Od początku notowań do liderów wzrostów na Wall Street należały spółki surowcowe. Świetnie radził sobie Halliburton, dostawca usług dla przemysłu naftowego, który podał lepsze od oczekiwań analityków rezultaty za III kw. Niewiele gorzej wypadały inne firmy z branży naftowej Exxon Mobil i Chevron, które wykorzystywały wyraźne odbicie ceny ropy naftowej. Kurs „czarnego złota” na NYMEX zanotował zwyżkę ( drugą sesję z rzędu ) o 3,3 proc. do ponad 74 dolarów za baryłkę. Znaczne odbicie notowań było też udziałem drugiego co do wielkości na świecie producenta miedzi Freeport- McMoRan. Inwestorzy uznali, że akcje tego rodzaju koncernów zostały zbyt drastycznie przecenione, bo rosną nadzieje na powstrzymanie deprecjacji cen surowców.
Podobnie jak na Wall Street, także na innych giełdach obu Ameryk, wzrostom przewodziły firmy górnicze. Brazylijska Bovespa skoczyła o ponad 8 proc., głównie za sprawą Petroleo Brasileiro i Vale do Rio Doce, a kanadyjski S&P/TSX zwyżkował o 7 proc. Na giełdzie w Toronto wprost rewelacyjnie zachowywał się kurs Petro-Canada.
Należy sądzić, że na tak wyraźną poprawę nastrojów amerykańskich inwestorów,
miała duży wpływ wypowiedź szefa Fed-u. Ben Bernanke okazał wsparcie dla
możliwości zastosowania nowego bodźca fiskalnego, który mógłby stymulować wzrost
gospodarczy. Gracze oczywiście zdają sobie sprawę, że taką decyzję może podjąć
nowy prezydent i jest to raczej odległa przyszłość, ale mają również w pamięci
efekt poprzedniej ulgi podatkowej i jej wpływ na konsumpcję w USA. Ostatecznie
dzięki tak byczym nastrojom udało się podnieść indeksy Down Jones i S&P500 o
blisko 5 proc.. Warto podkreślić, że tym razem sesja na Wall Street nie była
bardzo nerwowa i dominacja popytu nie podlegała dyskusji.
Pytanie brzmi, jak
ten dobry klimat na światowych giełdach może mieć stymulujący wpływ na wzrosty
na warszawskim parkiecie. Trudno uznać za impuls hamujący spadki wczorajszą
wypowiedź wiceprezesa NPB, który przyznał, że trwają rozmowy ze szwajcarskim
bankiem centralnym na temat pożyczki we frankach naszemu systemowi finansowemu.
Pojawiają się bowiem obawy, że polskie banki nie są całkowicie odporne na
zawirowania jakie dotknęły ten sektor na świecie. Także wczorajsza nieudana
aukcja bonów, jaką przeprowadziło Ministerstwo Finansów, mogła wzbudzić
niepokój. Przed sporym dylematem staną akcjonariusze PKN Orlen, których nie
pocieszyła informacja zarządu tej spółki, o prawdopodobnym spadku zysku
operacyjnego za III kw. o połowę w stosunku do roku ubiegłego. Niemniej jednak
poprawa nastrojów na rynkach finansowych jest widoczna i trudno będzie iść GPW
całkowicie pod prąd. Inwestorzy na świecie zauważają, że część ekonomistów,
którzy nie tak dawno wieścili długotrwałą recesję w gospodarkach nieco łagodzi
swój ton, a niektórzy nawet twierdzą, że punkt kulminacyjny kryzysu na rynku
kredytów mamy poza sobą.
Korzystnym sygnałem dla byków na GPW nie jest tylko zachowanie się innych parkietów, ale też spora siła popytu, który w ostatnich dniach bronił, choć nieudanie, cen naszych blue chipów, przejmując dużą ilość akcji czołowych spółek. Jeśli dzisiaj uda mu się podnieść indeksy, to szansa na kilkudniowe wzrosty będzie spora.
We wtorek nie pojawią się istotne dane z USA, a rynek skoncentruje się na wynikach firm, które jak dotychczas są lepsze od zakładanych. Po sesji na Wall Street zyskami pochwalił się American Express, które co prawda okazały się mniejsze o 24 proc. niż rok temu, ale wyraźnie wyższe od prognoz analityków. Dzisiaj swoje rezultaty podadzą: Apple, Caterpillar, Pfizer i Yahoo. Jeśli okażą się one też dobre, to będzie to kolejny sygnał do wzrostów na giełdach. Tym bardziej, że prawdopodobnie byki dostaną wsparcie od Bank of Canada, który może obniżyć stopy procentowe overnight o 50 pkt. do 2 proc. Rośnie także rentowność amerykańskich obligacji, a to oznacza spadającą na świecie awersję do akcji.