Czas na odreagowanie spadku cen obligacji

Mariusz Zaród, zarządzający w Quercus TFI
opublikowano: 2021-05-19 20:00

W ostatnich tygodniach pojawiło się sporo pozytywnych wiadomości dla polskiej gospodarki. Trzecia fala koronawirusa opada, a postępy w szczepieniach sugerują, że kolejnej fali może nie być lub będzie bardzo łagodna.

Mariusz Zaród, zarządzający w Quercus TFI
Mariusz Zaród, zarządzający w Quercus TFI
Marek Wiśniewski

Dane, które w zeszłym tygodniu opublikował GUS potwierdzają, że polska gospodarka wychodzi z recesji. PKB wzrósł w pierwszym kwartale o 0,9 proc. w porównaniu od czwartego kwartału 2020 r. Bardzo dobrze wygląda rynek pracy. Stopa bezrobocia jest jedną z najniższych w Europie, a liczba zarejestrowanych cudzoziemców w ZUS osiągnęła rekord i znacznie przekroczyła stan sprzed pandemii. Produkcja przemysłowa rośnie powyżej wieloletniego trendu. Sprzedaż detaliczna i usługi rynkowe, które najmocniej odczuły restrykcje, nadrobią straty po zniesieniu obostrzeń. Podobne tendencje widać też w innych krajach, a ich tempo zależy najczęściej od liczby szczepień.

Pokryzysowe odbicie gospodarcze, napędzane ogromnymi pakietami fiskalnymi i rekordowo niskim kosztem pieniądza powoduje wzrost apetytu na ryzykowne aktywa. Zyskują akcje oraz surowce. Wśród tych ostatnich warto wymienić surowce przemysłowe, jak ropa naftowa i miedź oraz większość surowców rolnych. Dwie ostatnie grupy odpowiadają za przyspieszenie inflacji konsumenckiej. Zaskoczyła ona nie tylko w Polsce (4,3 proc.), ale również w innych częściach świata. W USA ceny rosły najszybciej od 2008 r. (4,2 proc.), a w naszym regionie warto zwrócić uwagę na Czechy (3,1 proc.) i Węgry (5,1 proc.).

Przyspieszył również proces zmiany retoryki banków centralnych. Bardzo luźna polityka monetarna nie może trwać wiecznie i będzie stopniowo wycofywana. W pierwszym kroku dojdzie do ograniczenia skali zakupów obligacji, a następnie należy oczekiwać stopniowych podwyżek kosztu pieniądza. W Polsce najbardziej prawdopodobnym terminem na zmniejszanie wielkości odkupywanych obligacji jest końcówka 2021 r., a pierwszych podwyżek należałoby oczekiwać w drugim kwartale 2022 r. To termin trochę szybszy niż zapowiedział prezes NBP Adam Glapiński, który zacieśnienie monetarne widzi dopiero w drugiej połowie przyszłego roku. Z drugiej strony, nie można całkowicie wykluczyć małej podwyżki dostosowawczej w najbliższych miesiącach (np. o 0,15 proc.), której następstwem byłby pełny cykl w kolejnych latach.

Najważniejszym skutkiem ostatnich wydarzeń były dalsze wzrosty rentowności obligacji skarbowych na świecie, w tym również w Polsce. Dynamika spadków cen obligacji była bardzo wysoka. Najbardziej traciły obligacje 5 i 10-letnie. Kontrakty terminowe na krótkoterminowe stopy procentowe przesunęły się istotnie w górę i zaczęły wyceniać szybkie podwyżki stóp procentowych. Stoi to w sprzeczności z naszą wizją, jak również z ostatnimi wypowiedziami prezesa NBP. Ostatni ruch rentowności w górę uważamy za przereagowanie.

Skala wyprzedaży obligacji, która nastąpiła w tym roku, osiągnęła już spore rozmiary. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych wzrosła z 1,23 do prawie 2 proc. obecnie. Przesunęły się też oczekiwania na normalizację polityki monetarnej NBP. Przy obecnych uwarunkowaniach makroekonomicznych (wysoka inflacja i oczekiwane znaczne przyspieszenie PKB po zniesieniu obostrzeń) zasadnym wydaje się stwierdzenie, że dojdzie do podwyżek stóp procentowych. Kwestią otwartą pozostaje jednak ich skala i czas. Wydaje się, że inwestorzy zbyt optymistycznie podeszli do szybkości działania NBP. Nam bliżej jest do wizji Rady Polityki Pieniężnej, która zakłada zacieśnienie monetarne dopiero w przyszłym roku. Taki scenariusz pozwoliłby na częściowe odreagowanie spadków cen obligacji.