Pomysł Donalda Tuska, przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, wprowadzenia czterodniowego tygodnia pracy, budzi mieszane uczucia największych organizacji przedsiębiorców. Przeważa obawa i sceptycyzm. Zdaniem naszych rozmów tak rewolucyjnej zmiany dla firm, pracowników oraz rynku pracy nie da się sensownie i bezpiecznie wprowadzić w krótkim czasie. A w dłuższym? Najpierw trzeba przeprowadzić porządny pilotaż — twierdzą eksperci.

Podstawa to pilotaż
Przymiarki do wdrożenia czterodniowego tygodnia pracy Donald Tusk zapowiedział na sobotnim spotkaniu z młodzieżą w Szczecinie. Dodał, że wymaga to czasu i powinno być poprzedzone pilotażem.
— Islandia testowała czterodniowy tydzień pracy na grupie ponad 2,5 tys. pracowników zatrudnionych w różnych zakładach. Okazało się, że w wyniku skrócenia tygodnia pracy z 40 do 35 godzin nie spadła produktywność. Podobne badania przeprowadzane są obecnie w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Ciekawe wyniki dał też miesięczny eksperyment przeprowadzony w 2019 r. w japońskim oddziale Microsoftu. Czterodniowy tydzień pracy spowodował wzrost wydajności o 40 proc. i spadek zużycia energii elektrycznej o 23 proc. Na czterodniowy tydzień pracy mogą jednak pozwolić sobie kraje bogate, do których Polska nie należy. Skrócenie czasu pracy byłoby wyzwaniem organizacyjnym oraz mentalnym i powinno być wsparte szerokim konsensem społecznym — mówi Jacek Goliszewski, prezes Business Centre Club.
Jego zdaniem nic nie stoi na przeszkodzie, aby dać możliwość swobodnej decyzji przedsiębiorcom.
— Takie rozwiązanie już funkcjonuje np. w Belgii, gdzie pracownik może złożyć wniosek o pracę przez 10 godzin w zamian za czterodniowy tydzień pracy. Myślę, że w Polsce mogłyby pozwolić sobie na to firmy o wysokim poziomie cyfryzacji, automatyzacji, robotyzacji i — co najważniejsze — sprawnie zarządzane. W skali całej gospodarki nie jesteśmy jeszcze na takie rozwiązanie przygotowani — dodaje Jacek Goliszewski.
Przeprowadzenie pilotażu popiera Rafał Baniak, prezydent Pracodawców RP, lecz podkreśla, że proces skrócenia tygodnia pracy wymaga długich i skrupulatnych analiz.
— Nie jest to kwestia do bardzo szybkiego i prostego wprowadzenia. Mamy Kodeks pracy, który był już wielokrotnie nowelizowany, ale powstawał w latach 70. i zupełnie nie przystaje do obecnych realiów. Nie jesteśmy przeciwni temu rozwiązaniu, ale jego wprowadzenie w życie wymaga szerokich konsultacji i analiz. Należy również rozważyć, w jakim zakresie miałoby funkcjonować. Czy będzie dotyczyło tylko wybranych branż, np. IT, nowych technologii, czy też obejmie sektor publiczny: szkoły, sądy i urzędy. Jak w takim razie państwo będzie realizowało zadania publiczne, kiedy już obecnie poziom edukacji czy szybkość rozpatrywania spraw sądowych pozostawia wiele do życzenia. To są kwestie, które powinno się wyjaśnić w konsultacjach. Jeżeli pozytywnie ocenimy zasadność wprowadzenia czterodniowego tygodnia pracy, to należy go wcielać w życie stopniowo, np. w ciągu 10-15 lat. Umożliwi to właściwą ocenę stanu gospodarki oraz stabilności firm — mówi Rafał Baniak.
Polski Ład szkodzi eksperymentom
Przeciwnikiem koncepcji Donalda Tuska jest Związek Rzemiosła Polskiego (ZRP).
— Owszem, pilotaż można przeprowadzić, lecz jesteśmy przeciwni pomysłowi odgórnego skrócenia tygodnia pracy. Trzeba mieć świadomość, że jest on czysto polityczny, przedstawiony przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. Oczywiście w niektórych branżach czy sektorach może miałby sens, lecz narzucony na pewno nie byłby dobrym rozwiązaniem w rzemiośle. Dla nas to czysta abstrakcja. Jak można narzucić czterodniowy tydzień pracy i nakazać zamykanie się w piątek np. piekarzom, hydraulikom, warsztatom samochodowym? Charakter takich usług na to nie pozwala, a ponadto nastąpiłoby istotne ograniczenie dostępu do nich. Ucierpiałaby na tym gospodarka, która i tak boryka się z ogromnymi niedoborami na rynku pracy — mówi Jarosław Romaniuk z Zespołu Rozwoju Przedsiębiorczości ZRP.
Sceptyczny jest także Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, prowadzący na UW badania nad wpływem robotyzacji i automatyzacji na rynek pracy.
— W obecnych realiach gospodarki zarówno pracownicy, jak też pracodawcy boją się o swoją przyszłość i czas eksperymentowania z czterodniowym tygodniem pracy nie jest najlepszym pomysłem. Szczególnie trudno będzie przekonać pracodawców po doświadczeniach z Polskim Ładem, który obciążył przedsiębiorców nie tylko finansowo, ale też organizacyjnie. Niemniej przygotowania i ocenę tej koncepcji można przeprowadzać, gruntownie analizując koszty i warunki takiego rozwiązania — podkreśla Jacek Męcina.
Przedstawia konkretne wątpliwości.
— Ograniczenie tygodnia pracy z pięciu do czterech dni i — jak rozumiem — z 40 do 32 godzin pracy w tygodniu oznacza, że spadnie produktywność, a zatem płace pracowników powinny się zmniejszyć o około 20 proc. Nie można przyjąć argumentu, że taka redukcja czasu pracy zostanie skompensowana wzrostem wydajności, bo takich gwarancji nie ma, a ponadto nie zawsze są takie możliwości. Z doświadczeń francuskich z końca lat 80. ubiegłego wieku wynika, że redukcja czasu pracy wcale nie była kompensowana wzrostem wydajności, a o przerzuceniu kosztów takiego rozwiązania na pracodawców nie może być zgody — podkreśla Jacek Męcina.
Wskazuje kolejne zagrożenie.
— Drugim kluczowym aspektem, który trzeba wziąć pod uwagę, jest permanentny niedobór pracowników, zwłaszcza wykwalifikowanych. Ograniczenie czasu pracy jeszcze zmniejszy zasoby kapitału ludzkiego, co przy coraz trudniejszej sytuacji demograficznej może spowodować spore kłopoty przedsiębiorcom — uważa doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.
Dostrzega jednak sektory, których można byłoby tydzień pracy skrócić.
— Automatyzacja i robotyzacja będą odciążać różne sfery gospodarki i stanowiska. W takich sektorach redukcja czasu pracy będzie możliwa, a nawet pożądana. W pierwszej kolejności taka przestrzeń pojawi się w wielu sektorach przemysłowych, ale także w nowoczesnych usługach. Inwestycje w robotyzację i automatyzację procesów oznaczają jednak w pierwszej fazie ogromne inwestycje, zatem powstaje pytanie, jak będziemy firmom je kompensować — dodaje Jacek Męcina.
