Odsiewanie ziarna od plew, wbrew pozorom, wcale nie jest czynnością tak kłopotliwą, jakby się wydawało. Bo, po pierwsze, kombajn zbożowy robi to samodzielnie. Nawet jak ktoś nie kosi kombajnem, to ma do dyspozycji maszynę do młócenia tzw. wiejkę, która również wykonuje to automatycznie. Na koniec pozostaje jeszcze naprawdę prehistoryczna „wialnia”, czyli urządzenie do oddzielenia ziarna od plew już po wymłóceniu. Ale to wszystko rzeczywiście nic w porównaniu z odsianiem maku od popiołu. A przebijanie się przez tekst exposé premiera Jerzego Buzka, wygłoszonego w Sejmie 10 listopada 1997 roku, w którym przedstawił program działania swojego rządu, jako żywo przypomina zadanie postawione przed Kopciuszkiem. Z jedną wszakże różnicą: zadanie Kopciuszka było tylko żmudne, to bywa również zabawne.
Jak każdy tego typu tekst mówiony, nieco inaczej wygląda on w odbiorze bezpośrednim, wygłoszony z sejmowej trybuny, a inaczej — czytany później. I to znacznie później, bo po czterech latach. Po latach zdecydowanie na plan pierwszy wybijają się hasła, czyli ładnie opakowane, pokolorowane i polukrowane... plewy. A to: dajmy siebie naszej ojczyźnie, czy obok — przezwyciężmy swoje słabości. W innym miejscu premier wylicza: po pierwsze — wolni ludzie w silnych rodzinach; po drugie — naprawa państwa. I tak na tym wysokim „C” obracaliśmy się przez większą część exposé. Była jeszcze rodzina (wielokrotnie), ojczyzna, determinacja, konsekwencja, no i reforma. A nawet reformy, oczywiście w sensie przeobrażeń, a nie innej, bardziej swojskiej.
Im bardziej chciał premier mówić o szczegółach — tym było gorzej. Ale był również proroczy. Bo w pewnym miejscu stwierdził: „Cztery wielkie zadania dla Polski i Polaków, cztery zadania mego rządu, wiążą się ściśle ze sobą. (...) albo zrealizujemy je wszystkie, albo zaryzykujemy, że nie uda nam się osiągnąć w stopniu zadowalającym żadnego z nich”. No i po co było tak mówić? Zapeszał, zapeszał i zapeszył. Ale na sam koniec, to już zupełnie przesadził stwierdzając, że „Ten rząd, rząd koalicyjny, będzie spójny. Będzie sprawny i skuteczny, bo tego wymagają zadania, które przed nim stoją. Bo takie jest oczekiwanie wyborców”. To z perspektywy czasu nie wymaga komentarza, bo brzmi jak dowcip, ale wtedy nie zdzierżył szef największej partii opozycyjnej, wydając jednak recenzję o exposé. Bardzo krótką: trzy razy B — banalne, bezbarwne i bezradne.
Teraz jemu przyjdzie się zmierzyć z materią. I tekst exposé nie wydaje się jej najtrudniejszym elementem. Ale, mimo to, czekamy i na exposé.
Panie Prezydencie, Panie Marszałku, Wysoki Sejmie!
Mam zaszczyt przedstawić program naprawy państwa, program nowego rządu, który utworzyły wspólnie Akcja Wyborcza Solidarność i Unia Wolności: ugrupowania wywodzące się z demokratycznej, antykomunistycznej opozycji. Po roku 1989 podzieliły nas poważne różnice programowe i odmienne wybory polityczne. Dzisiaj postanowiliśmy zespolić swe siły w jednej koalicji. Połączyło nas wspólne przekonanie, że Polskę trzeba i można zmienić: naprawić to, co w niej złe. Musimy zrobić wszystko, by tej szansy nie zmarnować.
Tak premier Jerzy Buzek rozpoczął exposé wygłoszone w Sejmie 10 listopada 1997 r.