Czechowicz: wielkie ego to nie wartość

opublikowano: 14-12-2016, 12:57

Tomasz Czechowicz twierdzi, że odejście Cezarego Smorszczewskiego nie demoluje układanki PEM. Ma silny team partnerów i menedżerów. A jeśli trafi się talent dający coś ekstra, zwolni mu fotel prezesa.

Zobacz więcej

Tomasz Czechowicz

Marek Wiśniewski

Ten sam prezes na dwóch stołkach – w MCI i PEM – to dobry, docelowy pomysł?
Docelowo o tym zdecyduje rada nadzorcza PEM. Najważniejsze dla mnie jest to, że mamy bardzo efektywny model działania, bardzo dobrych partnerów. Ewentualny nowy partner zarządzający musi wnieść odpowiednią wartość do organizacji. Te obszary to projekty rozwojowe w ramach nowych funduszy czy zbieranie większego finansowania. Jeśli jest talent, który nam to rozwinie, to widzę w tym wartość.

Nie ukrywajmy jednak, że niezależnie od roli rady nadzorczej to – patrząc w akcjonariat obu spółek – pan jest tu kluczową postacią i pańskie zdanie ma niebagatelne znaczenie.
PEM to nie tylko ja. To kilka bardzo mocnych nazwisk, które realizują wielkie inwestycje, budują wartość MCI i PEM.

Zgoda. Ale nie mają takich relacji osobistych w świecie biznesu jak Cezary Smorszczewski, były już prezes PEM.
Trzeba umiejętnie ocenić rolę relacji osobistych w procesie inwestowania. Co one wnoszą? Jeśli fundusz dobrze zarabia, to rynek da ci pieniądze. Jak masz pieniądze to przelicytujesz innych np. w procesie aukcyjnym. Liczą się twarde fakty i plany, wyliczenia specjalistów od ryzyka. Wspólne kolacje tu nie pomogą. Proszę zwrócić uwagę na to, że wiele procesów zakupowych i sprzedażowych jest prowadzonych w systemie aukcyjnym.

Wyceniany dziś na ponad miliard dolarów Gett z waszego portfela to był plan ludzi od excela?
Założyciela Gett poznaliśmy jeszcze kilka lat temu, gdy na spotkaniach branży inwestycyjnej szukał wsparcia dla swojego pomysłu. Jeśli więc chodzi o przedsiębiorców – tak tu element relacyjny jest istotny. Ale już przy procesie sprzedaży Allegro jego wartość wyniosła równe zero. Liczyło się sprawne procesowanie, pomysł, chęć. Zaś dla przedsiębiorcy relacje z ludźmi z funduszy są ważne, jednak równie istotne jest to, co oprócz pieniędzy fundusz może dać drugiej stronie. Mamy partnerów i zespół inwestycyjny z doświadczeniem unikalnym w tej części Europy.

Czy na rynku jest osoba, mogąca zastąpić Tomasza Czechowicza na stanowisku prezesa PEM?
Jako akcjonariusz PEM i duży dostawca kapitału zarządzanego przez fundusze jestem przygotowany na obie opcje. Także taką, w której mam drugiego, silnego współzarządzającego partnera, koncentrującego się na budowaniu wartości spółki. Mamy pracę do wykonania także w zakresie rozwoju biznesu. Globalni gracze mają platformy z ponad 20 strategiami inwestycyjnymi, my – lokalni - mamy zaledwie 4 i to na różnych etapach rozwoju.

Czyli nic się nie stało? Dla wielu postronnych obserwatorów PEM to był Tomasz i Cezary, dwaj główni akcjonariusze i dwie najmocniejsze osobowości.
Cezary Smorszczewski dużo włożył do organizacji, był bardzo aktywny w procesie IPO. Wykonał dużo pracy w zakresie podniesienia kultury organizacji, zdjął trochę takiego matematycznego klimatu z nas. Pamiętajmy, że to nie była inicjatywa PEM żeby zakończyć z nim teraz współpracę.

Gdy pisałem o odejściu Smorszczewskiego, część rozmówców zwracała uwagę na to, że dwa mocne ego na dłuższą metę się wykluczają.
Jest udowodnione, że im większe ego tym niższy wzrost. To największe zagrożenie dla branży private equity. Widziałem ludzi o wielkim ego, tracących pieniądze na wielkich transakcjach. Widziałem też moich współpracowników wykorzystujących przerośnięte ego drugiej strony. Ego to czuły punkt w naszej branży. Odzywa się zwykle po dużych sukcesach. Zatem, gdy ktoś ma duży sukces, to czasem go dajemy na przechłodzenie do spokojniejszych projektów.

Czy pan ma czasem chłodną autorefleksję, świadomość popełnianych błędów w zarządzaniu? 
Analizuję zachowania swoje i spółki, staram się wyciągać z nich wnioski. Moim celem jest zarządzanie biznesem w sposób bezpieczny dla inwestorów funduszy jak i akcjonariuszy PEM i MCI. To też gromadzenie talentów w branży. Bronią nas wyniki: zaczęliśmy w 1998 roku z 0,5 NAV na akcję, teraz jesteśmy po 40-krotnym wzroście kapitału. Właśnie dlatego poszedłem do private equity - tu jest ścisły pomiar, jasny wynik własnych decyzji. To jest piękno tej branży. Nie nadaję się do polityki. Nadaję się do inwestowania.

Wyniki pana bronią. Szybko zasypie pan dziurę w transakcjach w których udział miał były prezes?
PEM i MCI to nie jest one man show. Biznes jest tak ustawiony, by kręcić się nawet wówczas, gdy ważny menedżer zejdzie z pokładu. Wyjęcie kilku klocków nie powoduje zawalenia budowli. Ja nie ukrywam, że lubię tę pracę i nie mam ambicji ponad działanie w private equity. Nie mam ciśnienia, robię coś co mi sprawia przyjemność – budowanie firm w takiej formule.

Jedno to lubić, drugie to móc. W związku z nowym stanowiskiem wydłuży pan dobę o kilka godzin? Da się utrzymać dotychczasową efektywność biorąc więcej na głowę?
Już miałem szeroki zakres odpowiedzialności jeśli chodzi o PEM. Teraz dojdzie mi aspekt komunikacyjny i szersza odpowiedzialność za fundusz MCI.EuroVentures. Oznacza to, że muszę zrezygnować z części obowiązków np. w radach nadzorczych. Możliwe że oddeleguję część zadań w obszarze zarządzania portfolio, chociaż bardzo dobrze się w tym obszarze odnajduję i przynosi mi to sporo satysfakcji.

Nie odbije się to na efektywności na tych przekazanych projektów?
Niezależnie od tego i tak musimy skalować zasoby, czasem potrzeba tego typu bodźców, żeby wpuścić świeżą krew. Powtórzę raz jeszcze: to nie jest one man show.  

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu