile. Światowe zdolności produkcyjne tej substancji ograniczono do 56 proc., a nagromadzone zapasy mogą powodować dalsze zmniejszanie produkcji. To także efekt tąpnięcia w przemyśle samochodowym. Zakłady Azotowe Puławy rozważają obecnie możliwość ograniczenia produkcji kaprolaktamu. W kraju oprócz nich wytwarzają go jeszcze tylko Azoty Tarnów. Jednak przetwarzają go dodatkowo na poliamid.

— Nie wiążemy swojej przyszłości z przetwórstwem kaprolaktamu na poliamid. Obecnie cały łańcuch petrochemiczny łącznie z produkcją kaprolaktamu cierpi. Spadają też ceny siarczanu amonu, który jest tutaj produktem ubocznym. Sprzedajemy go na rynek brazylijski. Przypuszczam, że ta sytuacja może potrwać kilka miesięcy — mówi Paweł Jarczewski, prezes ZA Puławy.

Azotom Tarnów sprzedaż tworzyw spadła.

— Ograniczyliśmy trochę produkcję i sprzedajemy. Część tworzyw trafia jednak do magazynów. Ceny surowców do produkcji znacząco spadły, chcemy więc to wykorzystać, aby zrobić zapasy — podkreśla Jerzy Marciniak, prezes Azotów Tarnów.

Lokomotywa zwalnia

Także rynek nawozów, który przynosił duże zyski krajowym potentatom chemicznym, powoli dostaje zadyszki. Ceny zbóż w tym roku osiągają w Polsce poziom zaledwie 450-480 zł za tonę. W 2007 r., było to 950 zł. Tymczasem nie ma ceł na import zbóż do Polski. Sytuację pogarsza duża podaż rzepaku w Europie, którego uprawa rozwijała się błyskawiczne w związku ze wzrostem zużycia biopaliw. Mniejsze dochody rolników to mniejsze wpływy producentów nawozów. A o kredyt w czasie kryzysu na rynkach finansowych będzie coraz trudniej.

— Niedawno wróciłem ze spotkania EFMA — organizacji zrzeszającej europejskich producentów nawozów. Pojawili się na nim jednak również przedstawiciele z innych regionów świata, w tym z USA. Wszyscy z niepokojem mówili o przyszłości branży. Nawet rosyjscy producenci, zazwyczaj umiejący zachować optymizm, teraz mieli z tym kłopoty — twierdzi Ryszard Kunicki.

Ale przedstawiciele Azotów Tarnów co do krajowej sprzedaży nawozów są optymistami.

— W grudniu rolnicy dostaną dopłaty, a więc dystrybutorzy nawozów powinni mieć więcej gotówki na ich zakup u producentów — podkreśla Jerzy Marciniak.

Ciech w trudnych chwilach będzie miał oparcie w segmencie sodowym. Cechuje się on mniejszą wrażliwością na wahania koniunktury.

— Właśnie przygotowujemy plan finansowy na 2009 r. Celowo przedłużamy prace, aby był jak najbardziej dostosowany do rzeczywistych warunków rynkowych, bo sytuacja jest bardzo dynamiczna i zmienia się niemalże z dnia na dzień. Polska nie jest odizolowana od reszty świata i powoli spowolnienie gospodarcze dotrze także i do nas. Nie widzę jednak powodów by wpadać w panikę — podkreśla Ryszard Kunicki.

Jego zdaniem, obecnie polski przemysł jest znacznie lepiej przygotowany na ciężkie czasy niż podczas ostatniego załamania rynku, które miało miejsce na początku tego wieku.

Zdaniem analityków

— W 2009 r. sytuacja uzależniona będzie oczywiście od światowej koniunktury. Większość polskich spółek cechuje mała efektywność, którą można poprawić, by zwiększyć zyski. Dobrze dobranymi inwestycjami można zniwelować negatywne wpływy z zewnątrz — mówi Kamil Kliszcz

W tym momencie jednak nie da się jeszcze dokładnie określić, jak będzie się przedstawiała sytuacja w przyszłym roku. Decyduje o tym nie tylko brak stabilizacji na giełdzie, lecz także niepewna sytuacja klientów spółek chemicznych.

— Ocenę rynku dodatkowo utrudnia niechęć partnerów handlowych do podpisywania umów na przyszły rok. Dopiero na początku 2009 r. będzie można naprawdę oszacować faktyczny popyt i reakcję spółek na jego zmianę. W przyszłym roku większości firm na pewno nie uda się powtórzyć dotychczasowych zysków, niewiadoma jest tylko skala ich spadków — zaznacza Paweł Burzyński.

Może się jednak okazać, że sytuacja w światowej gospodarce poprawi się, a dalsze osłabienie złotego zrekompensuje spadek cen.

— Rok 2009 będzie czasem zwiększania efektywności i poszukiwania oszczędności. Może się jednak okazać, że jeśli koniunktura nie będzie zła, wyniki spółek pozytywnie nas zaskoczą — podsumowuje Kamil Kliszcz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Chemia / Czas na egzamin