Czy bać się otwarcia Chin

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-12-05 20:00

Jeżeli chińska gospodarka wreszcie zostanie otwarta po pandemii, może zacząć zasysać surowce kosztem Europy. Z drugiej jednak strony chińscy konsumenci mogą wygenerować popyt, którego świat będzie potrzebował.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Jednym z głównych tematów makroekonomicznych na świecie staje się potencjalne otwarcie chińskiej gospodarki w 2023 r. Otwarcie po pandemii może przynieść wiele dobrego dla świata, ale i pewne kłopoty. Rozkręcenie drugiej co do wielkości gospodarki świata może oznaczać impuls wzrostowy dla innych krajów. Może też jednak oznaczać walkę o surowce i wyższą inflację. Który efekt przeważy?

W ostatnich dniach i tygodniach pojawiło się wiele informacji wskazujących, że Chiny będą odchodziły od polityki „zero-Covid”, czyli drastycznych lockdownów. W ostatni weekend miasta Pekin i Szenzen poinformowały, że łagodzą wymogi dotyczące testowania, mimo że fala pandemii jest wciąż bardzo wysoka. Wynika to z braku akceptacji obywateli dla restrykcyjnej polityki. Na rynkach finansowych widać coraz więcej oznak, że inwestorzy wyceniają istotne przyspieszenie chińskiej gospodarki w przyszłym roku. Mocno drożeje miedź, rosną chińskie indeksy giełdowe, a szczególnie notowania tych branż, które mogą zyskać na otwarciu.

To, czy Chinom rzeczywiście uda się odejść od restrykcji, jest niejasne. Załóżmy jednak, że to się stanie. Jakie będą efekty gospodarcze dla świata?

Otwarcie Chin może oznaczać bardziej zaciętą walkę o surowce, szczególnie o gaz, którego brakuje po odcięciu dostaw z Rosji do Europy. W przeciwieństwie do innych surowców, dostaw gazu ziemnego nie da się łatwo i szybko przekierować z jednego miejsca w inne. Im więcej gazu LNG będą chciały kupić Chiny, tym mniej zostanie dla Europy. Inflacja będzie wyższa, recesja w Europie dłuższa.

Oczywiście jednak ożywienie w Chinach oznacza też większe zapotrzebowanie na produkty wytwarzane w innych krajach, nie tylko surowce. Do Chin kierowane jest 10 proc. eksportu zewnętrznego z Unii Europejskiej za łączną wartość ponad 200 mld EUR rocznie. Chiny odpowiadają za jedną piątą światowego PKB i koniunktura w tym kraju ma przełożenie na koniunkturę na całym świecie.

Który efekt ewentualnego otwarcia Chin przeważy? Chłodzący czy ożywczy?

Otwarcie Chin powinno sprawić, że kraj mocniej zwiększy konsumpcję niż produkcję. To by zaś oznaczało, że efekt popytu dla świata może być większy niż efekt związany z zasysaniem surowców. Chiny powinny relatywnie mocniej zwiększyć zakupy towarów finalnych niż surowców.

Warto zobaczyć, jak wyglądała sytuacja makroekonomiczna Chin w ostatnich latach. Zwiększały produkcję zgodnie z trendem sprzed pandemii, zaspokajając duży popyt amerykańskich i europejskich konsumentów wytworzony dzięki hojnym transferom fiskalnym i zmianie struktury zakupów konsumentów. Jednocześnie zakupy Chińczyków były bardzo niskie. Produkcja rosła więc mniej więcej w normie, a sprzedaż detaliczna była dużo niższa niż trendy sprzed pandemii. Ostatnia fala pandemii w Chinach nie zmieniła tych zjawisk, a wręcz je wzmocniła. To oczywiście sprawiło, że Chiny zaczęły notować potężne nadwyżki handlowe.

Można powiedzieć, że chińska gospodarka jechała na gapę dzięki popytowi wytworzonemu w krajach rozwiniętych.

Teraz sytuacja może się odwrócić. Chińczycy po kilku latach restrykcji mogą wygenerować tzw. popyt odwetowy – chcieć sobie wynagrodzić kilka lat wyrzeczeń. Rząd w Pekinie zawsze wolał pobudzać gospodarkę inwestycjami, ale tym razem będzie to trudne, bo pod względem infrastrukturalnym kraj może być w wielu obszarach przeinwestowany.

Zobaczymy, co się stanie. Widzę szanse na to, że otwarcie Chin przyniesie nam więcej korzyści niż kosztów.

Możesz zainteresować się również: