Daj mi tę moc

W Polsce energię ze słońca, wiatru czy wody czerpie 230 tys. gospodarstw domowych. W Niemczech — ponad 3 mln.

Podwyżki cen energii mają ogromny wpływ na stan naszych portfeli. Nic dziwnego, że z każdym rachunkiem za prąd i ogrzewanie coraz częściej myślimy o tym, jak nasze domy, gospodarstwa i inne nieruchomości wyposażyć w mikroinstalacje z dziedziny odnawialnych źródeł energii (OZE). Te urządzenia nie tylko ograniczyłyby koszty życia, ale mogłyby też przynosić dodatkowy dochód. Poza tym dawałyby nam przyjemną świadomość, że niczym Bruce Willis ratujemy planetę.

— Nadwyżki wyprodukowanego prądu mieszkańcy mogliby odsprzedać do publicznej sieci elektroenergetycznej. Zyskałaby na tym także gospodarka i przyroda. Panele słoneczne, przydomowe elektrownie wiatrowe, małe elektrownie wodne czy biogazownie na obszarach wiejskich często są bardziej ekologiczne i ekonomiczne od dużych instalacji — mówi Małgorzata Bartkowski z firmy REECO Poland.

Dotacje i zachęty prawne

Energetyczne zapotrzebowanie polskich budynków jest nawet pięć razy wyższe, niż przewidują standardy Europy Zachodniej. UE próbuje to zmienić. Na przedsięwzięcia z zakresu oszczędności energii i rozwoju jej odnawialnych źródeł w latach 2014-20 przeznaczyła 4,5 mld EUR, które będą rozdzielały władze województw. Inaczej niż w poprzedniej perspektywie unijnego finansowania na lata 2008-12, z pieniędzy tych będą mogły skorzystać nie tylko samorządy, ale także spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe.

Zdaniem Związku Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć, przyczyni się to do poprawy standardu energetycznego budynków mieszkalnych w naszym kraju, a tym samym zmniejszy rachunki, które płacimy za prąd i ciepło.

— Gospodarstwa domowe w Polsce wydają na energię średnio ponad 15 proc. swojego budżetu. Wspieranie modernizacji energetycznej budynków w połączeniu z wykorzystaniem OZE dałyby rodzinom odczuwalną poprawę sytuacji finansowej — uważa Przemysław Kalinka, ekspert ds. funduszy unijnych Polskiej Zielonej Sieci.

Na rozwój tzw. energetyki prosumenckiej, w której statystyczny Kowalski jest zarówno użytkownikiem, jak i producentem energii, mogą wpłynąć też rozwiązania prawne. Projekt ustawy o OZE zakłada m.in., że energia z instalacji prosumenckich będzie kupowana za 80 proc. ceny na rynku konkurencyjnym. Ten poziom ma motywować dużą energetykę do wspierania takiego modelu rynku. A co — oprócz dotacji — może zachęcić obywateli do montowania np. paneli słonecznych czy turbin wodnych? Wytwarzanie energii przez prosumentów nie będzie uznawane za działalność gospodarczą, dzięki czemu nie będą musieli odprowadzać składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Oszczędzone im zostanie również wiele formalności związanych z przyłączeniem mikroinstalacji do sieci.

Rynek z potencjałem

W Polsce jest około 5,5 mln domów jednorodzinnych, 300 tys. bloków mieszkalnych należących do spółdzielni mieszkaniowych i 130 tys. w gestii wspólnot mieszkaniowych. Tymczasem z instalacji OZE korzysta tylko 230 tys. gospodarstw domowych. Dla porównania

— W Niemczech jest ich ponad 3 mln. — Największy potencjał oszczędności energii w naszym kraju tkwi w budynkach mieszkalnych — twierdzi Przemysław Kalinka.

Na razie ten potencjał marnujemy koncertowo. Jest jednak w narodzie wola, aby to zmienić. Jak wynika z badań Instytutu Energetyki Odnawialnej, aż 45 proc. Polaków chce instalować w swoich domach mikroinstalacje OZE, bo rozumieją, co to oznacza dla gospodarki, środowiska naturalnego i własnych portfeli.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ekologia / Daj mi tę moc