Czy Twoja firma wytrzyma presję wynagrodzeń

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2021-07-23 07:36
zaktualizowano: 2021-07-23 07:42

W ciągu niecałych trzech lat stopa bezrobocia w Polsce może spaść w okolice 2 proc., przewidują analitycy NBP. Według firmy Manpower już 81 proc. firm ma problemy z zapełnieniem wakatów. Z drugiej strony, płace w Polsce są wciąż bardzo atrakcyjne dla inwestorów. Zobacz 10 najważniejszych trendów i zjawisk na rynku pracy po lipcu.

Sytuacja na rynku pracy w Polsce poprawia się bardzo szybko. Do tego stopnia, że można mówić już o powrocie rynku pracownika. Ze strony organizacji branżowych pojawiają się czasami głosy, że może to stanowić ryzyko dla niektórych inwestycji zagranicznych w Polsce. Ale płace dla inwestorów wciąż są atrakcyjne.

1. Stopa bezrobocia zaczęła się obniżać po niemal roku stagnacji

Stopa bezrobocia rejestrowanego po oczyszczeniu z efektów sezonowych spadła w czerwcu do 6,1 proc. Po 11 miesiącach utrzymywania się na poziomie 6,2 proc. zaczął się trend spadkowy, który potrwa prawdopodobnie długo.

2. NBP przewiduje, że do 2023 stopa bezrobocia BAEL spadnie w pobliże 2 proc.

W analizach makroekonomicznych często pokazuje się inną stopę bezrobocia – według badań aktywności ekonomicznej ludności. Ta miara jest porównywalna na poziomie międzynarodowym. Obecnie stopa bezrobocia według tej miary wynosi w Polsce 3 proc., a według Narodowego Banku Polskiego do końca 2023 roku ma spaść do 2,3 proc. NBP w lipcowej projekcji makroekonomicznej mocno zrewidował w dół swoje prognozy bezrobocia. Jeszcze w marcu bank centralny prognozował, że nie spadnie ona poniżej 3 proc. Obniżenie prognoz wynika częściowo ze zmian metodologicznych w liczeniu bezrobocia, przyjętych przez GUS i inne urzędy statystyczne w Unii Europejskiej, a częściowo z lepszej od oczekiwań sytuacji na rynku pracy.

3. 81 proc. firm ma problem z zapełnieniem wakatów

To są wyniki badania Manpower pt. „Niedobór talentów” (raport dostępny tutaj). Jeszcze przed pięcioma laty ten odsetek wynosił tylko 45 proc. Zdaniem Manpower najbardziej poszukiwani są pracownicy logistyki, operatorzy maszyn i pracownicy IT.

4. Problemy z rekrutacją według GUS najszybciej rosną w branżach z niskimi wynagrodzeniami

GUS co miesiąc zadaje firmom pytanie o to, jak oceniają różne bariery rozwoju – m.in. dostęp do wykwalifikowanych pracowników. Sprawdziliśmy, w których branżach (na poziomie dwucyfrowych kodów PKD) odsetek firm raportujących tę barierę jako istotną wzrósł najmocniej od czerwca 2019 roku. Okazuje się, że najszybciej problem narasta w branżach o relatywnie niskich wynagrodzeniach: produkcji wyrobów ze skór, czy utrzymaniu porządku. Może to sugerować, że w Polsce bardzo trudno jest już znaleźć osoby chętne do pracy za wynagrodzenie minimalne lub bliskie minimalnemu. Jednocześnie problem ze znalezieniem pracowników narasta, zgodnie z oczekiwaniami, w branżach opierających się na technologach informatycznych – telekomunikacji, usługach informacyjnych i usługach IT. Ostatnim istotnym obszarem, gdzie brak wykwalifikowanych pracowników zaczyna coraz mocniej ograniczać zdolności rozwojowe firm, są branże przemysłowe, takie jak przetwórstwo papieru, czy produkcja materiałów budowlanych. Może to wynikać z faktu, że w tych branżach popyt w ostatnim roku rósł nadzwyczaj szybko.

5. Problem z rekrutacją w Polsce jest większy niż w innych krajach UE, choć nie największy

Zmiana charakteru rynku pracy dotyczy większości krajów europejskich. Po krótkim okresie kryzysu pandemicznego, w większości krajów rośnie odsetek firm, które raportują problem z rekrutacją pracowników. W Polsce ten problem jest większy niż średnio w Unii Europejskiej, ale są kraje, gdzie wzrost pozycji przetargowej pracowników jest jeszcze wyższy. Generalnie jest to zjawisko pozytywne dla gospodarki, gdyż prowadzi do wzrostu wydajności pracy i zwiększenia standardów życia. Ale dla firm stanowi to duże wyzwanie.

6. Płace w Polsce rosną szybciej niż przed kryzysem

Z najnowszych danych GUS wynika, że przeciętne wynagrodzenie w firmach niefinansowych zatrudniających co najmniej 10 osób wzrosło w czerwcu o 9,8 proc. w stosunku do czerwca zeszłego roku. Ten niemal dwucyfrowy wzrost może częściowo wynikać z efektów niskiej bazy, bo przed rokiem w wielu firmach wynagrodzenia były obniżone. Efekty bazy są jednak zdecydowanie najmniej istotnym elementem wyjaśniającym wysoką dynamikę. Miesięczny wzrost płac również jest bardzo wysoki. W czerwcu wyniósł 0,8 proc. (po oczyszczeniu z efektów sezonowych), co przełożyłoby się na 10-procentową dynamikę roczną, gdyby utrzymane zostało przez cały rok. Popyt na pracę jest bardzo wysoki, a dostępność pracowników na rynku niska. Rynek pracownika wrócił z całą mocą.

