Czeskie półki, polskie problemy

opublikowano: 25-01-2021, 20:00

Spożywczy protekcjonizm rządu w Pradze, choć zapewne niezgodny z unijnym prawem, może uderzyć w polskich eksporterów żywności

Przeczytaj tekst i dowiedz się:

  • Jakie zasady zamierzają wprowadzić Czesi
  • Jak można je wprowadzić obchodząc unijne przepisy
  • Jak sprawę komentują polskie firmy

Od przyszłego roku 55 proc. produktów sprzedawanych w czeskich sklepach spożywczych (o powierzchni ponad 400 m kw.) ma pochodzić od rodzimych producentów. Sześć lat później ma to być aż 73 proc. Takie przepisy — nazywane w mediach ustawą o czeskich spółkach - przyjęła kilka dni temu niższa izba czeskiego parlamentu. Teraz nad projektem ma pracować senat, a po jego ewentualnym przyjęciu konieczny będzie podpis prezydenta.

Nieprzypadkowa lista

Regulacje mają dotyczyć około setki produktów, w tym przede wszystkim mięsa, nabiału, warzyw czy owoców. Tak się składa, że są o artykuły, które za południową granicę wysyłają bardzo często polskie firmy. Sprzedajemy Czechom także wiele przetworów warzywnych i owocowych, wyrobów ciastkarsko-cukierniczych, słodyczy oraz koncentratów spożywczych. Żywność to znaczna pozycja w naszym eksporcie do południowego sąsiada.

Premier — producent żywności:
Premier — producent żywności:
Andrej Babiš to nie tylko lider partii ANO i premier Czech, ale także właściciel koncernu Agrofert, największego w kraju producenta żywności. Nowe przepisy to woda na jego młyn. Andrej Babiš twierdzi, że wprawdzie posłowie jego ugrupowania przyjęli taką ustawę, to on za nią nie lobbował.
Martin Divisek

- Pod względem wartościowym Polska jest drugim po Niemczech eksporterem produktów spożywczych do Czech, a ilościowo numerem jeden - mówi Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso (ZPM).

Wartość tego eksportu to około 1,4 mld EUR — dla porównania: do Chin eksportujemy za około 0,3 mld EUR. Nic więc dziwnego, że kontrowersyjne przepisy wzbudziły żywą reakcje po naszej stronie Olzy.

- Myślę, że jest to sprzeczne z przepisami wspólnotowymi i zostanie zablokowane przez Komisję Europejską - uważa Stanisław Bizoń, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Przemysł Rozlewniczy.

Podobnego zdania są przedstawiciele innych branż spożywczych.

- Jesteśmy na jednolitym rynku Unii Europejskiej i takie praktyki mogą być uznane za niedozwolone – mówi Agnieszka Maliszewska, dyrektor Polskiej Izby Mleka.

Wzburzenia nie kryje również Marek Przeździak, prezes Polbisco-Polskiego Stowarzyszenia Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych, do którego należy wielu eksporterów słodyczy.

- Jeśli ta propozycja zostanie wprowadzona w życie, zgłosimy zastrzeżenia do Komisji Europejskiej – zapewnia szef stowarzyszenia.

Problem w tym, że to może nie przynieść oczekiwanego efektu.

Kłopot z protestami

- Zanim Czechy zdecydują się wprowadzić w życie takie przepisy, jako członek Unii Europejskiej powinny je notyfikować. W czasie notyfikacji kraje, które uważają, że przepisy zaszkodzą ich przedsiębiorcom, mogą zgłaszać uwagi lub tzw. opinie blokujące, do których czeski rząd będzie musiał się ustosunkować – mówi Andrzej Gantner, wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ).

Czeskie władze mogą jednak, jego zdaniem, argumentować, że chodzi tylko o przepisy wewnętrzne, które nie mają wpływu na relacje międzynarodowe. Byłoby to wprawdzie sprzeczne z faktami, ale taka interpretacja umożliwiłaby wprowadzenie nowych regulacji bez pytania o zdanie Komisji Europejskiej. Nawet jednak wystąpienie o notyfikację nie poprawi znacznie sytuacji polskich eksporterów.

