Czwórka, która ma zawsze pod górkę

Kamil Zatoński
opublikowano: 2009-02-27 00:00

Kolastyna, eCard Travelplanet. pl, i Mewa — co łączy te giełdowe spółki? Firmy te u progu kryzysu znalazły się dokładnie w tym samym miejscu co 4-5 lat temu. Nie wykorzystały obiecujących perspektyw i przeliczonego na konkretne pieniądze kredytu zaufania, jakim obdarzyli ich inwestorzy. Jeśli w warunkach kilkuprocentowego wzrostu gospodarczego nie udawało im się osiągać przyzwoitych zysków (lub po prostu zysków), to czy można liczyć, że teraz uda im się obronić przed stratami? Zwłaszcza że już w minionym roku cała czwórka w komplecie dołowała, a straty Kolastyny, Mewy i eCardu wyniosły po 10-13 mln zł.

Wydaje się, że wspólnym problemem tych firm jest nie tylko kiepski i niedopasowany do warunków rynkowych pomysł na biznes, ale też zarządzanie. Nie jest przypadkiem, że po kilku latach rządów w Kolastynie z funkcji prezesa odszedł Andrzej Grzegorzewski. Bijący się między sobą menedżerowie i akcjonariusze eCardu również podważali słuszność decyzji podejmowanych w przeszłości przez swoich adwersarzy. W Travelplanet. pl rotacja na kierowniczych stołkach również była duża, a w Mewie zarząd postanowił rzucić ręcznik na ring i poddać prowadzony bieliźniarski interes (ale nie poddać siebie).

Niestety, na warszawskiej giełdzie nie brakuje firm, którym przez lata prosperity nie udało się poderwać do lotu, a możliwa recesja może wbić ostatni gwóźdź do ich trumny. Tak stało się już zresztą ze Swarzędzem, a w stanie permanentnej wegetacji są m.in. Fon, NFI Zachodni, Skotan czy Optimus.

Travelplanet.pl: Perspektywy były, nadzieje też. Na razie to tyle

Kiedy w 2005 r. wrocławska spółka wchodziła na GPW, jej perspektywami zachwycali się niemal wszyscy. W akcjonariacie firmy, która budowała pozycję w pośrednictwie w sprzedaży usług turystycznych, szybko pojawiły się fundusze emerytalne i inwestycyjne. Dziś nadal sporymi pakietami dysponują Investors TFI (19,5 proc.), PZU Asset Management (12,66 proc.) i Pekao OFE (10,09 proc.). I choć w czasie hossy kurs spółki bił rekord za rekordem, to z dzisiejszej perspektywy tamte wzrosty należy uznać za nieuzasadnione. Firmie zdarzyły się pojedyncze dobre kwartały. Większość pozostałych kończyła się stratą. Przypomnijmy, że najlepszy w ujęciu rocznym wynik netto (z 2007 r.) wyniósł 6 tys. zł (słownie: sześć tysięcy złotych). Firma nie zdobyła żadnej przewagi nad konkurencją, a jej oferta niczym nie wyróżnia się na rynku. Inwestycje na razie się nie zwróciły, a skala działalności firmy wciąż jest niewielka. W ostatnich miesiącach podjęto się restrukturyzacji. Cięcia objęły też wynagrodzenia członków zarządu. W ciężkich czasach (wysoki kurs euro i rosnące bezrobocie zniechęcają do kupowania zagranicznych wycieczek) może to pozwolić na ograniczenie strat, ale o zyski będzie trudno.

eCard: Nie wszystkie pomysły

wypaliły, spółka brnie w straty

Zdecydowana większość obietnic spółki sprzed dwóch, trzech lat nie została dotrzymana. Nie wszystkie pomysły na biznes (określane mianem innowacyjnych) wypaliły. Te, których spółka wciąż się trzyma, nie dają większych szans na wypracowanie satysfakcjonujących zysków. Firma tymczasem brnie w straty. Potwierdzają się obawy, które pojawiały się już przy okazji oferty publicznej. Spółce niezwiązanej z bankami trudno będzie zaistnieć na rynku usług finansowych.

Choć na akcjach spółki można było od czasu do czasu zarobić, to zyski miały jedynie charakter spekulacyjny. Długoterminowo w spółkę nie warto było wchodzić. Nie dziwi więc, że po chwilowej burzy obaj główni akcjonariusze spółki — Smart Capital i Capital Partners — niecierpliwie rozglądają się za inwestorem branżowym, który mógłby odkupić ich udziały. Czy znajdą chętnego? Kapitalizacja eCardu wynosi dziś 25 mln zł. To tyle, ile spółka zebrała w ubiegłym roku z emisji akcji. Na koniec roku na kontach spółki znajdowało się już tylko 1,2 mln zł gotówki.

Mewa: Zamiast rozwoju jest zwój, strata wynosi już blisko 13 mln zł

Spółka z podlubelskiego Biłgoraja praktycznie postawiła już krzyżyk na dotychczasowej działalności związanej z produkcją i dystrybucją bielizny. Teraz zamierza zdobywać szlify w obszarze finansów, a plan zakłada budowę holidngu, którego filarem stanie się notowana na rynku New Connect spółka Grupa Pactor-Potempa Inkasso.

Można mieć jednak poważne wątpliwości, czy dla akcjonariuszy Mewy nie będzie to spadek z deszczu pod rynnę, bo przez ostatnie lata szefowie spółki nie dali absolutnie żadnego powodu, by obdarzyć ich kredytem zaufania. Mimo zapowiedzi o rozwoju sieci sprzedaży i kolejnych nakładów ponoszonych na wzmocnienie posiadanych marek, Mewa zamiast się rozwijać, zaczęła się zwijać i brnie w straty. Na koniec 2008 r. ujemny wynik netto (na poziomie jednostkowym) wyniósł blisko 13 mln zł, a gdyby nie kolejne emisje akcji, spółka miałaby pewnie spore problemy z utrzymaniem płynności finansowej.

Kolastyna: Nie udało się podbić rynku, firma poległa na przejęciach

Mocarstwowe plany zdobycia znacznego udziału w rynku kosmetyków skończyły się efektowną klapą. Spadek przychodów o 40 proc. w czwartym kwartale 2008 r. i aż 12 mln zł straty operacyjnej — to smutne podsumowanie drogi, jaką od debiutu giełdowego w 2007 r. przeszła krakowska Kolastyna. Próbę podboju krajowego rynku (celem strategicznym, nakreślonym w prospekcie emisyjnym, było zdobycie w trzy lata 10-procentowego udziału) należy uznać za nieudaną. Kolejne przejęcia przyniosły firmie więcej strat niż korzyści. Wiele decyzji podjętych w ostatnich dwóch latach okazało się niesłusznych. W spółce doszło do zmiany za sterem — Andrzeja Grzegorzewskiego, założyciela firmy, zastąpił menedżer z zewnątrz Jacek Szkurłat. Rozpoczął on swoje rządy od poszukiwania oszczędności (koszty mają spaść o 20 proc.), przeglądu portfela marek i drastycznego (o ponad 50 proc.) zmniejszenia liczby oferowanych produktów. Spółka w latach 2005-07 wypracowywała zyski (średnio 4,8 mln zł rocznie). Warto jednak pamiętać, że były one zawyżane przez zdarzenia jednorazowe, mające charakter niegotówkowy. Przychody spółki w minionym roku były zaledwie o 2,5 proc. wyższe niż w 2005 r.