Czas podsumować MWC

Mobile World Congress w Barcelonie, czyli największe na świecie targi nowych technologii mobilnych już za nami. Czas podzielić się spostrzeżeniami i wyciągnąć kilka wniosków.

Wirtualna i rozszerzona rzeczywistość (virtual reality, augmentem reality) to już nie filmy science fiction, ale teraźniejszość. Okulary i kaski, za pośrednictwem których można przenieść się w świat wirtualny, na Mobile World Congress (MWC) można było zobaczyć na każdym kroku. Producenci tabletów prezentowali, w jaki sposób rozszerzona rzeczywistość wkracza w naszą codzienność.

WiFi nie dla każdego

“Mobile is everything” - hasło, pod którym wystartował Mobile World Congress 2016 oraz prezentowane produkty sprawiały wrażenie, że przyszłość z kultowych filmów science fiction już nas dogoniła.

A jednak na MWC pojawiły się zgrzyty, z powodu których hasło kongresu przestało być adekwatne. Na tegoroczny kongres ściągnęło podobno 100 tys. osób z całego świata. Tymczasem połączenie z WiFi w halach wystawowych nie było łatwym zadaniem. I nie dlatego, że brakowało sieci. Było ich aż nadto, ale do większości trzeba było mieć hasło. Wszystko to sprawiało, że w przypadku części urządzeń mobilnych połączenie było niestabilne, a wielu sieci nie było widać w ogóle. 

Trudno się tu nie zgodzić z Markiem Zuckerbergiem, który był gwiazdą tegorocznego MWC. Uznał on za dziwaczny fakt, że w 2016 r. nadal około 4 mld ludzi nie ma podłączenia do sieci. 

Biznes mówi po chińsku

Twórca Facebooka nie tylko w tym temacie ma rację. Niedawno z okazji Chińskiego Nowego Roku usłyszeliśmy, jak płynnie po chińsku składa życzenia noworoczne. Również po wizycie w Barcelonie nasuwa się myśl – spieszmy się uczyć chińskiego. Na MWC oprócz angielskiego było słychać przede wszystkim język chiński. Kto wie, czy już za rok angielski nie będzie jedynie słyszalny na spotkaniach biznesmenów z zagranicznymi mediami. Biznes w Barcelonie mówił przede wszystkim w języku Konfucjusza. Co wcale nie dziwi w kontekście liczby wystawców z Państwa Środka, których było około 200. Z Polski przyjechało 10 firm. 

Polski akcent

A raczej akcencik. Polskie firmy nieco rozczarowały, bo wystawców znad Wisły można było zliczyć na palcach, a prezentacja niektórych stoisk pozostawiała wiele do życzenia. Główną formą promocji były ulotki i foldery. Trudno więc wyobrazić sobie, by przypadkowy przechodzień od tak miał ochotę zatrzymać się i podpytać o ofertę. 

Kolejny zarzut, to słaba widoczność stoisk. Tutaj pozytywnie wyróżniła się firma Comarch, której stoisko widać było z daleka. Wielkim rozczarowaniem okazało się natomiast ukryte w rogu jednej z hal stoisko Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego - maleńkie loga firm i tylko kilka osób pochłoniętych rozmową.

Wiadomo, że Polska nie jest potęga technologiczną, ale taka prezentacja stawia pod znakiem zapytania sens wyjazdu na MWC.

Kilka państw zdecydowało się zgromadzić krajowe firmy pod szyldem narodowym, co w przypadku mniejszej ilości wystawców było ciekawym pomysłem. Francuskie firmy skupiły się pod szyldem koguta, a zwiedzających zapraszali bracia Dalton z popularnej swego czasu kreskówki „Lucky Luke”. Imponujący był pawilon Izraela, obok którego, choćby ze względu na rozmiar, trudno było przejść obojętnie.

Być może za rok polskie firmy zdecydują się na podobne rozwiązanie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Łasica

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Czas podsumować MWC