- W praktyce może oznaczać trzymiesięczne opóźnienie we wdrożeniu spornego przepisu, jednak nie zablokuje całkowicie jego wdrożenia. Po wejściu w życie może on zostać zaskarżony do Komisji Europejskiej jako bariera w handlu naruszająca zasady wspólnego rynku. Problem w tym, że komisja nie stosuje w takich przypadkach tzw. mechanizmu zabezpieczenia blokującego przepis do czasu rozstrzygnięcia, a średnia długość rozstrzygania takiego sporu to około pięć lat. W tym okresie nowe regulacje obowiązują i polscy przedsiębiorcy mogą mieć utrudniony dostęp do czeskiego rynku, a jeśli już ktoś z rynku wypadnie, to trudno jest na niego wrócić, szczególnie po tylu latach – argumentuje wiceprezes PFPŻ.

Przypomina jednocześnie, że podobnie protekcjonistyczne pomysły były zgłaszane całkiem niedawno także w Polsce.

- Niespełna rok temu mówił o nich Krzysztof Ardanowski, ówczesny minister rolnictwa. Zapomniał najwyraźniej, że Polska jest eksporterem netto żywności o wartości ponad 30 mld EUR i taka polityka bardziej zaszkodzi niż pomoże naszym producentom. Dlatego już wtedy przestrzegaliśmy przed tak źle rozumianym patriotyzmem gospodarczym i wspieraniem protekcjonistycznych zachowań, które w efekcie uderzą w polski eksport – przypomina Andrzej Gantner.

Zyska premier

Patrząc na czeskie pomysły trudno, jego zdaniem, abstrahować od faktu, że premier Andrej Babiš to nie tylko lider polityczny, ale także przedsiębiorca, który zbudował koncern Agrofert, największego w Czechach producenta żywności. Uwagę na to zwraca również Witold Choiński.

- Chodzi nie tyle o ochronę rodzimego rynku, ile o ochronę własnego biznesu, który w znacznym stopniu jest kontrolowany przez czeskiego premiera – mówi szef ZPM.

- Wprowadzenie takich zapisów będzie skutkować wzrostem cen czeskich produktów, za co w efekcie zapłaci konsument – argumentuje Agnieszka Maliszewska.

Agrofert to konglomerat ponad 250 spółek, z których kilkadziesiąt działa w segmencie rolno-spożywczym. W 2019 r. (ostatnie dostępne dane) przychody koncernu przekroczyły 162 mld CZK (wtedy 27,1 mld zł), co oznacza, że był on czwartym co do wielkości podmiotem gospodarczym w Czechach.

Zdaniem Witolda Choińskiego skutkiem wprowadzenia takich przepisów będzie zakwestionowanie podstawowej gospodarczej zasady funkcjonowania Unii Europejskiej. Oznacza to też straty nie tylko dla konsumentów, którzy zostaną zmuszeni do kupowania towarów, po które w normalnej sytuacji nie sięgnęliby, ale także dla producentów i eksporterów, również czeskich.

Miecz obosieczny

- Odpowiedzią na protekcjonistyczne czeskie przepisy dotyczące żywności może być wprowadzenie w innych państwach wspólnoty analogicznych regulacji, które uderzą na przykład w czeskie browary czy przemysł motoryzacyjny – uważa prezes ZPM.

Krytycznie do pomysłów odnoszą się także przedstawiciele Polsko-Czeskiej Izby Gospodarczej.

- Nie ma cienia wątpliwości, że przepisy są niezgodnie z prawem unijnym i przedstawiciele Brukseli już oficjalnie zapowiedzieli, że będą im przeciwni. Nawet senatorowie należący do rządowego ugrupowania ANO krytykują ten projekt – mówi Jan Zyderm, wiceprezes izby i czeski przedsiębiorca z miejscowości Horní Suchá, dodając, że nawet przedstawiciele czeskich organizacji rolniczych głośnio mówią, że nie będą w stanie zapewnić tylu produktów, by sklepy mogły wypełnić przepisy ustawy.

Moda na samowystarczalność

Dążenie do samowystarczalności to jeden z pięciu trendów na najbliższych pięć lat wymienionych w corocznym raporcie firmy doradczej Kearney. Jego autorzy przewidują, że wszystkie kraje będą przygotowywać się na przyszłe kryzysy, wspierając rozwój krajowych sektorów m.in. produkcji żywności. UE zwiększyła pomoc dla rolnictwa, oferując najbardziej dotkniętym przez pandemię rolnikom do 7 tys. EUR wsparcia. USA przeznaczą dla farmerów 16 mld USD. Kraje Bliskiego Wschodu zamierzają wpłynąć na wzrost produkcji lokalnej za pomocą ceł, a Singapur inwestuje w farmy wertykalne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane