Dacia Duster: budżetowo to już było

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2024-06-21 11:00

Dacia Duster to niesłychanie popularny w Polsce niewielki budżetowy SUV. Najnowszej jego odsłonie trudno będzie jednak utrzymać ten flow. Nie z winy Dacii, z winy przepisów. W ich wyniku w odniesieniu do Dustera trudno będzie używać przydomka budżetowy.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Co to jest auto budżetowe? To taki samochód, który bardziej niż o rozpieszczanie właściciela komfortem dba o komfort jego portfela. Słowem: tanie. I Duster taki właśnie był. Zadebiutował w 2010 r. Zbudowany według prostej, ale skutecznej koncepcji, czyli sprawdzone silniki Renaulta, napęd na obie osie od Nissana i podłoga od kompaktowego Logana. Do tego bez szastania pieniędzmi na dizajn, materiały wykończeniowe czy gadżeciarskie wyposażenie. Wszystko przyprawione gwarancją, solidną siecią serwisów i zaufaniem do Renaulta – właściciela marki. Tak, w telegraficznym skrócie, powstał pierwszy SUV od Dacii. Jego budżetowość wespół z rosnącym zainteresowaniem SUV-ami sprawiły, że model stał się hitem.

Na rynku brakowało propozycji dla chcących SUV-a, ale niechcących płacić za zbędne ich zdaniem wyposażenie czy miękkie plastiki. Strategia okazała się skuteczna. Duster stał się bestsellerem marki, a klienci chwalili auto za dobry stosunek ceny do jakości. Przyjmowali z pokorą słabe i mało na czasie wykończenie wnętrza. Bo cena! Akceptowali dosyć siermiężne prowadzenie. Bo cena! I tak właśnie miało być. Duster szybko wspinał się w statystykach i był nawet moment, kiedy zajmował zaszczytne miejsce najczęściej rejestrowanego przez osoby prywatne nowego auta w Polsce. Dobra passa trwała też podczas panowania drugiej generacji. Obecnie panowanie przejmuje generacja trzecia, która zadebiutowała pod koniec zeszłego roku. Pociągnie sukces?

Cena czyni cuda

Nowy Duster jest – jak na Dustera – autem bardzo nowoczesnym. Począwszy od dizajnu – do którego bardzo pasuje określenie: wygląda drożej niż kosztuje – na wyposażeniu standardowym skończywszy. Dacia podkreśla, że projektując wygląd auta, skupiono się na tym, co najważniejsze, czyli stosunkowo prostej stylistyce pozbawionej zbędnych dizajnerskich gadżetów, ale dzięki temu nadającej całości ponadczasowy charakter. Nie umyka uwadze, że nowa twarz Dustera nawiązuje do innych nowych modeli marki. Dodatkowo masywne linie czy osłony nadkoli zdają się składać wizualną obietnicę, że Duster poradzi sobie w terenie (oczywiście takim SUV-owym terenie). Od strony wizualnej nie ma się czego czepiać. Jest dokładnie tak, jak powinno być we współczesnej marce budżetowej.

Co pod maską? Jest spory wybór. Zaczynamy od Dustera ECO-G. Do napędu (przekazywanego na przednią oś) służy litrowy, trzycylindrowy benzyniak o mocy 100 KM. Na pokładzie jest też fabryczna instalacja LPG (zbiornik LPG ma pojemność 50 l i jest umieszczony pod podłogą, więc nie zajmuje miejsca w bagażniku). Silniczek współpracuje z manualną skrzynią i tylko z taką. Kolejna na liście jest wersja TCe 130. Łączy trzycylindrowy, turbodoładowany silnik benzynowy o pojemności 1,2 l z miękką hybrydą 48 V. Tu również dostępny jest wyłącznie manual, ale można wybrać między wersjami z napędem na jedną lub obie osie. Na szczycie drabiny napędów nowego Dustera stoi klasyczna hybryda. Składa się na nią czterocylindrowa jednostka benzynowa o pojemności 1,6 l i mocy 94 KM, dwie jednostki elektryczne (silnik o mocy 49 KM oraz wysokonapięciowy rozrusznik-alternator), a także zelektryfikowana, automatyczna skrzynia biegów. Ta ostatnia ma cztery przełożenia obsługujące silnik spalinowy oraz dwa przypisane do silnika elektrycznego. Układ dostarcza 140 KM mocy, która trafia na przednią oś (wersji 4x4 nie ma). Każde auto jest dostępne w kilku wersjach wyposażenia. I w każdym – zgodnie z unijnym prawem – jest cała lista obowiązkowego w UE wyposażenia związanego z bezpieczeństwem. Chodzi o utrzymanie pasa ruchu, system awaryjnego hamowania, czyli to, czego – dobrowolnie – klient budżetowej marki raczej sam by nie wybrał, a za co teraz musi zapłacić. Od nowego roku będzie gorzej. Do obowiązkowego wyposażenia dołączą kolejne systemy.

