Czy amerykańska gospodarka ma supermoce?

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-10-08 20:00

Bardzo dobre dane z amerykańskiego rynku pracy pokazują, że największa gospodarka z zaskakującą zwinnością i dynamizmem wymyka się siłom recesyjnym. Obserwujemy nie tylko solidny wzrost zatrudnienia, ale też odkręcanie spirali inflacyjnej, co wedle wielu ekonomistów miało być niemożliwe bez wzrostu bezrobocia i recesji. Wyjaśnieniem tej pozytywnej kombinacji wzrostu gospodarczego i dezinflacji może być ożywienie strony podażowej gospodarki.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W piątek pojawiły się uważnie obserwowane na rynkach finansowych dane z amerykańskiego rynku pracy, które okazały się wyraźnie mocniejsze od oczekiwań. Zatrudnienie zwiększyło się w Stanach Zjednoczonych we wrześniu o 339 tys. osób w stosunku do sierpnia, co oznacza wzrost o 2,1 proc. r/r. W takim tempie liczba pracujących rośnie już od paru miesięcy. Wart odnotowania jest fakt, że trend spowolnienia został zatrzymany. Można było mieć obawy, czy rynek pracy stopniowo nie osuwa się w stronę recesyjną, ale ostatnie dane temu zaprzeczają.

Bezrobocie pozostaje na niskim poziomie. We wrześniu wyniosło 3,8 proc., dokładnie tyle co w sierpniu. Rynek pracy dostosowuje się do wyższych stóp procentowych przez zmniejszenie liczby wakatów, a nie zmniejszenie liczby pracujących. To jest pewne novum w gospodarce, które w poprzednich cyklach nie występowało.

Jednocześnie najciekawszy jest fakt, że przy tych mocnych danych o zatrudnieniu i bezrobociu dynamika wynagrodzeń stopniowo się obniża. Przeciętne wynagrodzenie godzinowe w Stanach we wrześniu było o 4,2 proc. wyższe r/r, a ta dynamika obniża się średnio o ok. 0,2-0,3 pkt proc. na kwartał. To zjawisko ma ogromnie ważne implikacje dla gospodarki i polityki pieniężnej. Pokazuje, że procesy inflacyjne (a nominalny wzrost płac jest przejawem inflacji, w końcu płaca to też cena) mogą się wygaszać nawet przy rosnącym zatrudnieniu i bardzo niskim bezrobociu. To wydawało się jeszcze rok czy dwa lata temu bardzo trudne.

Ekonomiści więc główkują, co się takiego dzieje w amerykańskiej gospodarce. I tak Jason Furman z Harvardu wskazuje, że wzrost gospodarczy ma w tym momencie charakter podażowy – wynika z rosnących zdolności wytwórczych, a nie z rosnącego popytu. Taki wzrost jest oczywiście bezinflacyjny, ponieważ nie stwarza napięcia między popytem a podażą. Możliwe, że zmiany technologiczne lub – co bardziej prawdopodobne – zmiany organizacyjne po pandemii doprowadziły do zwiększenia możliwości produkcyjnych gospodarki ponad trend historyczny.

Ważne pytanie brzmi, czy to samo będziemy obserwowali w Europie, która w cyklu inflacyjnym jest kilka kwartałów za Stanami Zjednoczonymi z powodu kryzysu energetycznego. Jest to możliwe, bo w Europie ożywienie podażowe powinno zostać wywołane nie tylko przez zmiany efektywnościowe, ale przede wszystkim przez wygaszenie kryzysu energetycznego. Jeżeli przez nadchodzącą zimę uda się przejść bez skoku cen energii, to chyba nikt nie będzie miał wątpliwości, że ten kryzys minął, co może wywołać nową dynamikę gospodarczą – pozytywną dla wzrostu PKB, negatywną dla inflacji.