Niewielkie Gellwe rzuca rękawicę austriackiemu rywalowi
Napój energetyczny firmy Gellwe przegonił słynnego rywala. Do nokautu jednak daleko.
To, co się dzieje na rynku napojów energetycznych, może przyprawić o zawrót głowy. Ich sprzedaż rośnie jak szalona, a temperatura rywalizacji między ich producentami sięga zenitu. Dotychczasowemu liderowi rynku, austriackiej firmie Red Bull, po piętach zaczyna mocno deptać Gellwe z podkrakowskiego Zabierzowa.
Wiesław Włodarski, prezes i właściciel Gellwe, ma powody do zadowolenia. Jak wynika z danych firmy badawczej Nielsen, należąca do Gellwe marka Tiger w okresie grudzień 2006-styczeń 2007 po raz pierwszy w historii wysunęła się na pozycję numer jeden w kategorii napojów energetycznych pod względem udziałów ilościowych.
Wojna na ceny
Szef podkrakowskiej firmy przekonuje, że jest to rezultat precyzyjnie zaplanowanej strategii sprzedażowo-marketingowej. Ale Red Bull nie sprawia wrażenia zmartwionego.
— Jesteśmy obecni w trzech segmentach rynku napojów energetycznych: w gastronomii, stacjach benzynowych i w detalu. W pierwszych dwóch wciąż prowadzimy. W gastronomii udział rynkowy Red Bulla przekracza 90 proc., a w segmencie stacji benzynowych 56 proc. — mówi Anna Czerniecka z Red Bull Poland.
Dodaje, że pod względem wartości sprzedaży Red Bull wciąż ma ponad 50 proc. udziału w całym rynku, a w detalu blisko 45 proc. Jej zdaniem, w styczniu cena Tigera wynosiła średnio jedną trzecią ceny Red Bulla (w przeliczeniu na litr).
Ofensywa Gellwe
Jedno jest pewne. Sukces marki Tiger należy do głównych motorów szybkiego rozwoju sprzedaży Gellwe, która w 2006 r. sięgnęła 220 mln zł.
Firma ma ochotę utrzymać dwucyfrowe tempo wzrostu i zapowiada mocne wsparcie sprzedaży sztandarowych wyrobów. Rozważa też wejście w nowe niszowe rynki, nie wykluczając akwizycji.