Wszyscy oczekują wiosny na rynkach. Przebicie przez amerykańskie indeksy, zarówno przez Nasdaq, jak i Dow Jones, kolejnych ważnych barier dało pretekst do zakupów także u nas. Wzrosły nadzieje, że hossa zawita na GPW.

Inna sprawa, czy to tylko nadzieje, czy też może przesłanki ku trwalszym zwyżkom.
A te się nie zmieniły: akcje na GPW nadal są relatywnie tanie, a mimo to zainteresowanie nimi indywidualnych inwestorów jest niewielkie. Jeśli drobni inwestorzy uwierzą w rynek, możemy liczyć na dłuższe ożywienie. Również wyprzedzające wskaźniki makro wyraźnie zyskują, co faktycznie dobrze wróży rynkom, przynajmniej w średnim terminie.
Czynniki ryzyka też się nie zmieniły i pozostają poza polskim rynkiem. Chodzi o ewentualne pogorszenie nastrojów na rynkach światowych czy kolejne reperkusjekryzysu zadłużeniowego w strefie euro. Poza tym cały czas zachodzą różne negatywne procesy, które odbiją się czkawką w dłuższym terminie, jak rosnące ceny ropy.
To jeden z negatywnych efektów ubocznych tego, co robią banki centralne, a także — jak zwykle — napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie.