Prąd i ciepło z obornika i gnojowicy to dobry interes
w Czechach. Krajowi inwestorzy mogą na tym skorzystać.
BGS Energy Plus zadebiutuje
na alternatywnym rynku giełdowym GPW na przełomie sierpnia i września.
BGS Energy Plus to czeska spółka, która po czterech latach sprzedaży technologii do biogazowni rozpoczęła w zeszłym roku własne inwestycje. Dlaczego debiut w Polsce?
— Dla młodych przedsiębiorców nie ma w Europie Środkowej i Wschodniej alternatywy dla New Connect. Zainteresowanie naszym rynkiem jest w Czechach bardzo duże — mówi Bogusława Cimoszko-Skowrońska, prezes CMS Pro Alfa, autoryzowanego doradcy BGS.
To powinno cieszyć krajowych inwestorów, którzy będą mieli okazję uczestniczyć w rozwoju ciekawych spółek zza granicy.
Rozwojowy biznes
BGS zdobył 6,7 mln zł. Z przebiegu oferty prywatnej powinien być zadowolony, bo inwestorzy chcieli kupić więcej jej akcji, niż oferował (redukcja zapisów wyniosła 10 proc.). Nowi akcjonariusze objęli 25 proc. w podwyższonym kapitale, a wśród nich jest szwedzki fundusz energii odnawialnej oraz drobni inwestorzy z Czech, Polski i Szwajcarii.
BGS chce stać się biogazowym liderem w Czechach. By tak się stało, musi szybko zdobywać udziały na silnie wzrostowym rynku. Stowarzyszenie biogazu CZ Biom szacuje, że w cztery lata liczba instalacji biogazowych wzrośnie w Czechach z 55 do 400, a ich łączna moc skoczy z niecałych 50 do 200 MW (co najmniej drugie tyle w postaci ciepła). Dla porównania — w dużo większych Niemczech, które przodują w produkcji energii z biomasy, już teraz funkcjonuje 4 tys. biogazowni. BGS współpracuje zresztą w zakresie technologii z niemieckim UTS Biogastechnik (w ramach joint venture oferuje budowę kompletnych instalacji).
Na przykładzie działającej i na razie jedynej biogazowni BGS w Zavidkovicach widać zyskowność tego biznesu (dwie spółka zaprojektowała i wybudowała dla inwestorów zewnętrznych). Przy nakładach około 12 mln zł, z czego niecałe 5 mln zł stanowiły bezzwrotne subsydia, EBITDA wynosi 3 mln zł (marża przekracza 50 proc.). Pieniądze od inwestorów wystarczą na wkład własny dla 4-5 instalacji. Obecnie BGS buduje pięć własnych biogazowni oraz trzy dla zewnętrznych klientów i przygotowuje kolejne projekty. Polska i Słowacja wydają się naturalnym rynkiem ekspansji spółki, ale na razie barierą są stosunkowo niskie stawki odkupu energii.
Jak to działa
Gnojowica, obornik czy rośliny energetyczne (np. kukurydza) trafiają do fermentora. Tam wytwarza się gaz, który następnie jest spalany i zamieniany na ciepło i prąd elektryczny. Dlaczego jednak biznes ten dobrze kręci się u naszych południowych sąsiadów, a u nas spółki robią do niego dopiero przymiarki? Odpowiedź jest prosta. Pieniądze. Stawka za 1 kWh prądu odbieranego od producenta jest w Polsce jednakowa. Tymczasem w Czechach zależy od używanych zasobów. Za 1 kWh można otrzymać w Polsce 0,1 euro (dla średniego kursu z czerwca), a w Czechach — 0,09 euro z elektrowni wiatrowej, 0,16 euro z biogazowni i aż 0,48 euro z elektrowni słonecznej (korzysta na tym Photon Energy z New Connect). To jedne z najwyższych stawek w Europie i do tego zagwarantowane na 20 lat. Biogazownie mają jednak przewagę nad ogniwami słonecznymi. Oprócz niższych kosztów, ich efektywność nie zależy od pory dnia czy pogody. Dlatego mogą produkować energię przez całą dobę, a do tego o dającej się prognozować mocy. To niezwykle cenna stabilność przy konstruowaniu biznesplanu. Dodatkowo rozwój biogazowni w Czechach wspierany jest przez zwolnienia podatkowe oraz bezzwrotne subsydia. To na nich w 30 proc. ma opierać się docelowa struktura finansowania biogazowni BGS. Pozostałe 65 proc. to dług, a jedynie 5 proc. ma pochodzić z zasobów spółki. W przypadku projektów bez subsydiów udział kapitału własnego miałby skoczyć i tak do jedynie 10-20 proc. wydatków inwestycyjnych.