Silna presja płacowa jest prawdopodobnie zjawiskiem trwałym. Wprawdzie 10-procentowe zwyżki w skali roku prawdopodobnie się nie utrzymają, ale 8-9-procentowe są już jak najbardziej możliwe. NBP w ostatniej projekcji inflacji przewiduje, że dynamika wynagrodzeń do końca 2023 roku będzie wynosiła ok. 8 proc. rok do roku. Przypomnijmy, że przed kryzysem było to 7 proc. Mamy więc do czynienia z dość istotnym przyspieszeniem.

7. Najszybciej rosną wynagrodzenia w branżach przemysłowych

Najwyższy wzrost przeciętnego wynagrodzenia w porównaniu z okresem sprzed kryzysu występuje w branży produkcji odzieży i wyrobów ze skór, czyli w obszarach, gdzie przeciętne wynagrodzenie jest niskie. Jest to spójne z opisanym wyżej wnioskiem dotyczącym ograniczeń w dostępie do najtańszych pracowników. Ale bardzo szybki jest też wzrost wynagrodzeń w innych branżach produkcyjnych, m.in. w produkcji wyrobów elektrycznych, wyrobów z drewna, czy farmaceutyków.

8. Szybki wzrost wydajności ma pomóc złagodzić presję płacową

NBP przewiduje, że wraz z przyspieszeniem wynagrodzeń nastąpi przyspieszenie wydajności, więc większych problemów inflacyjnych nie będzie. Z analiz banku centralnego wynika, że do 2023 roku wydajność będzie rosła w tempie ok. 5 proc. rocznie, wobec ok. 4 proc. przed kryzysem pandemicznym. Oznacza to, że wydajność przyspieszy w takim stopniu jak płace. Wydaje się jednak, że projekcja banku centralnego dotycząca wydajności pracy jest dość optymistyczna. O ile w pierwszym lub drugim roku po pandemii szybki wzrost wydajności jest możliwy z powodu nadrabiania zaległości, o tyle później będzie to już dużo trudniejsze. W Polsce wydajność pracy nigdy nie rosła szybciej niż 5 proc. przez wiele kwartałów z rzędu. Teraz warunki są oczywiście inne, zasoby siły roboczej się kurczą, co sprzyja szybszemu wzrostowi wydajności. Osiągnięcie jednak ponad 5-procentowego wzrostu przez kilka lat można uznać za scenariusz maksimum.

9. Płace liczone w euro rosną wolniej niż w złotych

Niektóre organizacje pracodawców alarmują, że szybki wzrost płac utrudnia ekspansję zagranicznych inwestorów w Polsce (zobacz artykuł na temat centrów usług wspólnych). Ale warto zauważyć, że z punktu widzenia inwestorów zagranicznych presja płacowa w Polsce nie jest aż tak wysoka jak z punktu widzenia inwestorów krajowych. Płace przeliczone na euro rosną w Polsce wolniej niż w złotych, ponieważ złoty się systematycznie osłabia w ostatnich latach. O ile wzrost płac w złotych jest blisko historycznych maksimów, o tyle wzrost płac w euro jest blisko średniej historycznej. W ten sposób słaba waluta pomaga przyciągać inwestycje nastawione na cięcia kosztów. Jest to sytuacja odwrotna niż ta, która miała miejsce przed 2010 rokiem – wtedy płace w złotych rosły szybko, a płace w przeliczeniu na euro jeszcze szybciej.

Można jednak poddać w wątpliwość, czy ten model rozwoju w długim okresie jest dobry. Systematyczne osłabianie waluty pomaga przyciągać inwestycje nastawione głównie na cięcia kosztów przez zagraniczne korporacje, ale nie wymusza na firmach szybszego poszukiwania wyższej wydajności. Stwarza to ryzyko, że Polska nadmiernie wyspecjalizuje się w średnio zaawansowanych usługach i produkcji. Nie jest to ryzyko, które już się materializuje, ponieważ widać rosnące zaawansowanie procesów w firmach zagranicznych. Ale warto zwrócić uwagę, że kontynuacja osłabiania waluty jako metody na utrzymywanie konkurencyjności może generować złe bodźce w przyszłości.

10. Koszty zatrudnienia specjalisty w Warszawie są na poziomie jednej trzeciej kosztów w Berlinie

W kontekście konkurencyjności płacowej warto przytoczyć badania firmy Mercer. Pokazała ona przeciętne wynagrodzenie starszego księgowego, ze stażem ok. sześciu lat, w przeliczeniu na złote w wybranych stolicach Europy. W Polsce koszty zatrudnienia takiego specjalisty wynosi ok. 10 tys. zł, a w Berlinie ok. 30 tys. zł. Polska jest tańsza niż nawet Czechy, czy Węgry. Polska jest wciąż krajem, gdzie poszukuje się taniej siły roboczej. To się będzie powoli zmieniało, w przyszłości więcej powinno być inwestycji nastawionych głównie na poszukiwanie talentów, ale będzie to proces rozciągnięty na lata.