Ale to nie wszystko. Wchodzą też nowe zaostrzone normy emisji spalin. Za ich przekroczenie producent będzie musiał płacić słone kary. Jaki to może mieć skutek? Albo weźmie kary na klatę – co może się wiązać z tym, że nie weźmie i wycofa z rynku wersje z największymi przekroczeniami (czytaj: najtańsze), albo podniesie ceny, co wypaczy sens istnienia budżetowych marek. Pamiętajmy, że choć Duster wygląda nowocześnie, ma nowoczesne ekrany, może mieć kamery (nawet 360 stopni) i pierwszy raz w historii można do niego zamówić podgrzewane fotele, choć ma mnóstwo ciekawych rozwiązań, które w Škodzie nazwaliby simply clever (uchwyty na kubki, na telefony, na tablety, latarki etc.), choć przestrzenne wnętrze i spory bagażnik (od 430/1609 l w modelu hybrydowym do 517/1696 l w spalinówkach) nadal chce być budżetowy, to by to osiągnąć, musisz jednak z czegoś zrezygnować (tym bardziej że to, czego nie chcesz, zostało do środka wepchnięte przez przepisy). A więc: prowadzenie – cały czas tylko dostateczny plus. Siermiężne plastiki – swoją drogą to największy minus tego auta – są nieprzyjemne w oglądzie, dotyku i trzeszczeniu, jakie z siebie wydają. Masakryczny materiał, z jakiego wykonana jest tapicerka. Już w średnio ciepły dzień pocisz się, jak byś siedział na folii. Zgoda, światła mijania są ledowe, ale drogowe czy używane podczas mgły to już stary, dobry i często zapomniany halogen. Jakoś tę budżetowość trzeba było zbudować. I tu docieramy do smutnego sedna. Ceny.

Jak powiem, że podstawowa wersja (Essential) z podstawowym silnikiem (tym z LPG) kosztuje od 79,9 tys. zł, i dodam, że ma już na pokładzie klimatyzację (manualną), wszystko to, czego chce Unia, LED-y i kilka innych dodatków, być może pomyślisz: chrzanić te paskudne plastiki. Jest budżetowo. Ale jak dodam, że dokładają kilka dodatków (np. system multimedialny i automatyczną klimę, kolor czy większe felgi) i osiągniesz pułap 93,9 tys. (wersja Journey) – to mogą zacząć ci przeszkadzać. Ceny TCe 130 startują od 100,9 tys., a TCe 130 4x4 od 112,9 tys. zł. Robi się ciekawie, choć i tak mimo tych plastików cały czas mamy do czynienia (w wersji na obie osie) z jednym z najtańszych 4x4 w Polsce.

Bardzo ciekawie robi się w przypadku Dustera z hybrydą. Ceny startują z poziomu 117,4 tys. zł. W zamian te same plastiki, rzecz jasna, ale też sprawny i oszczędny układ hybrydowy (5,9 l na 100 km w pozamiejskim, 500 km teście) i automatyczna przekładnia. Ale czy to jest budżetowa cena? Szybkie porównanie do Toyoty – królowej hybryd. Model C-HR. Aktualna generacja. Moc 140 KM. Cena 139,9 tys. zł. Niby więcej, ale obecnie na stronie Toyoty jak byk widnieje napis o rabacie – 20 tys. zł. Na stronie Dacii takowego nie zauważyłem. Mamy więc 117,4 zł za Dacię versus 119,9 zł za Toyotę. Jeśliby uwzględnić drobne różnice w wyposażeniu, cenowa przewaga Dacii stopnieje jeszcze bardziej. I z pewnością nie będzie już warta doświadczania tych okropnych plastików.

Wniosek pierwszy: nawet jeśli chcesz kupić auto budżetowej marki, sprawdzaj aktualne promocje droższych producentów – może się opłacić.

Wniosek drugi? Nieważne, czy postawisz na Dacię, Toyotę czy na innego producenta aut popularnych. Postaw szybko.

Pean z pośpiechem

Od 2025 r. zaczną obowiązywać nowe przepisy – niebawem poświęcę temu osobny tekst. Jedne rozszerzą listę obowiązkowego wyposażenia, co z pewnością przełoży się na wzrost cen. Inne zaostrzą limity emisji, co może skutkować wycofaniem z rynku najtańszych wersji silnikowych i położenie nacisku na sprzedaż mniej emisyjnych hybryd czy elektryków. To być może ostatnia okazja na nabycie budżetowego auta. Przyszłość małych i tanich samochodów wydaje się przesądzona. Małe pewnie zostaną, ale tanie to już nie będą.