Czysto, schludnie - albo tanio

Rafał Kerger
opublikowano: 2005-07-13 00:00

Profesjonalne środki i maszyny, bliski kontakt z klientem i szeroka gama usług — to atuty dobrych firm sprzątających.

W jednym z największych polskich banków szukano oszczędności. Ktoś wymyślił, że można je znaleźć w kosztach sprzątania. W dużym województwie wprowadzono program pilotażowy. Zamiast kilkunastu małych firm, z których każda sprzątała kilka oddziałów, najęto jedną, by utrzymywała czystość we wszystkich. Pierwszą próbowano trzy miesiące. Drugą kolejne trzy. Przez pół roku pracownicy oddziału banku narzekali: że brudno, w ubikacji śmierdzi, a do tego dyrekcja sankcjonuje szarą strefę, bo sprzątaczki nie mają umów o pracę.

Ostatecznie lokalni usługodawcy wrócili. A wcześniej nawet nie zaproszono ich do regionalnego przetargu...

Referencje i wywiad

Jak zatem wybrać dobrą firmę, która rzeczywiście porządnie posprząta?

Na polskim rynku, według szacunków firmy doradczo-szkolenieniowej Cleaning Consulting (CC), funkcjonuje do 4 tys. firm zajmujących się utrzymaniem czystości.

— Połowa z tego to mama, tata, syn i córka. Reszta to więksi usługodawcy. Sprawdzenie kompetencji można zacząć od ustalenia, czy firma posiada branżowy znak jakości przyznawany przez Polskie Stowarzyszenie Czystości (PSC) — mówi Jolanta Kowalska, szefowa CC.

Znak jakości PSC jest przyznawany od niedawna, posiada go ledwie 20 usługodawców, warto zatem samodzielnie przeprowadzić rekonesans. To nic nie kosztuje, a w wielu przypadkach ratuje skórę dyrektorom technicznym obiektów. Plan pracy jest taki: prosimy o referencje, wykaz płynów, środków i maszyn, którymi firma sprzątająca świadczy usługi — nie wszystko można zrobić ludwikiem. Do tego dwa-trzy telefony do kolegów z firm, w których usługodawca już dbał o czystość i mamy pełen obraz jego kompetencji. Firma powinna być też ubezpieczona.

Cena to wabik

Jeśli ktoś wybiera firmę tylko z powodu niskiej ceny popełnia błąd.

— Tak jak nie można sprzątać szpitala za 1,50 zł za mkw., tak nie można — nie zatrudniając na czarno — sprzątać biura za 10 czy 20 gr za mkw. W tych usługach 80 proc. to koszty pracy — podkreśla Jolanta Kowalska.

Nasza rozmówczyni dodaje, że administrator obiektu, zmieniając firmę czy analizując konkurencyjną ofertę, powinien sprawdzić, co rzeczywiście wchodzi w podstawową cenę — diabeł tkwi w szczegółach.

Kilku graczy na rynku stosuje cenowy dumping. Nie zatrudniają na etat, mają więc o wiele niższe koszty pracownicze.

— Zarabiam 500 zł. Podpisują ze mną umowy-zlecenia, jedna za drugą. Jeszcze nigdy nie dostałam pieniędzy na czas. A kiedy mnie przyjmowali, kazali mi załatwić sobie grupę inwalidzką — zwierza się pani Basia ze Śląska, jedna z pracownic ogromnej firmy sprzatająco-ochroniarskiej.

Zresztą w innych krajach jest podobnie. W Czechach 80 proc. sprzątaczek to Ukrainki. W Rosji natomiast prawie cała branża jest w szarej strefie.

Na problem zwróciła ostatnio uwagę nawet Unia Europejska, która zdjęła usługi sprzątania z listy usług prostych (jedyne kryterium wyłaniania firm w przetargach to w 100 proc. cena).

Lepiej mniejsi?

— Skłaniamy się ku mniejszym firmom. Zwykle indentyfikują się z klientem. W razie potrzeby wystarczy zadzwonić do szefa i wszystko załatwione. Moloch nie trzyma jakości. Przy wyborze firmy ważne jest też to, co ma w cenie ofertowej. Jakie świadczy usługi dodatkowe w porównaniu z konkurencją. Taka firma może nawet pielęgnować biurowe kwiaty — opowiada Agnieszka Czerwiakowska, administrator biura Bonnier Business Polska.