Czy demokracja totalna zawłaszczy złotego?

Jacek Zalewski
21-12-2001, 00:00

W czasach, o których młodsze pokolenia nie mają pojęcia, krążył dowcip — czym demokracja różni się od demokracji socjalistycznej. Otóż dokładnie tym, czym krzesło od krzesła elektrycznego. Wydawało się, że dekada przemian ustrojowych w Polsce na zawsze skreśliła wszelkie rozwinięcia terminu demokracja. Ale nie, oto na naszych oczach powstają zręby demokracji totalnej — całościowej, powszechnej i przenikającej aż do szpiku państwa.

Wyborczy werdykt społeczeństwa — a dokładniej tej mniejszości, która pofatygowała się 23 września do urn — rozstrzygnął, kto ma w Polsce sprawować władzę ustawodawczą i wykonawczą przez cztery lata. Czy jednak wyborcom na pewno chodziło o przejęcie przez tę władzę całkowitej kontroli nad wszystkimi dziedzinami życia państwowego? Postawienie takiego pytania oczywiście wiąże się z pomysłami zmiany statusu prawnego NBP.

Właściwie od samego exposé rząd Leszka Millera trzyma się następującej generalnej linii — wdrażamy światły program naprawy państwa i na wielu kierunkowych odcinkach już nastąpiłaby odczuwalna poprawa — gdyby nie ci sabotażyści z RPP. Rządowe koncepcje ożywienia gospodarczego pozostają na razie abstrakcją, natomiast stopy procentowe są konkretem i łatwym propagandowym żerem. Premier wręcz zalecił RPP, o ile powinna je przyciąć — o 3 pkt procentowe do końca roku, a od stycznia jeszcze trochę. Oczywiście dyrektywa polityczna miała grzeczną formę — po prostu takie cięcie byłoby „dobrze widziane” i „oczekiwane”. Rada wykonała ją tylko połowicznie — zeszła w listopadzie o 1,5 pkt i uznała, że na rok 2001 wystarczy.

Przygotowująca ustawowy odwet koalicja chyba nie ma pełnej świadomości, iż uderzenie w niezawisłość banku tak naprawdę nie zaszkodzi ani gmachowi przy Świętokrzyskiej, ani zarządowi NBP, ani nawet członkom RPP — lecz ZŁOTEMU!!! Siła narodowej waluty wciąż ma bardzo kruche podstawy i w każdej chwili grozi jej gwałtowna deprecjacja — której obyśmy nigdy nie doczekali. Głębokie załamanie kursowe w Polsce miałoby katastrofalne skutki społeczne, przy których kłopoty związane ze stagnacją czy nawet recesją okazałyby się nostalgicznym wspomnieniem. Kto nie wierzy — niech poogląda relacje z Argentyny.

Najgorsze, że nasza waluta znajduje tylko garstkę obrońców. Zachowania sejmowej opozycji są nieobliczalne — zaledwie kilka dni temu jak jeden klub (łącznie z PSL!) rzuciła się do obrony ustawowego prawa prezesa NBP do uczestniczenia w posiedzeniach rządu. Jednak w sprawie RPP ortodoksyjna prawica gotowa jest pojść wspólnie ze skrajną lewicą — zwłaszcza gdy w perspektywie jest utargowanie jakiegoś miejsca w Radzie...

Jedyną nadzieją złotego pozostaje prezydent Aleksander Kwaśniewski, który — przynajmniej werbalnie — stara się ostudzić zapał nacierających na NBP. Oczywiście niech nikt naiwny nie liczy na ewentualne zawetowanie populistycznej nowelizacji — zbyt bliskie są związki głowy państwa z rządem. Ale już skierowania podejrzanej legislacyjnie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego można się spodziewać. Byłoby to sprytne posunięcie — grono sędziów, delegowanych w różnych okresach przez różne opcje polityczne, musiałoby raz na zawsze ustalić, w jakim stopniu bank centralny ma współodpowiadać za politykę gospodarczą rządu.

Gdyby wejrzeć w protokoły Komisji Konstytucyjnej sprzed pięciu lat, dotyczące przyjmowania rozdziału X „Finanse publiczne”, to wyszłoby, że intencją twórców Konstytucji było właśnie UNIE-MOŻLIWIENIE jakiegokolwiek wpływu bieżących interesów rządu czy resortu finansów na długofalową strategię banku centralnego. Kamieniami milowymi wspomnianego rozdziału są dwa przepisy: Sejmowi i Senatowi wara od deficytu budżetowego, ustalanego przez Radę Ministrów, natomiast i parlamentowi, i rządowi — wara od polityki pieniężnej. A zatem Konstytucja z góry założyła możliwość powstawania konfliktów między organami państwa, a także popełniania przez nie błędów — w tym również przez RPP!

Zwracamy na to uwagę, ponieważ także na łamach „PB” wielokrotnie krytycznie odnosiliśmy się do zachowawczej taktyki RPP. Jednak zamach na jej niezawisłość będzie dowodem, iż demokracja totalna sadowi się w Polsce coraz mocniej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Czy demokracja totalna zawłaszczy złotego?