Czy będzie z tego jakiś przychód?

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-04-30 00:00

Dzisiaj po południu Europejski Szczyt Gospodarczy kończy obrady, dlatego można już zacząć podsumowywać tę niecodzienną imprezę. Coraz mocniej stawiane są pytania o sens jej organizowania — w kontekście kosztów finansowych i społecznych.

Świat biznesu traktuje poniesione wydatki jako koszty uzyskania przychodu. Te setki uściśniętych rąk, spitych toastów i wymienionych biletów wizytowych z nawiązką zwrócą niemałe wpisowe. Nikt natomiast nie wie, czy ogromne pieniądze, wyłożone przez budżety państwa i Warszawy na zabezpieczenie spokoju obrad, również okażą się kosztami uzyskania przychodu, czy też ulecą w powietrze. Nie wygląda na to, aby w czasie szczytu nastąpił zwrot w postrzeganiu Polski przez zagranicznych inwestorów.

Na dodatek stara Unia wskazała Polsce miejsce w szyku. Marzenia, że Warszawa choćby na chwilę stanie się polityczno-gospodarczym sercem kontynentu, miały wartość wirtualną. I nie ziszczą się nawet podczas polskiej prezydencji w UE, jako że posiedzenia Rady Europejskiej stale odbywają się w Brukseli. Akurat z tego powodu mieszkańcy naszej stolicy się nie obrażą...

Realną szansą Warszawy jest natomiast uzyskanie statusu regionalnego subcentrum UE, głównego ośrodka rubieży wschodnich. I z tego punktu widzenia szczyt spełnił swój cel — Wschód (poza Białorusią) przyjechał i okazywał wielką zazdrość wobec naszej integracji z UE. Miejmy tego świadomość dzisiejszej nocy, gdy flagi z dwunastoma złotymi gwiazdami będą wciągane na maszty w wielu miastach Polski.