Czerwony słoń czeka na niebieskiego osła

Jacek Zalewski
06-03-2008, 00:00

Tegoroczna gonitwa prezydencka w USA przebiega z niezwykłą zaciętością. O tej porze wyborczego roku sytuacja w obozach Republikanów i Demokratów zwykle była już wykrystalizowana, a przeprowadzane pod koniec lata konwencje stawały się formalnością i służyły jedynie zwieraniu partyjnych szeregów. Republikanie dochowali tradycji — senator John McCain jako tradycyjny słoń w czerwonych barwach może się gotować do ostatecznej rozgrywki z… No, właśnie — z kim? Symboliczny niebieski osioł Demokratów zostanie wystawiony dopiero 27 sierpnia na konwencji w Denver. Do tego czasu pojedynek między senatorami Hillary Clinton a Patrickiem Obamą będzie partię politycznie wyniszczał — ale sama tego chciała.

Rozgrywka będzie pasjonowała cały świat, jako że sondaże potwierdzają, że 4 listopada prezydentem USA wybrany zostanie kandydat Demokratów. To znaczy — tak wynika z odpowiedzi na pytanie o preferencje partyjne. Kiedy jednak zostaje ono spersonifikowane, rozkład głosów wygląda nieco inaczej — wobec dynamicznego Patricka Obamy sędziwy John McCain rzeczywiście stoi na straconej pozycji, ale z Hillary Clinton teoretycznie wygrywa. Notabene jego sztab od wczoraj w zasadzie nie musi wykonywać wielkiego wysiłku umysłowego, wystarczy notować słabe punkty Demokratów, które będą sobie wzajemnie wytykać oboje rywale walczący o nominację.

Zdając sobie sprawę z wyborczych realiów, Hillary Clinton wróciła do koncepcji dość oczywistej od wielu miesięcy — żeby demokratyczna para połączyła wysiłki i jedno z nich zostało prezydentem, a drugie wice. Obama jest jak najbardziej za, tyle że… każdy uważa, że numerem jeden powinien być właśnie on. Różnica między Air Force One a Air Force Two — mimo że oba samoloty technicznie różnią się niewiele — jest wręcz gigantyczna. Prezydent USA zasadnie uważany jest za prezydenta globu, wiceprezydent zaś nie ma żadnych uprawnień i głównie trwa w pogotowiu, a żeby się nie zanudził — powierzono mu marszałkowanie w Senacie.

Dla nas z tego wszystkiego nauczka, że podejmowanie wszelkich strategicznych decyzji w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi naprawdę należy odłożyć na spokojniejszy czas po 4 listopada. George W. Bush schodzi ze sceny i wykonuje gorączkowe ruchy pożegnalne, ze słynną tarczą antyrakietową na czele. W najbliższy poniedziałek premier Donald Tusk wpadnie do Waszyngtonu dosłownie na nocleg i godzinną rozmowę w Białym Domu — może to lepiej, że na tak krótko.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Czerwony słoń czeka na niebieskiego osła