Kilka lat temu we Włoszech zeznania skruszonych gangsterów postawiły na głowie scenę polityczną w tym kraju. W Polsce życiem publicznym wstrząsają skruszeni politycy. Janusz Kaczmarek musiał obejrzeć w telewizji konferencję prasową ze swojego odwołania, by przejrzeć na oczy. Roman Giertych przez rok zasiadał w wygodnym fotelu wicepremiera i dopiero teraz dostrzegł, że rząd, w którym zasiadał, buduje państwo policyjne. Także Andrzej Lepper, który jeszcze nie tak dawno temu uznał się za ojca IV RP, dziś się tego ojcostwa wypiera.
Można mieć wątpliwości, gdy swoje spiskowe wizje roztacza — nie pierwszy już raz — Andrzej Lepper. Ale to przecież Jarosław Kaczyński, powierzając mu jedną z najwyższych funkcji w państwie, sprawił, że jego słowa traktowane są ze znacznie większą uwagą niż na to powinny zasługiwać. Ministra Zbigniewa Ziobry nie oskarża już chłopski watażka, ale były wicepremier w rządzie RP. Giertych i Kaczmarek też pełnili jedne z najważniejszych funkcji w państwie i chcielibyśmy wierzyć, że takich stanowisk nie powierzano fantastom i mitomanom.
Skruszonym politykom przyświeca taka sama motywacja jak skruszonym przestępcom — nadzieja na łagodny wyrok sądu lub wyborców. W grę może też wchodzić chęć odwetu za wyrzucenie z rządu, pomniejszenia własnej winy. To wszystko każe traktować wyznania skruszonych z dużą rezerwą i ostrożnością. A jednak zupełnie tych wyznań zlekceważyć nie można — bo jeśli dla ratowania swojej skóry skruszeni kłamią, to będą mieli poważny problem w przyszłości, ale jeśli mówią prawdę, wszyscy mamy poważny problem już teraz.