Czekanie na Paryż

Barbara Warpechowska
opublikowano: 14-11-2014, 00:00

Ustalenia dotyczące pakietu klimatyczno- -energetycznego wymagają precyzyjnych uściśleń, aby nie budziły wątpliwości

Od kilku miesięcy wszyscy czekali na październikowe spotkanie przywódców państw Unii Europejskiej w Brukseli. Niezwykle ważny temat: pakiet klimatyczno-energetyczny. Trwały zakulisowe spotkania i rozmowy. Przedstawiciele przemysłu alarmowali, że dalsze zaostrzanie polityki i proponowana redukcja emisji dwutlenku węgla doprowadzi do przeniesienia hut, cementowni i chemii poza europejski kontynent, gdzie nie obowiązują tak rygorystyczne warunki. Polska, której energetyka oparta jest na węglu, szukała sojuszników i mówiła o wecie.

Bloomberg

Kompromis w Brukseli

Nie było go jednak. Udało się wypracować kompromis. Co zatem ustalono w Brukseli? Dokument, czyli konkluzje przyjęte przez Radę Europejską, można przeczytać po polsku (EUCO 169/14) pod adresem http://www.consilium.europa.eu/uedocs/cms_data/docs/ pressdata/PL/ec/145432.pdf Przyjęto 40-procentową redukcję emisji dwutlenku węgla do 2030 r. w porównaniu z rokiem 1990.

To najważniejszy zapis. Polska dopominała się o gwarancje, że realizacja takiego celu nie pociągnie za sobą dodatkowych kosztów dla polskiej gospodarki i wyższych rachunków za energię dla konsumentów. Mówił nam o tym tydzień przed szczytem Marcin Korolec, pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej. Przywódcy uzgodnili, że każdy kraj będzie ponosił ciężar pakietu zgodnie ze swoim stopniem zamożności i zdolnościami do działania w celu ochrony klimatu.

— Porozumienie oparte jest na zasadzie solidarności. Państwa z niższym dochodem otrzymały wsparcie, które mają im pomóc w okresie przejściowym do uzyskania rozbudowanego sektora czystej energii — podkreślał Herman Van Rompuy, przewodniczący Rady Europejskiej.

Jakie PKB?

Mniej zamożne kraje UE (z PKB poniżej 60 proc. średniej unijnej) będą mogły przekazywać darmowe pozwolenia na emisję CO 2

elektrowniom do 2030 r. W informacjach z Brukseli wśród tych państw wymieniano Polskę. Co więcej, polska energetyka będzie mogła otrzymać pulę darmowych uprawnień o wartości 31 mld zł. Zaraz też pojawiły się wątpliwości. Z danych Eurostatu wynika, że PKB Polski na głowę, mierzony w standardzie siły nabywczej w 2012 r. wyniósł 66 proc. średniej UE.

Mateusz Szczurek, minister finansów, podczas pierwszego czytania projektu ustawy budżetowej na przyszły rok mówił w Sejmie, że PKB w 2013 r. wynosiło 68 proc. unijnej średniej. A w przyszłym roku, po uwzględnieniu siły nabywczej, wyniesie 71 proc. średniej unijnej. Jednak okazało się, że chodzi o nominalne PKB na głowę mieszkańca. W ubiegłym roku nominalnie średnia unijna PKB na mieszkańca (Nominal Gross Domestic Product per capita) wyniosła 25,7 tys. EUR, a dla Polski ten wskaźnik osiągnął 10,1 tys. EUR.

Pieniądze na modernizację

Najmniej zamożne państwa UE podzielą się też pieniędzmi ze specjalnej rezerwy utworzonej z 2 proc. pozwoleń na emisję. Według nieoficjalnych wyliczeń Polska na otrzymać ok. 7,5 mld zł do 2030 r. na modernizację energetyki. Dla porównania budowa bloku o mocy 1075 MW w Kozienicach, z którego prąd popłynie w trzecim kwartale 2017 r., będzie kosztować 6,4 mld zł. W zarządzanie tymi funduszami zaangażowany ma być Europejski Bank Inwestycyjny.

Natomiast państwa z PKB poniżej 90 proc. średniej unijnej (czyli również my) dostaną też dodatkowe pozwolenia na emisję dwutlenku węgla. Dla nich przeznaczone będzie 10 proc. całkowitej sumy wszystkich uprawnień. Ale należy je zainwestować w połączenia międzysystemowe dla globalnego rynku energii w Europie.

OZE i efektywność

Porozumienie przewiduje również, że udział energii ze źródeł odnawialnych w całkowitym zużyciu energii elektrycznej w UE wyniesie co najmniej 27 proc. w 2030 r. Cel ten będzie wiążący na poziomie całej Unii, ale nie dla poszczególnych państw członkowskich. Tego domagała się Polska, ponieważ wcześniejsze plany przewidywały, że cel zostanie przełożony na konkretne zobowiązania dla państw członkowskich.

Obecnie udział energii odnawialnej w Unii Europejskiej wynosi około 14 proc., natomiast w Polsce w ubiegłym roku zaledwie 6 proc. Unia ustaliła też, że zwiększy efektywność energetyczną o co najmniej 27 proc. To mniej, niż proponowała na początku roku Komisja Europejska, która chciała zobowiązania do zwiększenia efektywności energetycznej o 30 proc. Dlatego UE zamierza ponownie przyjrzeć się uzgodnionym zapisom w tej sprawie w 2020 r. i będzie mogła podwyższyć ten cel do poziomu proponowanemu przez KE.

Nie powtórzmy błędów

Przypomnijmy, że Polska poparła pakiet klimatyczno- -energetyczny w 2007 r., ale sposób, w jaki był on wówczas przedstawiany, nie zapowiadał późniejszych problemów. Poza tym, był to czas prosperity gospodarczej i większość państw spodziewała się w miarę szybkiego podpisania międzynarodowego porozumienia, które miało wejść w życie w miejsce Protokołu z Kioto. Szczegółowe ramy prawne zaczęły powstawać później i de facto zmieniły pierwotne konkluzje. Zaczęto je naprawiać, m.in. poprzez darmowe uprawnienia energetyki.

Dlatego dobrze by było, aby tym razem od początku przedstawiciele Polski pilnowali przekładania konkluzji z październikowego szczytu na prawne dokumenty. Na dodatek najwięksi światowi emitenci: Chiny, USA, Indie i Rosja, nie miały ochoty iść w ślady Unii Europejskiej, która sama odpowiada zaledwie za niecałe 12 proc. emisji CO 2. Na konferencji klimatycznej w Durbanie sprawę odłożono na później. Do negocjacji globalnego porozumienia kraje wrócą w 2015 r. w Paryżu. Jeżeli zostanie zawarte, to zacznie działać w 2020 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Polecane